Facebook
Bunt Młodych Duchem
Książki polecane:
Licznik odwiedzin:
Dzisiaj: 116
W tym miesiącu: 207
W tym roku: 14886
Ogólnie: 295784

Od dnia 21-09-2006

Bunt Młodych Duchem

Budownicza Baszkowska

Autor: Jan Turnau
29-10-2013

Celna nagroda warszawskiego KIK-u. Napisałem tutaj o paru ekumenistach niekatolickich. Czas na należących do mojego Kościoła. Też ich tu nie brak, a niektórzy są zaprawdę bohaterscy.
W niedzielę 24 października 2010 roku nagrodę warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej PONTIFICI otrzymała Danuta Baszkowska. Łacińska nazwa wyróżnienia jest trzecim przypadkiem od rzeczownika „Pontifex”, który oznacza Budowniczego Mostów. Celem nagrody jest uhonorowanie przez środowisko polskiej inteligencji katolickiej osób promujących swoim życiem dialog i poświęcenie dla bliźnich. Pani Baszkowska jest taką osobą z całą pewnością. Jest już piątą laureatką, poprzedni nagrodzeni to profesor Andrzej Zoll, arcybiskup Henryk Muszyński, Krzysztof Czyżewski, Krzysztof Zanussi.

Idzie skacząc po kłodach


Tegoroczna laureatka została nagrodzona szczególnie za budowanie mostów między chrześcijanami różnych wyznań. Uroczystość na jej cześć odbyła się w warszawskim kościele św. Marcina przy ulicy Piwnej, czyli w miejscu szczególnie ekumenicznym, od kilkudziesięciu lat będącym centrum ekumenicznym Warszawy, jeśli nie całej Polski. Wręczenie nagrody poprzedziła msza z homilią „innowiercy” (takie trochę mieszane nabożeństwa są tam od dawna co miesiąc), tym razem biskupa metodystycznego Edwarda Puśleckiego – ale najmocniejszy akcent ekumeniczny padł potem.
Laudację wygłosił szef Katolickiej Agencji Informacyjnej Marcin Przeciszewski. Człowiek na eklezjalnym urzędzie, zazwyczaj w wypowiedziach publicznych dyplomatyczny, tym razem wypowiedział się niebywale ostro. Stwierdził, że Laureatka stara się o Jedność wspaniale, ale rzuca się jej kłody pod nogi. I na dowód opowiedział o czymś, co myślałem, że nie jest dziś w Polsce możliwe.
Baszkowska założyła Ekumeniczne Stowarzyszenie Pokoju i Pojednania „Effatha” (skrócona forma czasownika aramejskiego, który znaczy „otwórz się”), które jest organizatorem między innymi comiesięcznych nabożeństw wielowyznaniowych w warszawskiej świątyni księży orionistów przy ul. Lindleya 12. Nabożeństwa te odprawiane są niemal zawsze 23. dnia każdego miesiąca o godz. 19. Niemal, bo w styczniu ten dzień wypada w corocznym tygodniu ekumenicznym, modlitwa owa kolidowałaby wtedy ze stałym programem tamtej tradycyjnej już inicjatywy, więc odbywa się cztery dni później. Zatem 27 stycznia Roku Pańskiego 2010 do świątyni tamtejszej zastukał arcybiskup prawosławny wrocławsko-szczeciński Jeremiasz, prezes Polskiej Rady Ekumenicznej. Przybył godzinę wcześniej, prosto z podróży, chciał trochę odpocząć i ogrzać się, bo mróz był trzaskający. Zawiódł się jednak, nie ogrzał się nie tylko fizycznie: trafił na mróz duchowy. Otworzył mu drzwi zakrystii młody, elegancki kleryk i błysnął brakiem nie tylko elegancji, nie tylko ekumenizmu, także elementarnej etyki. Zrywając z tradycją polskiej gościnności, oświadczył, że tu nie ma żadnego ekumenizmu. Nie miał racji o tyle, że jest jej gorącym wyznawcą miejscowy proboszcz i zarazem prowincjał księży orionistów ojciec Antoni Wita, który przecież tę propozycję pani Danuty przyjął i pomaga w realizacji. Niemniej sam proboszcz wiosny nie czyni. Niestety arcybiskup Jeremiasz przybył godzinę wcześniej, a 60 minut to czasem jakby 60 lat wcześniej: kleryk zachował się tak, jakby był rok Pański 1950, o papieżu Janie XXIII i rewolucji Vaticanum II jeszcze się nikomu nie śniło.

Ekumenizm? A po co?

Przeciszewski powiedział też, że pani Danuta prosiła, żeby młodemu człowiekowi nic się nie stało (choć sama powiedziała mu twardo, co o nim myśli). Mam nadzieję, że jednak coś się stało, choć pewnie nic strasznego, bo trudno przypuścić, żeby ten młodzieniec był w swoim seminarium duchownym niechlubnym wyjątkiem. Musi paść zatem pytanie: jak się kształci w Polsce księży 35 lat po zakończeniu Soboru, jeśli zostają nimi wrogowie oficjalnej rzymskokatolickiej idei i wręcz przykazania miłości bliźniego? Jaka w ogóle jest postawa (anty?) ekumeniczna przeciętnego polskiego księdza katolickiego? Przypadek opowiedziany przez Przeciszewskiego przypomniał mi, że księża oblaci w Kodniu nie są w duchowym stanie kontynuować tradycję tamtejszych ekumenicznych spotkań młodzieżowych – odbywały się tam zdalnie kierowane przez ojca Karola Lipińskiego z klasztoru na Świętym Krzyżu, póki tego zażartego ekumenistę nie wysłano na Syberię (co brzmi strasznie, ale chodzi o duszpasterstwo dla tamtejszej parafii polonijnej, chyba nie jest to kara za wiarę w Sobór?). Dotąd sądziłem, że obowiązuje w Polsce „w tym temacie” swoista poprawność eklezjalna, polegająca na tym, że się kwestionuje ideę obojętnością, ale nie jawną kontestacją. Teraz już nie jestem takim optymistą.
Zastanawiam się, co by było, gdyby arcybiskup Jeremiasz zapukał w jakiejś sprawie do zwykłej polskiej katolickiej plebanii czy zakrystii w Wólce Iksińskiej. Przypomniało mi się przecież, co mówił komuś prywatnie arcyekumenista Alfons Nossol o otwartym lekceważeniu tematyki ekumenicznej podczas posiedzeń Episkopatu. Jak też wreszcie ta kłoda pod nogami KIK-owskiej laureatki nie jest jedyna: parafia księży orionistów jest trzecią katolicką, w której gościła „Effatha”: w dwóch poprzednich niedługo zagrzewała miejsce. Wezwanie Jana Pawła II, by ekumenizm był duszpasterskim priorytetem, przechodzi w Polsce bez głośniejszego echa. Owszem, jest to hobby grupki zapaleńców, owszem, są wspólne przekłady Biblii, w Warszawie dwa inne comiesięczne nabożeństwa ekumeniczne, wciąż nowe inicjatywy tego rodzaju – ale to wszystko są działania elitarne. Idea pod strzechy nie zbłądziła, nie pod dachówki plebanii.

W Indiach, w Warszawie, w Gnieźnie

Wracam do osoby Laureatki, korzystając z opracowania Katolickiej Agencji Informacyjnej. Otóż zaczynała życie publiczne jako polonistka, pracownik naukowy Uniwersytetu Warszawskiego. Zrezygnowała z kariery akademickiej, by oddać się całkowicie rodzinie i pracy charytatywnej. W tej pierwszej dziedzinie jej osiągnięcia to mąż, którego widać stale koło niej, czworo dzieci i ośmioro wnucząt. W tej drugiej ma sukcesy zagraniczne. W latach 1982-1991 przebywała całą rodziną w Indiach pomagając najbiedniejszym oraz organizując spotkania międzywyznaniowe. Współpracowała z żeńskim zakonem „Holly Cross”, występując z tymi siostrami wspólnie w miejscowej prasie przeciw obyczajowej i rytualnej dyskryminacji kobiet hinduskich i dziecięcej prostytucji. Zobaczyła tam dzieci żebrzące z obciętymi dłońmi, żeby wyglądały na biedniejsze, zobaczyła kulisów ciągnących riksze w potokach fekaliów (ulice nieskanalizowane). Poznała działalność Matki Teresy z Kalkuty, do dziś współpracuje z polskimi siostrami z jej zgromadzenia. W Polsce współtworzyła Towarzystwo „Tylko z Darów Miłosierdzia” dla bezdomnych. Założyła Dom Matki i Dziecka „Malwa” oraz Integracyjne Ognisko „Żaczek”. Współtworzyła Katolickie Radio „Józef”, była tam redaktorem literackim. Prymas Glemp odznaczył ją orderem „Zasłużony w posłudze dla Kościoła i Ojczyzny”, arcybiskup Nycz – medalem „Zasłużony dla Archidiecezji Warszawskiej”.
Działalność ekumeniczną rozpoczyna Baszkowska w Polsce, współtworząc w warszawskiej parafii Miłosierdzia Bożego przy ul. Żytniej modlitewną Grupę Pojednania. Dodaje jej animuszu podpisanie w roku 2000 przez Kościoły zrzeszone w Polskiej Rodzinie Ekumenicznej i Kościół rzymskokatolicki wzajemnego uznania sakramentu chrztu. Nastąpiło to właśnie 23 stycznia tamtego roku, to też data powstania „Effathy”.
Jest to zarejestrowana organizacja świecka, powstała jednak za zgodą władz kościelnych. Jest zgoła uboga. Działa bez żadnych dotacji, członkowie pracują bezpłatnie, nie pobiera się żadnych składek, nawet nie formalizuje się nadmiernie członkostwa.
W działalność „Effathy” włączył się od początku Warszawski Oddział Polskiej Rady Ekumenicznej, nie tylko jej siedem Kościołów daje się tam jednak zobaczyć. Poza prawosławnymi, polskokatolikami, mariawitami, reformowanymi, metodystami i baptystami przybywają tam regularnie również zielonoświątkowcy, adwentyści, członkowie Wspólnoty Kościołów Chrystusowych, a także unici (to pewnie jedyne w Warszawie miejsce, gdzie spotykają się z prawosławnymi). Nie są to msze katolickie, podczas których brak interkomunii czyni obecność innych chrześcijan smutnie połowiczną, choć kazanie wygłasza duchowny innego wyznania. Są to raczej tak zwane nabożeństwa Słowa Bożego: czytanie i rozważanie Biblii może być całkiem wspólne. Tematyka owych spotkań jest zresztą różnorodna: jest na przykład cykl „sami o sobie dla nas”, w których poszczególne wyznania przedstawiają swoją historię i współczesność. Nawiązuje się do ważniejszych świąt w roku liturgicznym, wydarzeń ekumenicznych i aktualnych spraw religijnych, moralnych, społecznych. każde spotkanie rozpoczyna procesja z ewangeliarzem, paschałem i tradycyjnymi świeczkami Kościołów wschodnich. Spotkanie kończy liturgiczne dzielenie się świeżym chlebem, a potem zwyczajny posiłek.
KIK-owska laureatka współorganizuje poza tym międzynarodowe Zjazdy Gnieźnieńskie, wprowadziła do ich programów na przykład ekumeniczną Drogę Krzyżową.
Jest godną następczynią świętej pamięci siostry Joanny Lossow, franciszkanki służebnicy Krzyża z warszawskiego klasztoru na ulicy Piwnej i z Lasek, ale ma na oku nie tylko innych chrześcijan, cierpiących u nas marginalizację społeczną statystycznej mniejszości i katolicką pogardę dla chrześcijańskiej inności. Martwi ją każda ludzka niedola. Łączy przy tym siłę organizacyjnego zapału z delikatnością, serdecznością, załatwianiem wszystkiego polubownie. Stara się nawiązywać osobiste, serdeczne więzi z duchownymi innych wyznań a także, osobno, z ich żonami. Rozumie bowiem znakomicie, że potężnym motorem ekumenizmu jest po prostu przyjaźń.
Jan Turnau