Facebook
Bunt Młodych Duchem
Książki polecane:
Licznik odwiedzin:
Dzisiaj: 115
W tym miesiącu: 206
W tym roku: 14885
Ogólnie: 295783

Od dnia 21-09-2006

Bunt Młodych Duchem

Moja ścieżka obok wydarzeń poznańskich

Autor: admin
08-11-2013

W pięćdziesiątych latach XX wieku studiowałam fizykę na Uniwersytecie Poznańskim. W tych czasach, gdy za granicę można było wyjechać tylko służbowo, Targi były dla nas studentów prawdziwym oknem na świat. Tu każdy mógł znaleźć coś bardzo interesującego, najnowsze technologie, najnowsze maszyny, sprzęt elektroniczny. Dalekie kraje fascynowały egzotyką. Przed brazylijskimi stoiskami ustawiały się długie kolejki, bo częstowano tam doskonałą kawą. Jeszcze dłuższe kolejki stały przed stoiskami szwajcarskimi, gdzie za złotówki można było kupić doskonałe zegarki.
Najciekawsze były stoiska amerykańskie. Każdego roku wystawiano coś zupełnie zaskakującego. Raz pokazano czarno-białe krowy i kowbojów popisujących się chwytaniem na lasso. Kiedy indziej było pierwsze łóżko wodne z piękną modelką przeciągającą się na nim. Amerykanie też pierwsi pokazali kolorową telewizję. Każdy mógł zobaczyć na scenie śpiewaczkę w intensywnie kolorowej sukni i porównać jak wygląda w rozstawionych telewizorach.
Zupełnie inaczej prezentował się Związek Radziecki. W najokazalszym pawilonie ustawiano ogromny pomnik Lenina otoczony fontannami, a tylko na ścianach znajdowały się obrazki lub zdjęcia „przodującej gospodarki” ZSRR.
Większość aparatury, maszyn i urządzeń wystawionych na Targach pozostawała w Polsce. Instytucje mogły składać na nie zamówienia.

W czerwcu 1956 r. wybrałam się na Targi, żeby zdobyć generator ultradżwięków, potrzebny mi do pracy naukowej. Wypatrzyłam taki, o idealnych parametrach, w stoisku francuskim. Sympatyczny Francuz, ostrzyżony na jeża, po angielsku udzielał wszystkich informacji o aparaturze.

Strajk w Zakładach Cegielskiego (wtedy im. Stalina)
Podczas trwania Targów, 28 czerwca 1956 r. robotnicy, którym Rząd nie dotrzymał zawartych porozumień wyszli z protestem na ulice Poznania. Do strajku dołączyły się także inne zakłady pracy. Był to pierwszy tak odważny protest w PRL. Odbywał się pod hasłem „Chleba i Wolności”.
Od rana wrzało w całym Poznaniu. Niezliczone tłumy zebrały się na placu J. Stalina (obecnie A. Mickiewicza). U wylotu ulicy (wtedy Armii Czerwonej), obok Zamku był gmach Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Naprzeciw niego stał nasz Dom Akademicki. Stamtąd, z okien, oglądaliśmy to wydarzenie.
W pewnej chwili na balkonie KW pokazała się biało-czerwona flaga. Tłum natychmiast zareagował oklaskami i okrzykami: Partia z robotnikami! Za chwilę flaga zniknęła. Ktoś usiłował wystawić ją jeszcze raz, ale znowu flagę usunięto. Za to pojawił się człowiek, który namawiał ludzi do rozejścia się, bo strajk jest nielegalny. Odezwały się protesty i gwizdy. Serce mi rosło, bo po raz pierwszy w PRL usłyszałam wygwizdywanie przemawiającego zapewne dygnitarza partyjnego. W tym momencie tłum poczuł się zjednoczony i silny. Sformowały się trzy grupy: jedna szła na więzienie, w którym podobno zatrzymano delegację robotników; druga na UB; trzecia podjęła się zniszczenia zagłuszającej radiostacji. Chciałam pójść ze studentami na radiostację, ale przeraziło mnie zachowanie tłumu ogarniętego psychozą, rozjuszonego, gotowego na wszystko. Gdy wyszłam na ulicę ludzie rzucili się, by wywrócić tramwaj stojący na środku placu. To zupełnie nie miało sensu, ludzie byli w amoku. Pomyślałam wtedy: więc tak wygląda rewolucja!
Pozostałam w akademiku. Co chwilę ktoś przynosił nowe wiadomości. Oto co działo się wg tych relacji na ul. Kochanowskiego, przed gmachem UB. Na wyzwiska rzucane przez tłum ubecy odpowiedzieli sikawkami. Posypały się kamienie. Na to odpowiedziano ogniem z karabinów maszynowych. Padli pierwsi zabici i ranni. Ludzie rozpierzchli się, ale stali się jeszcze bardziej zawzięci. Rzucili się· zdobywać broń. Rozbrajano milicjantów, którzy wcale nie stawiali oporu. Przeważnie zalewali się łzami i mówili: my też mało zarabiamy. Broń uzyskiwano ze Studiów Wojskowych na uczelniach, a także z napadanych komisariatów Milicji.
Ponury pochód z polską flagą zbroczoną krwią chłopca, który ją trzymał przed gmachem UB, przemaszerował przez teren Targów. Ludzie tym razem ustawiali się w długie kolejki już nie na Targach, lecz przed sklepami spożywczymi.
Przeciw demonstrantom Rząd wystawił wojsko i czołgi. Ciągle trwała strzelanina: Wojsko Polskie przeciw ludności Poznania! Każdy wystrzał ranił serce. Czekaliśmy z nadzieją na przemówienie Cyrankiewicza, które zostało zapowiedziane na wieczór. Nadano je na całą Polskę, ale tylko Poznaniacy wiedzieli, ile jest w nim obłudy. Zamiast prawdy były groźby i słynne zdanie: „Kto podniesie rękę na Polskę Ludową, temu ta ręka zostanie obcięta.” Strzelanina trwała dalej, przez całą noc, a także w następne dni.

Trzeciego dnia odważyłam się pójść do Collegium Chemicum. Na mieście było pełno czołgów, głównie przed większymi instytucjami. Na Grunwaldzkiej, za każdym z potężnych drzew stał żołnierz z karabinem. Podeszłam do pierwszego i poprosiłam, aby przestał strzelać, bo chcę przejść. – To do mnie strzelają – odpowiedział. Uciekłam co sił w nogach.
W ciągu następnych dni ciągle jeszcze było słychać strzały, pojedyncze uybrojone grupy były otaczane i rozbrajane. Życie powoli wracało do normy.

Wezwanie do UB

W sierpniu tego lata otrzymałam wezwanie do UB. Przyjął mnie pan w cywilnym ubraniu, który przedstawil się jako Janicki z kontrwywiadu. Gdy usiedliśmy, podsunął mi kartkę:
– Czy to jest pani pismo? – zapytał. Przyjrzałam się kartce. Była to fotokopia z notatnika Francuza, z którym na Targach rozmawiałam o generatorze.
– Tak, rzeczywiście jest to moje pismo. Napisałam swój adres, żeby pan Jeż, bo tak się kazał ten Francuz nazywać, mógł mi przysłać katalog. Sam nie potrafił zapisać mojego adresu i nazwiska – wyjaśniłam.
– Czy pani wie, że pan Jeż jest szpiegiem? Ustaliły to nasze służby. Z tej kartki wynika, że chciał panią namówić do współpracy.
Gdy wyraziłam zdziwienie, pokazał mi dopisek umieszczony w rogu kartki: ,, młoda para”.
– Rzeczywiście byłam tam z kolegą, żeby mi pomógł wybrać odpowiedni sprzęt.
– Pan Jeż zaznaczył to sobie, żeby panią lepiej zapamiętać.
Roześmiałam się.
– Proszę pani, to jest poważna sprawa. Słuchała pani zapewne przemówienia Cyrankiewicza. Wypadki Poznańskie przygotowali nam imperialiści z pomocą szpiegów i prowokatorów. Pani tuż przed wypadkami kontaktowała się ze szpiegiem. My w kontrwywiadzie musimy przebadać wszystkie kontakty i powiązania. Targi często są wykorzystywane przez szpiegów – Głos Janickiego brzmiał groźnie.
– Ależ mnie tylko chodziło o aparaturę – usiłowałam się bronić.
– Pozornie zawsze chodzi o aparaturę. Dostała pani ten katalog z listem? Proszę go przynieść na następne spotkanie.

Strach

Francuska firma dołączyła do katalogu list. Pierwsze zdanie przetłumaczone na polski brzmiało: Jesteśmy niezmiernie szczęśliwi, że nasze przyrządy zwróciły pani uwagę... Podziwialiśmy handlową elegancję listu, niespotykaną w PRL. Rzecz w tym, że list zginał. Przeszukałam całe mieszkanie. Przepadł, jak kamień w wodę. Gdy na następnym spotkaniu w UB powiedziałam, że list zaginął, Janicki wcale się nie zdziwił. Pomyślałam sobie, że skoro kontrwywiad sfotografował notatnik szpiega, to z większą łatwością wykradł mi ten list.
Nastąpiły teraz dla mnie dni najgorszych obaw. Leżałam chora, gdy poznańskie radio nadawało przebieg procesów ludzi zatrzymanych podczas Wypadków. Wszystkim usiłowano udowodnić kontakty z „imperialistami”. To nie były przelewki.
Mnie od samego słuchania podnosiła się temperatura, chociaż były też w tym procesie momenty zabawne. Na pytanie sądu, dlaczego posterunek udostępnił demonstrantom swój arsenał, dzielni milicjanci odpowiedzieli: byliśmy zaskoczeni. Gdy Sąd spytał o godzinę, wymieniono szesnastą. Natomiast kilkunastoletni chłopiec zeznawał, jak rozbroił milicjanta: Powiedziałem mu, żeby oddał mi pistolet, a potemi jeszcze poprosiłem, by pokazał mi, jak się z tego strzela...
Niebawem poznałam człowieka, który właśnie wyszedł z więzienia.
Przesiedział 10 lat, za szpiegostwo, zanim uznano, że był niewinny. Bałam się bardzo, by nie spotkał mnie jego los, bo przecież szpieg był, spotkania ze szpiegiem też. Torturami wymuszą resztę zeznań tak, aby zgadzały się z oficjalnym stanowiskiem Rządu w sprawie Wypadków Poznańskich. Utną mi rękę, a może co więcej...
Na szczęście zaczynała się polityczna odwilż. Nadszedł „polski październik”.
Odbywały się liczne wiece. Entuzjastycznie witano Gomułkę. W Poznaniu, na wiecach najczęściej skandowano: PRECZ z UB. A ja krzyczałam najgłośniej.

Wanda Wojciechowska
(Zasań)