Facebook
Bunt Młodych Duchem
Książki polecane:
Licznik odwiedzin:
Dzisiaj: 111
W tym miesiącu: 202
W tym roku: 14881
Ogólnie: 295779

Od dnia 21-09-2006

Bunt Młodych Duchem

Nasz brytyjski sojusznik

Autor: Piotr Lossowski
29-10-2013

Czy Anglicy byli wiarygodnymi sojusznikami? Sprawa polskich granic w świetle rozmów podsekretarza stanu Richarda Butlera z ambasadorem Iwanem Majskim


Minęło już 71 lat od wybuchu Drugiej Wojny Światowej, a wiedza o tamtych wydarzeniach wzbogaca się o wciąż nowe treści.
Druga Rzeczypospolita na wojnę z Niemcami Hitlera zdecydowała się samodzielnie, w warunkach narastających na przełomie 1938/39 roku niemieckich nacisków. Podczas narady u Prezydenta na Zamku w dniu 8 stycznia 1939 roku postanowiono, że w sytuacji powtarzanych przez Niemcy z wielką natarczywością żądań w sprawach w zasadzie drugorzędnych dojść trzeba do wniosku, iż chodziło im w istocie o podporządkowanie sobie Polski, a na to zgody nigdy nie będzie.
W końcu marca, gdy Niemcy anektowali okrojoną wcześniej Czechosłowację, a Polacy podjęli pierwsze poczynania obronne – usłyszano ze strony brytyjskiej zapewnienie o gwarancji udzielenia Polsce pomocy w razie napadu Niemiec. Potem 25 sierpnia 1939 roku – doszło do podpisania polsko-brytyjskiego układu o wzajemnej pomocy. Za Wielką Brytanią podążała, choć nie bez oporów, Francja, z którą zresztą Polska miała dawniejsze układy.
Po agresji niemieckiej na Polskę nie pozostała ona osamotniona. Anglia i Francja przystąpiły do wojny, jednak efektywnej pomocy ze strony sojuszników Polacy się nie doczekali. Po klęsce w kampanii wrześniowej rząd polski na emigracji wszystkie swoje plany konstruował w oparciu o ścisłą współpracę z Sojusznikami, licząc na ich pomoc. 10 października 1939 roku rząd podjął uchwałę, że „należy podkreślić wierność Polski dla danego słowa oraz pewność, iż i wobec nas sprzymierzeńcy dotrzymają swoich zobowiązań. Zobowiązania te posiadają formę aliansów, które są nadal żywe i z których nie wolno nam nic uronić”.

Wszakże Polska stała się ofiarą agresji nie tylko Niemiec, ale także Związku Sowieckiego. W tym drugim wypadku stanowisko Aliantów wobec sprawy polskiej nie było tak jasno postawione. Ambasador Edward Raczyński nadmienia o tym, pisząc o wizycie ministra Augusta Zaleskiego w Londynie 11 – 13 października 1939 roku:
Wizyta była udana. Przyjęto go jak przyjaciela, on zaś godził się, nie rezygnując w zasadzie z pretensji do Związku Sowieckiego za napaść na Polskę i sztych w plecy, utrzymywać te pretensje na drugim planie, pozostawiając pierwsze miejsce Niemcom.
Gdy w rządzie polskim wyrażano takie poglądy nikt nie wiedział, co w tym czasie przedstawiciele rządu brytyjskiego mówili o Polsce do Sowietów. Wymownego przykładu dostarcza pod tym względem dokument sporządzony przez ambasadora ZSRR w Londynie Iwana Majskiego 17 października 1939 roku. Donosił on mianowicie o rozmowie z podsekretarzem stanu w Foreign Office Richardem Butlerem. Butler miał go poinformować, że minister Zaleski podczas swej niedawnej bytności w Londynie zabiegał u rządu brytyjskiego o uzyskanie obietnicy na temat granic „przyszłej Polski”. Ale strona brytyjska uznała, że wiązanie sobie rąk taką obietnicą jest niedogodne. Według Butlera w brytyjskich kołach rządowych przeważa opinia, że nie może być żadnej mowy o zwróceniu Polsce Zachodniej Ukrainy i Białorusi (te terminy Majski na pewno dodał już od siebie). Gdyby udało się stworzyć etnograficzną Polskę o skromnych rozmiarach, na wzór Księstwa Warszawskiego z czasów Napoleona, zagwarantowaną nie tylko przez ZSRR i Niemcy, lecz także przez Anglię i Francję, to wówczas rząd brytyjski byłby w pełni usatysfakcjonowany.

Chyba żaden członek rządu polskiego na emigracji w najgorszych snach nie wyobrażał sobie takiej wypowiedzi ze strony brytyjskiego dyplomaty. Wprost trudno uwierzyć, ażeby była to prawda, a nie wymysł ambasadora Majskiego. Jednak Majski nie ośmieliłby się zmyślać w raportach do swoich szefów.
W świetle tego staje się bardziej zrozumiała tak bardzo nieustępliwa pozycja, jaką zajmowała w sprawie granic Polski strona sowiecka po wybuchu wojny z Niemcami, mimo że znajdowała się sama w ciężkiej sytuacji. W Moskwie rozumiano, że Brytyjczykom nie bardzo zależy na ich sojuszniczce Polsce i nie będą z racji jej granic kruszyli kopii.

Nie chciałbym absolutyzować wypowiedzi Butlera. Inni przedstawiciele rządu brytyjskiego i dyplomaci wypowiadali się na pewno oględniej. Ale można przyjąć, że w jakimś stopniu wyrażał on także ich poglądy. O czym inni tylko myśleli on mówił, tym bardziej, że był pewny, iż jego słowa wypowiedziane w zaciszu gabinetu nigdy nie wyjdą na światło dzienne.
W całej tej rozmowie Butler – Majski uderza jakiś lekceważący ton wyrażania się o Polsce, wyraźne jej postponowanie. A przecież Polska tylko co zakończyła ciężką walkę z Niemcami, broniąc się desperacko i płacąc za to niemałą daninę krwi.
W słowach Butlera występowała wyraźna chęć przypodobania się stronie sowieckiej. Butler opowiadał nie pytany, zapewniał nie indagowany. Widać było jego pragnienie, ażeby jak najlepiej wypaść w oczach swego rozmówcy. Na pewno Brytyjczykom zależało wówczas na tym, ażeby ZSRR nie zespolił się z Trzecią Rzeszą, ażeby zachował przynajmniej pozory neutralności. Przytoczona wypowiedź dyplomaty angielskiego w obliczu trwającej konfrontacji Anglii i Francji z Niemcami, wydawać się może nawet zrozumiała, ale nie może znaleźć ze strony polskiej usprawiedliwienia.