Facebook
Bunt Młodych Duchem
Książki polecane:
Licznik odwiedzin:
Dzisiaj: 67
W tym miesiącu: 158
W tym roku: 14837
Ogólnie: 295735

Od dnia 21-09-2006

Bunt Młodych Duchem

O istotnej funkcji Kościoła

Autor: Zbigniew T. Wierzbicki
04-11-2013

Ostatnie wybory prezydenckie w Polsce i walka przedwyborcza nasuwają pewne ważne refleksje i wnioski dla ideowego programu „Buntu Młodych Duchem”. Zaciążyła na wydarzeniach tragiczna katastrofa samolotu rządowego pod Smoleńskiem, w której zginęli Prezydent III RP, Jego Małżonka i elita polityczna i społeczna kraju.
Wywołała ona nie tylko głęboki smutek, połączony z poczuciem zagrożenia bytu państwowego, lecz również przejawy pewnej histerii politycznej. Do zjednoczenia uczuć narodowych, zrozumiałych w podobnych przypadkach, dołączyły rychło spory co do przyczyn katastrofy: szukanie winnych i tworzenie teorii spiskowych, co jest zjawiskiem częstym w społeczeństwach niedokształconych historycznie. Podziały i oskarżenia przybrały, oczywiście, postać partyjno-polityczną, silnie zabarwioną osobistymi pretensjami czy żalami z przeszłości; jednocześnie pojawiła się silna pokusa wykorzystania katastrofy samolotowej w nadchodzących wyborach prezydenckich, do czego próbowano, częściowo z powodzeniem, wciągnąć Kościół i symbole religijne, przede wszystkim krzyż. Rozpoczęła się gra o władzę, w której próbowano wykorzystać antyrosyjskie uczucia szerokich mas, torpedując przy okazji pojawiającą się pod wpływem katastrofy możliwości polsko-rosyjskiego zbliżenia. Podejrzenia czy insynuacje o spisek, choć bezzasadne, skoro katastrofa nie leżała w interesie żadnej ze stron (starorzymskie kryterium: hic fecit cui prodest – ten uczynił, kto miał w tym interes): dla Polski była to tragedia, dla Rosji – poważne kłopoty i ewentualna kompromitacja. Lecz największe błędy popełniła strona polska, począwszy od niedostatecznego przeszkolenia pilotów, opóźnienie startu w Warszawie, a na lekkomyślnym wpakowaniu do jednego samolotu tak wielu osób odpowiedzialnych za kraj i to po niedawnej katastrofie samolotu Casy pod Mirosławcem w styczniu 2008 r., w której zginęła elita dowódców lotnictwa polskiego (zob. m. in. art., w Rz., Smoleńsk, czyli wszyscy są niewinni, 26-27.06.2010, s. P6).
Oskarżanie przeciwników śp. Prezydenta za krytykowanie go za życia, być może niekiedy przesadne, brzmi w ustroju demokratycznym dziwnie, a wzywanie z tego powodu kogokolwiek do „pokuty” jest zbyt niepoważne, by z tym polemizować. To, co nas tu interesuje, to udział znacznej części duchowieństwa (na szczęście nie całego) w otwartym, a czasami agresywnym popieraniu jednego stronnictwa
(PiS-u) i jednego kandydata Jarosława Kaczyńskiego na fotel prezydencki. Zaczęło się to już od decyzji kard. Dziwisza pochowania pary prezydenckiej na Wawelu, a nie w Warszawie obok poprzednich prezydentów RP, w mieście, z którym śp. Lech Kaczyński był bardzo związany. Miało to oczywiście podtekst polityczny (zob. „Bunt... ”, nr 3/2010, s. 4) i musiało wywołać podziały w społeczeństwie…zresztą nie pierwsze. Lecz np. w przedwojennym sporze w sprawie pochówku Piłsudskiego Kościół (kard. A. Sapieha) „wyszedł z honorem”; obecnie stało się inaczej, zagrał chyba również czynnik pychy rodzinnej (?). Lecz gorsze konsekwencje może mieć, jak się wydaje, udział wielu księży w propagandzie wyborczej. I to wbrew stanowisku niektórych hierarchów (np. arcb. Życińskiego) czy deklaracji rzecznika prasowego archidiecezji krakowskiej (zob. „Bunt... ”, jw.) o nie mieszaniu się duchownych do polityki. Podobny charakter ma rozpoczynająca się walka w obronie …krzyża, któremu w Polsce nikt i nic nie zagraża; do głosu dochodzą tu namiętności polityczno-partyjne, w tym i żądza władzy. Oczywiście, stawianie lub używanie krzyży w wielu miejscach nie mających związku z kultem religijnym, banalizuje ważny symbol chrześcijański, i, co gorsza, często służy partykularnym ambicjom czy interesom: np. krzyż na Giewoncie nie był potrzebny, a szkodząc przyrodzie naruszał majestat wysokich gór, który, jak wiadomo, budzi głębokie religijne przeżycia; a w niedawnym konflikcie o autostradę przez moczary Rospudy bez żenady wymachiwano licznymi przyniesionymi krzyżami przeciwko obrońcom ginącej przyrody, działającym w istocie dla dobra protestujących mieszkańców Augustowa (m. in. ochrona wód, zapobieżenie katastrofie ekologicznej). Obecnie przedmiotem bezsensownego sporu i manifestacji politycznych staje się krzyż przed Pałacem Prezydenckim.
Wydaje się, iż Kościół poniósł w całej tej zawierusze wyborczej dwie moralne porażki: po pierwsze, popierany przez księży kandydat PiS-u, podkreślający swój katolicyzm, nie wygrał wyborów; po drugie, akcja ta napędziła pośrednio Lewicy p. Napieralskiego jakąś liczbę głosów. Niektórzy bowiem wyborcy mogli przestraszyć się perspektywy „państwa wyznaniowego”; obawa zresztą nieuzasadniona, ale w decyzjach wyborczych często decydują emocje a nie racjonalne rozumowanie!
Okres ten, łącznie z katastrofą pod Smoleńskiem, ujawnił wyraźnie dysfunkcjonalność edukacji duszpasterskiej naszego Kościoła. Zdaniem polskiego wybitnego pedagoga Tadeusza Łopuszańskiego, wychowanie (edukacja), jeśli ma być skuteczne, musi być apolityczne w ogóle, a antypartyjne w szczególności.
Są obecnie siły („inni szatani są tam czynni”), które próbują traktować Kościół instrumentalnie, wciągając go do działań politycznych i zabarwiając je ponadto podtekstem antysemickim lub antyrosyjskim (wzgl. antyniemieckim), grając niebezpiecznie na megalomanii narodowej, co stanowi często namiastkę uczuć religijnych. I bardziej dzisiaj niż w początkach PRL-u trafne wydają się cytowane wyżej słowa Tadeusza Łopuszańskiego: „W wolnej Polsce powinna panować swoboda i tolerancja religijna. Władze polskie powinny stać na gruncie chrześcijańskim. Szkolnictwo winno mieć obowiązek zapoznawania młodzieży z zasadami wiary i etyki chrześcijańskiej oraz budzenia w niej uczuć religijnych” (Teza 4 w: „Tezy. Od pedagogiki narodowej do pedagogiki europejskiej.” Warszawa – Rydzyna 2000 r., s. 98; praca pisana w l. 50.).
Tych wskazań nie da się połączyć z działalnością polityczną, a tym bardziej partyjną, której głównym motorem jest dążenie do władzy. I jeśli w porę nie przywrócimy apolitycznego charakteru edukacji duszpasterskiej a więc oderwanej od motywacji i działań partyjno-politycznych, czeka nas w niedalekiej przyszłości los Kościoła w po-frankistowskiej Hiszpanii lub nawet bardziej spektakularne załamanie się katolicyzmu – jak doniosła ostatnio nasza prasa – w kanadyjskiej prowincji Quebec. Obym się mylił!

Zbigniew T. Wierzbicki