Facebook
Bunt Młodych Duchem
Książki polecane:
Licznik odwiedzin:
Dzisiaj: 38
W tym miesiącu: 2356
W tym roku: 19445
Ogólnie: 365960

Od dnia 21-09-2006

Bunt Młodych Duchem

Lekarka z getta warszawskiego

Autor: admin
10-09-2013

O Irenie Świdowskiej (Adinie Blady Szwajgier: „Jako lekarz i jako człowiek przeżyła zagładę getta warszawskiego, przeżyła zagładę jego dzieci. Żyła wspólnym życiem ze swoimi małymi pacjentami i była świadkiem ich śmierci”…

ŚWIDOWSKA IRENA, ur. BLADY vel SZWAJGIER ADINA zwana INKĄ (1917-1993) była lekarką-pediatrą, córką Izaaka, nauczyciela gimnazjalnego (zginął w 1941 w obozie zagłady w Treblince); jej matka, Stefania, była dyrektorką Gimnazjum Żeńskiego Jehudijah w Warszawie i z całym personelem szkoły została wywieziona do Treblinki. Inka, absolwentka tego Gimnazjum, podjęła studia medyczne na Uniwersytecie Warszawskim, a gdy Niemcy we wrześniu 1939 r. zbliżali się do Warszawy założyła z pielęgniarką – koleżanką w piwnicy domu, w którym mieszkała, „punkt opatrunkowy”, który działał do końca oblężenia Warszawy; musiała wówczas przyjąć pierwszy w swej praktyce lekarskiej poród.

Praca w szpitalu w warszawskim getcie
Po zajęciu przez Niemców Warszawy przedostała się do Lwowa, gdzie zdała końcowe egzaminy dyplomowe i otrzymała dyplom lekarza. W końcu grudnia 1939, gdy została przez kolegę ze studiów lwowskich, Ukraińca, ostrzeżona, że jest wpisana na listę osób do wywozu do sowieckiego łagru, wróciła z powrotem do Warszawy (zatrzymana w kilkudniowej wędrówce m.in. przez strażników sowieckich), gdzie w marcu 1940 r., podjęła pracę w Szpitalu Dziecięcym Bersonów i Baumanów przy ul. Siennej, który wówczas znajdował się już na terenie getta (nie było ono jeszcze zamknięte). W tym szpitalu pracował także jako goniec Marek Edelman (po wojnie lekarz) i tu spotkała się z Januszem Korczakiem, który w okresie dużego głodu przychodził prosić dyrektorkę Szpitala (dr Braude Heller) o żywność dla dzieci, której szpital wówczas sam miał niewiele. Po wojnie Inka tak opisała w swych wspomnieniach panujący wówczas głód:
„Od czasu do czasu na wspólne śniadanie o godzinie dziesiątej do laboratorium zapraszani byli goście – Józio Ferszt, dr Leneman i urocza dr Kahane-Kochańska (zmarła po wojnie śmiercią naturalną). A „śniadania” te, będące zasadniczym dziennym posiłkiem podawanym na „meissenach” i w kryształowych kieliszkach, składały się z 19 dkg kartkowego chleba pokrajanego w cieniutkie kromki i 1 dkg buraczanej marmolady lub 5 g „małpiego smalcu”. Do tego dochodził 1 – słownie jeden – 25 g kieliszek spirytusu nierozcieńczonego, wypitego jednym ruchem. Ten jeden kieliszek nie powodował rauszu, ale pomagał pracować. A jakie miał znaczenie kaloryczne, przekonaliśmy się dopiero później w okresie zupełnego głodu, kiedy z naszej grupy nikt nie miał obrzęków głodowych. 200 dodatkowych kalorii miało niewątpliwie znaczenie zasadnicze. A spirytus był po zamknięciu getta jedynym naszym ratunkiem. Z cudownym brakiem konsekwencji okupant, pozbawiając nas żywności, utrzymywał dla lekarzy przydział spirytusu. Meisseny – to była zastawa stołowa z fabryki w Meissen; te naczynia stołowe były prywatną własnością dr Keilson, a ten serwis później wytłukli Niemcy rujnując wyposażenie Szpitala”.
W październiku 1941 wraz z częścią personelu przeszła do filii Szpitala przy ul. Leszno 80, a wkrótce wraz z tym szpitalem zostały przeniesione na ul Stawki 5 koło Umschlagplatz’u. W lipcu 1942 próbowała popełnić samobójstwo, lecz została odratowana. W czasie wielkiej akcji likwidacji Żydów otrzymała od dr Hellerowej tzw. „numerek życia”, który chronił przed natychmiastowym wywiezieniem do obozu zagłady. Dr Hellerowa sama dla siebie nie zachowała takiego numerku rozdając je młodym lekarzom i zginęła w obozie zagłady. We wrześniu i październiku Inka pracowała jako lekarz, salowa i asystentka chirurgii w szpitalu przy ul. Gęsiej. W swej książce przedstawiła najtragiczniejsze swoje przeżycie: usypiania dzieci, aby nie przeżywały okrutnego wywożenia ich do obozu lub mordowania strzałami na łóżkach w dniu ostatecznej likwidacji szpitala. W tym momencie Niemcy już kolejno mordowali wszystkich Żydów idąc od parteru w górę szpitala.

Współpraca z Radą Pomocy Żydom

W grudniu 1942 przy Delegaturze Rządu na Kraj powstała polska Rada Pomocy Żydom, pseudonim „Żegota” a w styczniu 1943 powstały pierwsze oddziały Żydowskiej Organizacji Bojowej (ŻOB), w której Inka zajmowała się dostarczaniem przyszłym powstańcom broni i amunicji. W czasie akcji likwidacji Żydów Inka, na polecenie ŻOB-u, przeszła w styczniu 1943 r. na stronę aryjską i zamieszkała w Międzylesiu. Jej mąż Stefan, mający charakterystyczną twarz semicką, ukrywał się przed Niemcami, lecz, wbrew ostrzeżeniom, zaufał Niemcom, że po opłaceniu haraczu – wywiozą opłacających się Żydów do Ameryki Południowej i zgłosił się do punktu zbornego Hotelu Polonia; wszyscy zostali wywiezieniu do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu (być może do Treblinki) i tam zginęli, a wśród nich i Stefan.

Po wyjściu z getta
Inka tak opisuje Warszawę zaraz po wyjściu z getta:
„Poszłam na plac Krasińskich, stanęłam obok karuzeli z pękiem kaczeńców w obu rękach i uśmiechałam się. Karuzela się kręciła i dzieci się śmiały, i ja się do nich też uśmiechałam, i grała jakaś muzyka, a może mi się zdawało? Słońce świeciło, a tam były jakieś dymy i strzały. Tylko ludzie mówili o chorągwiach, ale ja nic nie widziałam, chociaż naprawdę nie miałam ani jednej łzy, które miałam kiedykolwiek, już dawno, może przed laty, bo wyschły”.
W zimie 1943 r. Inka zamieszkała w Warszawie (przy ul. Długiej 24) w kilkuosobowej grupie z dr Aliną Margolis i Markiem Edelmanem, pracując w Radzie Głównej Opiekuńczej (RGO) jako opiekunka dzieci. Podjęła pracę pod fałszywym nazwiskiem Ireny Meremińskiej. Jej zadaniem było wyszukiwanie mieszkań dla uciekinierów z getta oraz załatwianie spraw legalizacyjnych (zdobywanie fałszywych dokumentów osobistych).

W powstaniu 1944 r.
Po wybuchu Powstania Warszawskiego 1944 zgłosiła się do pracy w Szpitalu Powstańczym przy ul. Miodowej 24. W czasie Powstania wyszła po raz drugi zamąż za Władysława Świdowskiego, lecz z braku rabina ślubu udzielił im dowódca oddziału partyzanckiego. Władysław był Polakiem, prawnikiem (1914-1981), członkiem PPS, po wojnie docentem. W powstaniu pomógł pracownikom Szpitala Powstańczego w ucieczce przez kanały ze Starego Miasta do Śródmieścia, gdzie Inka dołączyła do szpitala powstańczego (być może przy ulicy Mokotowskiej). Przy kapitulacji Inka dostała od Niemców przepustki lekarskie dla siebie oraz dla 12 rannych; wyprowadziła z miasta ten „patrol sanitarny”, włączając do niego i swego drugiego męża. Jako chorzy wyszli z nią również młodzi partyzanci. Wraz ze Świdowskim, Margolis i Edelmanem zamieszkali w Grodzisku w budynku nad siedzibą żandarmerii niemieckiej (!) i stamtąd wyruszała na poszukiwanie uciekinierów z Powstania oraz członków Ż.O.B. O powodzeniu jej brawurowej akcji zdecydował jej „dobry” aryjski wygląd, oraz mocne fałszywe papiery. Inka tak wspomina ten czas: „Marek Edelman trafia wraz z przyjaciółmi do domu w Grodzisku Mazowieckim. Sytuacja jest niezwykła – na parterze mieści się sztab niemieckiej organizacji Zur Bekämpfung der Banditen und Partisanen, a na pierwszym piętrze mieszka dziesięciu Żydów, którzy wyszli z Powstania”. Mieszkanie na pięterku wynajmuje Inka Świdowska, bo ma dobry wygląd, „dobre” papiery i ukraińskiego przyjaciela... A na stryszku przylegającym do wynajmowanego przez nich pokoju ukrywają się pozostali ocaleni żobowcy. Jest »Antek« Cukierman, „Celina” Lubetkin, Marek Edelman, a także Lodzia Hamersztajn, Luba Zylberberg, „Kazik” Ratajzer, Alina Margolis, Zosia Skrzeszewska, „Julek” Fiszgrund.”

Wzorcem – Janusz Korczak

Po uwolnieniu Warszawy spod okupacji niemieckiej (17 01 1945), wracają oboje z mężem do Warszawy i od 25 stycznia 1945 Inka zamieszkuje na Pradze, otwierając tu na krótki okres swój prywatny gabinet lekarski. Jednocześnie Inka podejmuje pracę w Głównym Komitecie Polskich Żydów, umieszczając m.in. osierocone dzieci żydowskie w polskich rodzinach. W maju 1945 przeniosła się do Łagiewnik koło Łodzi, gdzie podjęła pracę w Przeciwgruźliczym Sanatorium Dziecięcym zarządzanym przez dr Alinę Margolisową, specjalizując się w zakresie pediatrii i ftyzjatrii II stopnia, oraz obejmując stanowisko zastępczyni dyrektorki Sanatorium. W styczniu 1960 przenosi się do Szczecina i wkrótce tam organizuje „Sanatorium Przeciwgruźlicze dla Małych Dzieci” przy ul. Piotra Skargi, którego zostaje dyrektorką. I tu zakłada szkołę dla dzieci, stając się w Polsce pionierem szkół dziecięcych w sanatoriach przeciwgruźliczych, w których dzieci leczyły się wiele miesięcy. Sama wspomina, że w tym Sanatorium panowała atmosfera przyjaźni i szacunku, dzieci nazywały ją „nasza mama”. W 1968 r. w czasie ogólnych nagonek na Żydów rezygnuje ze swego stanowiska i traci pracę, mając potem trudności ze znalezieniem nowej pracy. Niezmordowanie pracuje kolejno i w innych instytucjach Służby Zdrowia. I tak w latach 1974-1976 pracuje jako lekarz szkolny w Szkole Pielęgniarskiej, a następnie jako pediatra w Zakładzie Opieki Zdrowia (ZOZ). W 1986 całkowicie przestaje pracować zawodowo.
Inka przed wojną była ideową komunistką i po wojnie wstąpiła do PZPR. Usiłowała i tam działać, chociaż z coraz większymi wątpliwościami. W 1981 oddała legitymację partyjną. Wychowana w ideologii Janusza Korczaka pozostaje jej wierna całe życie. Walczy o prawa dziecka i o zrozumienie jego potrzeb i problemów. Jeszcze przed wojną pisywała czasami do żydowskiego pisemka dla dzieci „Małego Przeglądu”. Nigdy nie przywiązywała wagi do rzeczy materialnych. Gdy w 1968 spaliło się jej mieszkanie wraz z całym dobytkiem (tej nocy była na dyżurze w Sanatorium) – pocieszała płaczące córki: nie płaczcie, najważniejsze, że żyjemy. Może i dlatego cieszyła się wielkim autorytetem moralnym. Marek Edelman tak ją w swojej książce wspomina:
„Jako lekarz i jako człowiek przeżyła zagładę getta warszawskiego, przeżyła zagładę jego dzieci. Żyła wspólnym życiem ze swoimi małymi pacjentami i była świadkiem ich śmierci… Towarzyszyła umieraniu każdego dziecka i umierała po wielokroć z każdym z nich. Także wtedy, gdy poddała się wewnętrznemu nakazowi wybrania dla swoich podopiecznych »lepszej« śmierci – we śnie. Zamiast okrutnej w komorze gazowej. Wtedy także lękała się o każde dziecko, o to, że któreś z nich obudzi się, nim nadejdzie śmierć łagodna, i będzie skazane na tę okrutną….”
W połowie lat osiemdziesiątych przełamała niechęć do wspominania swych przeżyć i zaczęła je spisywać; opublikowano je w drugim obiegu przez Niezależną Oficynę Wydawniczą pt. „Szpital w getcie”, w pełnej wersji jako Zeszyty Niezależnej Myśli Lekarskiej pt. „Wspomnienia lekarki”. Na podstawie tych wspomnień Waldemar Dziki zrealizował w Teatrze Telewizji monogram pt. „Nadludzka medycyna” z Mają Komorowską, a Antoni Borzewski stworzył film pt. „Miejcie litość” z udziałem Ireny Świdowskiej i jej córki Aliny, którego premiera odbyła się, niestety, dopiero w dniu Jej pogrzebu. Zmarła w wieku 76 lat 22 lutego 1993. Została pochowana na Cmentarzu Żydowskim w Warszawie. Małżeństwo pierwsze bezdzietne. Z drugiego małżeństwa miała dwie córki: Hannę Zerbe, pielęgniarkę, oraz Alinę, późniejszą aktorkę Teatru Żydowskiego w Warszawie, która opracowała monodram poświęcony swej matce, „mówiąc” często dokładnie jej słowami (premiera w Warszawie, w Teatrze na Woli).
Okrutne lata drugiej wojny światowej stawiały przed ludźmi tragiczne pytania i problemy, nieraz wymagające wyjątkowej wytrzymałości w chwilach próby życia codziennego. Najtrudniejszym sytuacjom mogli sprostać tylko ludzie głębokiej wiary w słuszność uznawanych powszechnie moralnych praw. Taką wiarą i siłą charakteru odznaczała się lekarka Adina Blady vel Szwajger – Irena Świdowska, Żydówka, związana blisko z narodem polskim i jego losami, lekarka z powołania i z charyzmą, dla której wzorem był Janusz Korczak i jego miłość do dzieci!

Jan Bohdan Gliński
(Warszawa)