Facebook
Bunt Młodych Duchem
Książki polecane:
Licznik odwiedzin:
Dzisiaj: 56
W tym miesiącu: 147
W tym roku: 14826
Ogólnie: 295724

Od dnia 21-09-2006

Bunt Młodych Duchem

Nie chciał być generałem

Autor: Jan Turnau
04-11-2013

Wspomnienie o świętej pamięci księdzu Adamie Pilchu. Wśród 96 pasażerów samolotu lecącego wtedy do Smoleńska był także ks. Adam Pilch. Duchowny luterański (ewangelicko-augsburski), proboszcz warszawskiej parafii tego Kościoła pod wezwaniem Wniebowstąpienia Pańskiego, zastępca naczelnego kapelana ewangelickiego Wojska Polskiego. Katastrofa uderzyła boleśnie również w to środowisko.
I uderzyła celnie. Oczywiście, o zmarłych mówi się tylko dobrze. Niemniej bywają wspomnienia pośmiertne w pełni realistyczne i do takich zaliczam liczne teksty o księdzu Adamie. Znałem go na tyle, by bez posądzania o przesadę czytać je w „Gazecie Stołecznej”, w luterańskim „Zwiastunie Ewangelickim”, w ewangelicko-reformowanej „Jednocie”. Zginął człowiek wybitny, jego Kościół poniósł naprawdę wielką stratę.

Nie gonił za zaszczytami

Wspominając go w „Gazecie Wyborczej” wnet po jego śmierci, napisałem, że w moim odczuciu był wspaniałym duszpasterzem. Duchowny powinien być człowiekiem skromnym, bez wygórowanych ambicji. O księdzu Adamie w ten sposób dobitnie świadczy fakt, że odmówił przyjęcia nominacji na ewangelickiego biskupa polowego w stopniu generalskim: nie zależało mu jakoś na tym, by mieć tytuł biskupa, być generałem (tę nominację wojskową otrzymał po śmierci, ale wtedy już nie można odmówić). Po kilku miesiącach wciąż wydaje mi się, że owa odmowa awansu najlepiej świadczy o nim.
Świadczy o nim bardzo, bardzo dobrze. Znam bowiem nieźle mój własny Kościół, ale też inne polskie Kościoły chrześcijańskie i wiem, ile tam często pogoni za zaszczytami. W każdym z nich, co prawda, sugeruje się oczywiście, że urząd duchowny to służba, czyli nie kariera, ale praktyka bywa inna. Skłania do tego zbyt ostra hierarchiczność struktury.

Oto trochę informacji, niezbędnych, by docenić postawę Zmarłego.

W Kościele rzymskokatolickim rozróżnia się dwa rodzaje kapłaństwa: powszechne, które jest udziałem wszystkich członków Kościoła, i „ministerialne”, czyli to „księże”, hierarchiczne. Owszem, tłumaczy się, że „minister” znaczy po łacinie „sługa”, więc to drugie właściwie trzeba nazywać po polsku „służebnym”. Ba, nawet papież podpisuje się „sługa sług Bożych”, ale co z tego. Trzeba, co prawda, przyznać, że tak biskup Rzymu, jak i inni hierarchowie, schodzą powoli z piedestałów, niemniej właśnie powoli. I dlatego nie stracił dotąd na aktualności dowcip, księży zresztą, że w wielu krajach brakuje powołań kapłańskich, nigdzie jednak biskupich... O karierowiczostwie swoich duchownych wspomniał nawet niedawno obecny papież.
Tak jest w moim Kościele. Protestanckie (ewangelickie) powstały właśnie z protestu przeciw przedziałowi między duchownymi i świeckimi. Tam twierdzi się, że kapłanem jest tylko Chrystus. Ale, po pierwsze, przedział między księżmi i świeckimi jest mniejszy, ale jest. Świeccy mają tam dużo do gadania, ale tylko w sprawach właśnie świeckich: od religijnych, od tego, co się dzieje przy ołtarzu, są wyłącznie księża. Tak jest w każdym razie w Kościołach protestanckich (ewangelickich) tradycyjnych: u luteranów i reformowanych. Po drugie, chociaż stanowiska kościelne są obsadzane w drodze wyborów, chęci ich zajmowania, ambicje księże są również nieraz potężne, rodzą czasem ostre konflikty. Widać sprzyjające temu naśladowanie Kościoła katolickiego. Zwierzchnicy wyróżniają się tytułami: byli seniorzy, superintendenci, są biskupi. To może da się wytłumaczyć troską o większą zrozumiałość nazw, ale katolickie kolorki na strojach biskupich to już naprawdę przesada. A słychać nawet okropne terminy „ekscelencja”, „eminencja”...

Ekumenista wzorowy


I na tym tle właśnie ksiądz Adam zaświecił mi przykładem bardzo mocno. Nie tylko jednak tym, choć to dla mnie znaczy najwięcej. Także rolą w mojej ukochanej ekumenii. Przez z górą 15 lat współpracowałem z nim pomagając mu w organizacji comiesięcznych nabożeństw ekumenicznych, odprawianych w jego kościele w każdy pierwszy poniedziałek miesiąca. Nie mogę sobie wyobrazić lepszego duchownego na tym miejscu. Troszczył się o te modlitwy mimo coraz liczniejszych innych zajęć. Są to mianowicie nabożeństwa, których najważniejszym punktem programu jest po protestancku czytanie Biblii oraz kazanie (homilia). Specyfiką owych naszych wieczornych modlitw jest poza tym to, że kaznodzieją może być na nich każdy chrześcijanin dowolnego wyznania, wcale niekoniecznie duchowny (inaczej właśnie niż na nabożeństwach wyznaniowych), oczywiście także kobieta. Pomagałem mu w poszukiwaniu chętnych, co nieraz nie było łatwe, bo jest ich sporo, ale kalendarz nie sługa, terminy chadzają parami. Oczywiście moją specjalnością było przede wszystkim znajdowanie katolików; ksiądz Adam cieszył się bardzo, gdy upolowałem kogoś tego wyznania i dziękował mi serdecznie. W ogóle był miły, serdeczny, niemniej takt łączył ze szczerością, ugrzeczniony po kościelnemu nie był bynajmniej. Mówił otwarcie, co myśli o niektórych posunięciach mego Kościoła, na przykład o watykańskiej deklaracji „Dominus Jesus”, odmawiającej wspólnotom ewangelickim miana „Kościół”. Zapamiętałem też jego krytyczną ocenę niektórych zachowań prawosławnych (zaznaczam, że nie publiczną, w rozmowie ze mną).
Gdy wspominaliśmy go na spotkaniu przy herbacie po czerwcowym nabożeństwie, jeden ze świeckich katolików opowiedział, że przyszedł do niego po pociechę po śmierci żony i otrzymał. Ksiądz Adam poradził mu bardzo mądrze: „Swój chłop!” — podsumował katolik i poprosił, żebym to napisał. Niech jego dobre świadectwo uzupełni tyle innych.

Jan Turnau

PS. Ewangelickie duszpasterstwo Wojska Polskiego obsługuje nie tylko luteranów: praktycznie wszystkich polskich protestantów.