Facebook
Bunt Młodych Duchem
Książki polecane:
Licznik odwiedzin:
Dzisiaj: 42
W tym miesiącu: 2360
W tym roku: 19449
Ogólnie: 365964

Od dnia 21-09-2006

Bunt Młodych Duchem

Krótka rozmowa o tolerancji

Autor: Zbigniew T. Wierzbicki
10-09-2013

z Józefem Henem rozmawia Zbigniew T. Wierzbicki
ZTW — My w „Buncie” prowadzimy zdecydowaną akcję na rzecz tolerancji, uważając to jako podstawową sprawę dla edukacji. Czy Pan uważa, że akcja przeciwko nietolerancji, którą się u nas prowadzi od strony oficjalnej i częściowo w „Gazecie Wyborczej”, czy ona jest mądrze prowadzona i czy ona jest skuteczna? Obawiam się bowiem, że ta akcja nie tylko nie zlikwiduje czy nie zmniejszy nietolerancji, ale tylko zepchnie ją do podziemia, tak że co pewien czas będzie wybuchać.
JH — Niby są jakieś instytucje zorganizowane, które walczą z nietolerancją, ale ze strony nietolerancji jest tak mocny napór, że możemy obserwować, że jej zwolennicy mają nawet przewagę w Sejmie — przecież Platforma jest podzielona.
Co jeszcze jest niepokojące: w Polsce zapada wiele wyroków, które ludzi tolerancji, zwolenników Polski światłej, nie mogą zadowolić. Czasem myślę, że sędziowie czują jakąś presję, może są nawet sterroryzowani przez bojówki rasistowskie. Na przykład podczas procesu przeciw hajlującym faszystom młoda sędzina uniewinniła ich, bo gest podnoszenia ręki może być, orzekła, rozumiany jako rzymskie pozdrowienie, zamiast otwarcie powiedzieć, że to jest pozdrowienie hitlerowskie.
ZTW — Oczywiście, przecież chodzi o obecne znaczenie tego gestu.
JH — Tak. Ci ludzie, którzy walczą z nietolerancją mają pewne instrumenty, ale czasem jakby boją się je stosować. Jest nawet taki medal: „Zasłużony dla tolerancji”, którym zostałem wyróżniony razem z Koushnerem, tym, który założył organizację „Lekarze bez granic”. Tym medalem wyróżniono także Jacka Kuronia, Karola Modzelewskiego, Benazir Bhutto i Amosa Oza. A także burmistrza Jedwabnego, który wobec wrogiej postawy radnych złożył urząd i wyjechał do Nowego Jorku.
Sprawie Jedwabnego warto się przypatrzyć. Myślę, że mieszkańcy zrobiliby mądrzej, oczyściliby swoją postawę, gdyby wyrazili ubolewanie za to, co stało się w tym miasteczku siedemdziesiąt lat temu. Ten problem — spojrzenia z dystansu na to, co się stało, sprawę oczyszczenia nieczystego sumienia porusza moja niewielka powieść „Pingpongista”. Piszę o tym o tyle swobodniej, że miasteczko nazywa się w powieści Cheremiec i leży nad rzeką Cherem.
ZTW — Wydaje mi się, że brak jest psychologiczno-narodowego bodźca, który by pobudził ludzi do zrozumienia, że to jest nie tylko kompromitujące, ale szkodliwe dla Polski, szkodliwe dla interesu narodowego.
JH — Cała nadzieja w tym, że młodzież patrzy na Europę. Ponad milion młodych ludzi, którzy opuścili Polskę i pracują na Zachodzie, powoli, pod wpływem Zachodu zmienia swoje spojrzenie na świat. Może kiedyś, gdy wrócą, będą zmieniać proporcje, kształt naszego społeczeństwa.
ZTW —... jeśli wrócą.
JH — Obecnie obserwujemy, że to nacjonaliści mają inicjatywę, organizują marsze i manifestacje. Podczas ostatnich zamieszek związanych ze Świętem Niepodległości (w 2011– r. Red.) rzecznik SLD powiedział coś zdumiewającego, powiedział, że nie należało dopuścić do konfrontacji tych dwóch maszerujących grup. A przecież właśnie chodzi o konfrontację, o to by powiedzieć faszystom: „Nie przejdziecie!” Ale jeśli taka jest postawa partii, która rości sobie pretensje do lewicowości… Mieć spokój dzięki unikom?!
ZTW — Jesteśmy tolerancyjni, więc też jesteśmy spychani na margines.
JH — Moim zdaniem jest pewien postęp spowodowany zbliżeniem do Europy, ale ten proces postępuje bardzo wolno. Niepokoi mnie też oportunizm niektórych organów rządowych, np. Ministerstwa Sprawiedliwości. Niedawno wydano w Polsce „Mein Kampf”. Podano sprawę do Sądu, a Sąd, zamiast stwierdzić w uzasadnieniu wyroku, że propagowanie nazizmu i faszyzmu jest sprzeczne z Konstytucją i jest ustawowo zabronione, to orzekł tylko, że wydawca nie miał praw autorskich (należą do rządu Bawarii, który ich nie udziela). Czyli widzimy tu znowu unik i tchórzliwość...
Szedłem kiedyś przejściem podziemnym i zauważyłem, że na straganie jest wystawione „Mein Kampf”, to było na kilka dni przed wyrokiem Sądu. Podchodzę do sprzedawcy i mówię: „Czy Pan wie, że tego nie wolno sprzedawać? To jest książka rasistowska, propaguje hitleryzm, a to jest sprzeczne z prawem”. Starsza kobieta, która stała obok straganu, nagle na mnie napadła: „To niech Pan idzie i doniesie. Pan jest chyba z takich, co donoszą”.
Czasem pewne rzeczy rozgrywają się jak w grotesce, kiedy słyszę na przykład, że w związku ze sprawą ACTA (ochrona przed piractwem internetowym – Red..), demonstrują, walcząc o „wolność słowa”, ONR-owcy. Zabawne!
ZTW — Tak potrzebny jest jakiś wstrząs, który by zmusił społeczeństwo do zmiany postaw. Ale jak to zrobić? Dziękuję za rozmowę.
Rozmowa została przeprowadzona
w styczniu 2012 r.