Facebook
Bunt Młodych Duchem
Książki polecane:
Licznik odwiedzin:
Dzisiaj: 115
W tym miesiącu: 1163
W tym roku: 34683
Ogólnie: 344976

Od dnia 21-09-2006

Bunt Młodych Duchem

Nauczyciele Szkoły Rydzyńskiej Arkadiusz Piekara (1904-1989)

Autor: Zbigniew T. Wierzbicki
27-02-2014

Arkadiusza Piekarę, nauczyciela fizyki w Gimnazjum i Liceum im. Sułkowskich w Rydzynie (1928-1939) można śmiało uznać, podobnie jak Tadeusza Maresza i Oskara Żawrockiego za współtwórcę i utalentowanego realizatora zamysłów Dyrektora Szkoły, Tadeusza Łopuszańskiego. Jak przebiegała angażująca rozmowa między Dyrektorem Szkoły a młodym fizykiem, a więc osobami o tak znacznej różnicy wieku (dwa pokolenia!) i stanowiskach, nie wiemy. Łączyło ich tylko wykształcenie zawodowe, bo obaj mieli studia fizyczne i, jak się okazało, pasję eksperymentowania: u jednego – pedagogicznego, u drugiego doświadczeń laboratoryjnych. Dość, że młodziutki asystent wybitnego uczonego profesora Politechniki Warszawskiej Stefana Pieńkowskiego (†1953) dał się złapać na wędkę „rydzyńską” i zrezygnował z asystentury, o którą ubiegało się wielu zdolnych młodych fizyków, i ku ich zdumieniu, a zmartwieniu przełożonego Profesora, zdecydował się rzucić Warszawę i pewną karierę uniwersytecką, przenosząc się w 1928 r. na głęboką wówczas prowincję, do Rydzyny koło Leszna. Miał obiecane tam przez Łopuszańskiego, poza zajęciami dydaktycznymi, znaczne możliwości samodzielnej pracy naukowej w dobrze wyposażonej bo na poziomie uniwersyteckim pracowni fizycznej.
Nie były to czcze obietnice, bo Łopuszański uznał, że warto inwestować w młodego nauczyciela, zgadzał się na jego wyjazdy do Krakowa dla uzyskania habilitacji, oraz za granicę na konferencje a nawet roczny pobyt we Francji na Sorbonie (1933-34), u prof. A. Cottona, który – jak sam pisze – „nauczył mnie rzemiosła”, angażując na ten czas zastępczego nauczyciela fizyki!
Młody profesor okazał się nie tylko dobrym dydaktykiem i świetnym popularyzatorem nauki, lecz również świetnym organizatorem, umiejącym zarazić niektórych uczniów swą pasją badawczą. I w szkolnym laboratorium fizyki w Szkole Rydzyńskiej zaczęły się dziać „cuda” naukowo-dydaktyczne.
W rezultacie pojawiły się w naukowych czasopismach fizycznych, polskich, niemieckich i angielskich wyniki badań ekipy Profesora, w których jako współautorzy figurowali dwaj uczniowie Szkoły. Oczywiście, nie było wątpliwości, kto jest w nich głównym autorem, lecz fakt ten był mądrym posunięciem z pedagogicznego punktu widzenia. I warto tu wybiec nieco w przyszłość i wspomnieć o zabawnym „incydencie”, który miał miejsce po wojnie w Brytyjskim Królewskim Towarzystwie Fizycznym w Londynie, na którym, jako jego członek był obecny i prof. Piekara. Młoda amerykańska uczona mówiła o swoich badaniach z zakresu dielektryków jako – jej zdaniem – badaniach pionierskich. Po referacie w dyskusji zabrał głos prof. Piekara: P. – To jest interesujące, ale chciałbym koleżankę poinformować, że te badania wykonałem ze swoimi uczniami w Szkole Rydzyńskiej i nie są więc one nowe. Amerykanka (nieco zmieszana): Nic o tym nie wiem. Ale nie były one zapewne publikowane. P. – Owszem były. Am. – Ale na pewno po polsku. P. – Nie, by ułatwić koleżance zadanie po angielsku w brytyjskim czasopiśmie (i tu wymienił tytuł i rok).
Nie jest tu miejsce na omawianie osiągnięć naukowych Profesora Piekary. Zainteresowanych odsyłam do książki J. B. Glińskiego, „Gimnazjum i Liceum im. Sułkowskich w Rydzynie 1928-1939. Wychowawcy i Wychowankowie”, 2005 r., na ss. 74-77. Tu ograniczając się do okresu rydzyńskiego warto wspomnieć, że nie tylko wyszło spod skrzydeł prof. Piekary kilku tęgich fizyków (niestety, z przyczyn ogólnych zasilili naukę amerykańską), lecz również szereg badań i wyników, które wzbogaciły naukę w skali kraju, by przykładowo tu wymienić, cytując jego słowa: „W l. 1928-1939 wspaniała przygoda naukowa, Rydzyna: odkrycie zjawiska odwrotnego nasycenia dielektrycznego oraz anomalii dielektrycznych i optycznych w okolicy punktu krytycznego”.
W październiku 1939 r. na własne niemal życzenie zostaje aresztowany wraz z innymi profesorami UJ, gdyż nieco spóźniony na inaugurację roku akademickiego w Collegium Maius i nie wpuszczony już przez wartę niemiecką, przekonał dowodzącego nią oficera, że powinien być obecny w auli jako profesor Uniwersytetu. Stąd już bezpośrednio zawieziono go do więzienia we Wrocławiu, a następnie do obozu w Sachsenhausen i Dachau. Zwolniony w 1941 r. włącza się w tajne nauczanie oraz konspirację (zbieranie wraz z dwoma uczniami – Rydzyniakami spadłych odłamków z prób hitlerowskich pocisków rakietowych i ich chemiczna analiza w Mościcach). O pobycie w obozie niechętnie opowiadał, lecz tam w wolnych chwilach uczył fizyki współwięźnia, austriackiego inżyniera oraz studiował (!) niemieckie dzieło o optyce, która zabłąkała się do obozowej biblioteki. Czy to dzieło nie skłoniło go wiele lat później do wydania pięknej pozycji naukowej pt. „Nowe oblicze optyki” (1976)? A w niej cytuje fragmenty poezji Mickiewicza i Słowackiego, świadczące o ich przenikliwym dostrzeganiu natury światła; i przypomina przy okazji mądry podręcznik fizyki ks. Józefa Rogalińskiego pt. „Doświadczenia skutków rzeczy pod zmysły podpadających” z 1765 r.! Bo prof. Piekara był niewątpliwie człowiekiem renesansowym; uzdolniony literacko (pisał piekną i jędrną polszczyzną i takiej wymagał od swych uczniów), jak również muzycznie (grał na dwóch instrumentach); lecz muzykę zdradził w młodości dla fizyki. Wykorzystywał natomiast te zdolności w organizowaniu różnych imprez w Szkole Rydzyńskiej i w pracy społecznej, popularyzując naukę w prowadzonej przez nią pracy organicznej w okolicznych wsiach i samym miasteczku – Rydzynie. A był wspaniałym popularyzatorem najtrudniejszych nawet zjawisk fizycznych, wydając nie tylko takie pozycje jak np. „Fizyka stwarza nową epokę” (1963, cytowane fragmenty przez niektórych księży w kazaniach!), lecz i piękne książeczki dla dzieci jak np. „O maszyniście Felusu, który był mędrcem” (1956), czy „Zważono ziemię” (1958); i wspomnijmy jeszcze o przepięknej historyczno-fizycznej książce: „Nayiasniejszemu y naypotężniejszemu Panu czyli o nauki horyzontach dalekich” (1976). Nie wahał się również jako nauczyciel Rydzyny wygłosić na Zjeździe Fizyków w Wilnie w 1938 r. referat nt. „Prace indywidualne uczniów w szkole średniej”, oczywiście wykorzystując swe doświadczenie w Szkole Rydzyńskiej.
Po wojnie organizował nauczanie i badania naukowe na trzech uniwersytetach (najbardziej znane na Uniwersytecie A. Mickiewicza w Poznaniu, tworząc poznańską szkołę, tzw. piekarczyków), oraz w Polskiej Akademii Nauk, wydając nieraz wspólnie ze swymi współpracownikami poważne prace. Do Szkoły Rydzyńskiej nie wrócił, bo jej już nie było. Siedzibę szkoły spalili żołnierze sowieccy jako dobro pogermańskie, a Fundację (rolną) Sułkowskich w Wielkopolsce, ustanowioną w 1783 r. na rzecz Komisji Edukacji Narodowej, zlikwidowaną swego czasu przez rząd pruski, rozwiązał w 1953 r. polski rząd komunistyczny, powtarzając „zabieg” pruski. Gdy w l. 80 w naszym gronie b. Rydzyniaków, prof. Piekara wspomniał swą rydzyńską „przygodę”, gorzko zapłakał nad losem tej Szkoły... Milczeliśmy głęboko poruszeni smutnym losem polskich szkół eksperymentalnych oraz bezwładem naszych władz w tej dziedzinie….
Prof. Piekara był dwukrotnie żonaty, pozostawiając troje dzieci, intelektualnie twórczo pracujących; lecz tylko córka poszła jego śladem, zostając wyróżniającym się pracownikiem naukowym fizyki w Poznaniu.
Z. T. Wierzbicki, b. Rydzyniak