
| Dzisiaj: | 8 |
| W tym miesiącu: | 7080 |
| W tym roku: | 102057 |
| Ogólnie: | 651933 |
Od dnia 21-09-2006
Niejednokrotnie w rozmowie o naszym Zakładzie z pracownikami innych szkół spotykaliśmy się z ciekawym objawem. Dopóki była mowa o nauczaniu tego lub owego przedmiotu, o pracy ręcznej, ćwiczeniach cielesnych itp., dopóty widać było zainteresowanie. Gdy jednak przeszliśmy na temat naszej walki z kłamstwem szkolnym, następował nie tylko zanik zainteresowania, ale zjawiała się jakaś dziwna niechęć, lub jakiś lekceważący stosunek do Zakładu, który zajmuje się tak niepoważnymi i nieżyciowymi sprawami. Kilkakrotnie wyrażano wobec nas niewiarę w możność zwalczenia kłamstwa w szkole oraz usiłowano nas przekonać, że łudzimy się tylko wierząc w osiąganie przez nas jakichś powodzeń w tej dziedzinie. Parę razy na koniec spotkaliśmy się nawet z surową krytyką naszych usiłowań: kłamstwo jest w życiu koniecznie potrzebne i nie wolno szkole pozbawiać młodzieży tej broni, warunkującej powodzenie.
Wśród zarejestrowanych powyżej zjawisk możemy pominąć zarówno zasadniczą niechęć do walki z kłamstwem, jak i obronę kłamstwa, jako koniecznej broni w walce życiowej, gdyż są to objawy wyraźnie patologiczne i miejmy nadzieję – wyjątkowe. Nie można jednak lekceważyć objawów znacznie pospolitszych: bagatelizowania, poetycznego uroku, a nawet cnoty i bohaterstwa. Są to „kłamstwa szkolne” w ściślejszym znaczeniu: podpowiadanie, odpisywanie, udawanie choroby i w ogóle wszelkiego rodzaju wyłgiwanie się ucznia od wysiłku i odpowiedzialności. Ogromna większość młodzieży uważa uciekanie się do takich środków za przysługujące jej prawo i twierdzi, że nie są to właściwie ani kłamstwa, ani oszustwa, lecz uświęcone swą powszechnością, wiekową tradycją oraz aprobatą ogółu niewinne figle słonecznej i beztroskiej młodości. Uczniów, odmawiających w nich udziału, piętnuje opinia klasy czy szkoły jako złych kolegów, lizusów itp., a dorosłych, potępiających je, jako nieżyciowych pedantów i dziwaków, których nie można brać na serio. Opinia dojrzałego społeczeństwa potwierdza na ogół pogląd młodzieży na tę sprawę. Jakże charakterystyczne są opowiadania dorosłych o ich latach szkolnych! Jak często główną ich treść stanowią „wesołe kawały”, będące w swej istocie ordynarnymi kłamstwami i oszustwami, wspominanymi z serdecznym rozradowaniem i rzewną tęsknotą – nieraz wobec audytorium złożonego z własnych dzieci, uczęszczających do szkół i dorzucających ku radości rodziców do tamtych wspomnień nowe kwiecie z tej samej niwy. A ileż takich bohaterskich obrazków, owianych ciepłem życzliwej aprobaty autora, spotyka młodzież w literaturze?
Wobec niesłychanego rozpowszechnienia i silnego zakorzenienia się tych „kłamstw szkolnych”, wobec stojącej za nimi opinii ogółu młodzieży oraz pobłażliwości dla nich dorosłego społeczeństwa, – walka szkół z tym złem jest niewypowiedzianie trudna. Trudność tę zwiększają oczywiście warunki pracy szkół, a przede wszystkim ich przepełnienie młodzieżą oraz ich obciążenie zadaniami dydaktycznymi, nie zostawiające im wiele czasu na pracę wychowawczą. Nie na1eży się zatem zbytnio dziwić, że nacisk tych wszystkich niepomyślnych czynników osłabia w szeregach nauczycielstwa wiarę, aby największy nawet wysiłek mógł obalić to rozpanoszenie się kłamstwa w szkole. Wynikiem jest miękka, zrezygnowana postawa ogromnej większości szkół wobec kłamstwa. Mówią one młodzieży o wadze i pięknie prawdy, potępiają kłamstwo i reagują na stwierdzone jego objawy, ale że czynią to bez wiary w możność i bez silnego poczucia konieczności zwycięstwa, przeto ich walka skazana jest z góry na przegraną.
Kto wie jednak, czy zło nie sięga głębiej. I wśród nauczycielstwa można spotkać tendencję do dzielenia kłamstwa na dwie grupy: „kłamstwa szkolne” w ściślejszym znaczeniu oraz wszelkie inne. Te drugie to istotne zło, ale „kłamstw szkolnych” nie należy brać zbyt tragicznie, jako czegoś plamiącego lub wykrzywiającego trwale charakter. Nie można nie reagować na nie, ale trzeba zdawać sobie sprawę, że są one czymś w rodzaju nieuniknionych drobnych przypadłości wieku dziecięcego, które nikną wraz z upływem dzieciństwa. (...)
*
Jedna tylko droga wiedzie do wyleczenia naszego społeczeństwa z ciężkiej choroby kłamstwa, toczącego nasze życie prywatne i publiczne. Jest nią takie wychowanie młodzieży, które by wytępiło wśród niej kłamstwo, uczyniło ją odporną na nie, zaszczepiło jej kult prawdy, Tego jednak nie da się dokonać bez wytępienia. przede wszystkim,, kłamstw szkolnych”, Dlatego głoszenie małej wagi tych kłamstw i ich automatycznego wygasania bez śladu z upływaniem w życiu młodzieży okresu szkolnego, jest w najwyższym stopniu szkodliwe, podobnie jak i krzewienie niewiary w możność ich zwalczenia. Jest rzeczą niesłychanie ważną, aby rozpowszechniło się silne przeświadczenie o konieczności wytępienia wśród młodzieży wszelkiego kłamstwa i aby szkoły uznały zaciętą, nieustępliwą i zwycięską walkę z nim za jeden ze swych najważniejszych obowiązków. A wtedy skuteczne sposoby walki na pewno się znajdą. Nie osiągnie się oczywiście wyników stuprocentowych, ale każde zbliżenie się do nich zwiększy zasób sił moralnych, tkwiących we wchodzącym w życie nowym pokoleniu.
(„Rydzyna”, 1937, s. 154-159)
(podkreślenia pochodzą od Redakcji)