Facebook
Bunt Młodych Duchem
Książki polecane:
Licznik odwiedzin:
Dzisiaj: 45
W tym miesiącu: 1093
W tym roku: 34613
Ogólnie: 344906

Od dnia 21-09-2006

Bunt Młodych Duchem

Powrotna fala. Czy już inna?

Autor: Halina Ilinicz
27-02-2014

Wspomnienia Haliny Ilinicz z łagrów sowieckich. W tym odcinku o więzieniu na Łubiance w latach 1948-49.
ZTW – Czy były, a jeśli tak, to jakie różnice w warunkach więziennych „Imperium Gułagów” przed i po II wojnie? I jak układały się wzajemne stosunki dwóch głównych kategorii tego Imperium: strażników i więźniów?
Autorka – Ludzie byli różni i jedni i drudzy, jak wszędzie, mimo pełnienia krańcowo różnych ról.
Pierwsi zachowywali się zwykle jak maszyny, trzymając się ś1epo przepisów, które były bezwzględne. A oni byli przekonani, że jesteśmy winni! Wszędzie nam powtarzali: NKWD nigdy się nie myli (nikagda nie oszibajetsia).
Wśród aresztowanych nie było solidarności, natomiast wie1e zakłamania. Każdy nosił maskę. W Moskwie, w więzieniu, sędziowie śledczy, gdy się broniło twierdząc, że jest się niewinnym, odpowiadali rosyjskim przysłowiem (i słyszałam je dziesiątki razy): „les rubjat – szczepki letiat”.
Gdy znalazłam się drugi raz na Łubiance w 1948 r. posłużyłam się tym powiedzeniem na śledztwie – już nie pamiętam z jakiego powodu – to przesłuchujący mało nie oszalał ze wściekłości, wołając, że jestem „antysowieckim człowiekiem”.
W celi zastanawiałam się, dlaczego tak się wściekł. Jedna ze współwięźniarek powiedziała mi, że skoro NKWD nigdy się nie myli, to takie powiedzenie jest przeciwko NKWD, przeciw ich autorytetowi. Jedno stwierdziłam, iż nastąpiła w tym okresie, po II wojnie, jakaś zmiana, coś się zmieniło i czegoś zaczęli się obawiać. Może była to presja opinii światowej, bo o więzieniach i łagrach sowieckich pisało się w świecie coraz więcej. I tak np. w pierwszym aresztowaniu miałam 27 przesłuchań, a potem na małym świstku żółtawo-szarego papieru wypisano mój wyrok (tzw. wypiska iz protokoła), który mi przeczytano a ja go sama nie czytając podpisałam. Byłam skazana na osiem lat obozu. Natomiast za moim drugim pobytem po wojnie na Łubiance miałam już całą teczkę łącznie z nakazem aresztowania, protokołami dochodzeń, przesłuchań itp. Wszystko miało już jakąś formę prawną, przypominającą, co najmniej zewnętrznie, procedurę prawnosądową; tak jakby zmierzali ku praworządności. Czasami na badania przychodził nawet prokurator.
I np. taki obrazek, który zapamiętałam dobrze: ja na środku pokoju na taborecie, a pod oknem śledczy za biurkiem, który uprzedza mnie, że, jak wejdzie prokurator, to jestem obowiązana wstać.
Ktoś wszedł drzwiami za mną, nie odwracam się, a on obchodzi mnie dookoła jak jakiegoś dzikiego zwierzaka, oglądając mnie od góry do dołu. Widzę, małego człowieczka w rozpiętym, rozmamłanym mundurze, o wstrętnej mordzie i mongolskich oczach, a u jego tyłu kiwają się rzemienie od rewolweru. Śledczy stoi na baczność i karci mnie, dlaczego nie wstałam. Ja na to: „A skąd ja mogłam wiedzieć, że tak wygląda prokurator?”. Sama od razu go zapytałam, d1aczego mnie trzymają już 11 lat, a miałam wyrok na 8 lat.
A on: „Wy to lepiej wiecie, co zrobiłyście i dlaczego tu jesteście. Opowiadajcie o swoich międzynarodowych szpiegowskich kontaktach”.
Zupełnie go się nie bałam i wszystko mu wygarnęłam, m.in., że przesłuchiwali mnie Frynowski i inni, a ja potem z ich żonami siedziałam w obozie. Więc co to za szopka, komu mam wierzyć.
Obaj zaczęli wtedy krzyczeć: „Milczy, ty antysowiecka swołocz”.
Czyli od nowa to samo.
Co za straszny był więzienny reżim, gdy znalazłam się po raz drugi na Łubiance. Nie wolno było się położyć, cela to piwnica, okienko zaciemnione, a jak padał deszcz, to lało się do środka, do celi; Wi1goć, chłód ciemności (a w speckorpusie światło elektryczne paliło się całą dobę i raziło w oczy); w celi były trzy łóżka żelazne i 15 kobiet. Straszne przeładowanie kobiet. W l. 1948-49, wbrew przewidywaniom czy nadziejom, dokonało się szalone powtórzenie lat 1936-39. Jeśli za pierwszym razem masowo aresztowano wojskowych i członków ich rodzin, a później po rozstrzelaniu Jeżowa – dygnitarzy NKWD i ich rodziny, a nawet specjalną grupę reemigrantów z Chin (ok. 1937 r.): pracowników KWŻD (Kitajskaja Wostocznoja Żeleznaja Doroga). Mieli prawo wyboru: albo wrócić do Rosji, albo zostać w Chinach. Większość wróciła i wszyscy zostali aresztowani. Nazywano ich w obozach „Charbińcy” lub „Charbinki” (od nazwy miasta Charbin, gdzie mieścił się główny zarząd tej kolei – Red.).
Druga olbrzymia powojenna fala obejmowała aresztowanych z Kronsztadu i Leningradu w tym:
– dowództwo marynarki i ich rodziny;
– członkowie Partii i ich rodziny (tzw. Leningradskoje dieło),
wśród nich wiele żon dygnitarzy, które były zagranicą i miały swe poglądy i odważały się coś przebąkiwać;
– następną kategorię stanowiły kobiety, które znalazły się pod okupacją niemiecką.
Uzasadniano to w sposób osobliwy: skoro znalazły się pod Niemcem i przeżyły, to znaczy kolaborowały z okupantem. Np. taka piękna Musia Krasnopolska z Mińska (prawdopodobnie pochodzenia polskiego) mówiła mi, że pod okupacją niemiecką było jej dobrze. Mieszkała przed wojną w Moskwie z mężem, który był Żydem, a jej matka mieszkała w Mińsku. Przed samą wojną zawiozła córeczkę do matki na wakacje, a po wybuchu wojny udało jej się dostać do Mińska z zamiarem, by zabrać dziecko do Moskwy. Zdążyła dojechać, lecz już nie zdążyła wyjechać. Została „pod Niemcem”. A po wojnie wróciła do Moskwy i zamieszkała znowu z mężem, który ocalał. Nie wiedziała nawet, czy męża aresztowali i co stało się z córeczką.
Inną kategorię stanowiły kobiety, które miały już poprzednio jakieś wyroki; wreszcie dzieci tych rodziców, których aresztowano w latach 1937-39, sięgając nawet do dzieci córek aresztowanych matek: najpierw załatwiano się z matkami, potem z córkami wreszcie z dziećmi córek.
ZTW: Aż trudno w to uwierzyć.
Autorka: W obozie spotkałam kobietę, żonę dygnitarza, nazwiskiem Kestner. Mówiła, że była w Stanach, gdzie urodziła dziecko. Powróciła do Rosji, a gdy przyszli ich aresztować w Kronsztadzie w obecności 7-letniego synka, to ten chwycił swą dziecinną strzelbę i skierował ją na przybyłych enkawudzistów wołając: „ja was wszystkich zastrzelę”. A oni do niego: „ty antysowiecka żmijo”. Rozpaczała w obozie strasznie, martwiła się o dziecko, które zostało oddane do „Domu Dziecka”. Podobno były jakieś po wojnie rozruchy czy powstanie w Kronsztadzie. Dużo było rozstrzelanych, a wyroki opiewały na ogół na 25 lat za zdradę stanu czy może ojczyzny. Nie spotkałam się z wyrokiem 10 lat; najniższy wynosił 15 lat.
Mnie dali (w drugim procesie – dop. Red.) „dożywotną, zsyłkę” w Krasnojarski Kraj, choć nie postawiono mi żadnego konkretnego zarzutu, lecz obciążającą okolicznością było to, że już raz byłam sądzona (kak ranieje imiewszuju sudimost).
Następna kategoria to kobiety – jeńcy wojenni (ja siedziałam z lekarkami i sanitariuszkami).
Inną kategorią aresztowanych były niemieckie żony niewojskowych, przywiezione z Niemiec; natomiast nie spotkałam żon niemieckich wojskowych. Te aresztowane nie mówiły ani słowa po rosyjsku. Np. taka, którą dobrze pamiętam: gdy wychodziła z pracy u Siemensa (w Niemczech – dop. Red.) podeszli do niej dwaj cywile i zabrali do samochodu, a następnie transportem samolotowym do Moskwy i prosto na Łubiankę; lub taką żonę profesora niemieckiego – fizyka. Jemu zaproponowali wyjazd do Rosji, obiecując wspaniałe warunki, a gdy odmówił, gdy wyszedł po śniadaniu z domu, do niego już nie wrócił.
A ją zabrali z domu, gdy sprzątała i samolotem do Moskwy i wprost na Łubiankę.

ZTW: Jaka była postawa więźniarek z tego „drugiego rzutu” represji?
Na ogół były one śmielsze niż dawniejsze, to jest z łagrów przedwojennych. Niektóre nawet, zwłaszcza z Leningradu, pałały nienawiścią do swych ciemięzców i systemu. Ale inne oburzały się na te i mówiły: „słusznie was aresztowali”. Uważały, względnie były nawet przekonane, że państwo i społeczeństwo potrzebuje takich obozów i takich środków. O ile to było szczere, trudno powiedzieć.
Porównując obie te „fale” czy „rzuty” trudno orzec, czy warunki zewnętrzne się zmieniły np. przepełnienie cel więziennych było takie samo, to znaczy niezwykle uciążliwe, natomiast reżim więzienno-łagrowy był nawet ostrzejszy; 1ecz z drugiej strony widać było większe starania o przestrzeganie form, a więc o pozory!
CDN