Facebook
Bunt Młodych Duchem
Książki polecane:
Licznik odwiedzin:
Dzisiaj: 40
W tym miesiącu: 336
W tym roku: 15015
Ogólnie: 295913

Od dnia 21-09-2006

Bunt Młodych Duchem

75 rocznica września 1939 roku – kilka refleksji

Autor: Admin RR
13-01-2015

Rok 2014 bogaty jest w historyczne rocznice. Niedawno wspominaliśmy o tej najważniejszej, bo setnej, rocznicy początku pierwszej wojny światowej. Nie zdążyliśmy się obejrzeć, a tu już w kolejce czeka 75 rocznica wybuchu tym razem drugiej światowej wojny. Tak, tylko 25 lat dzieliło te dwa wydarzenia i występowała wyraźna zbieżność przyczynowo skutkowa. Dla nas druga wojna była również ważna, gdyż Polsce przypadła w niej szczególna rola.
Do stwierdzenia tego musimy się w tym miejscu ograniczyć, nie wnikając w szczegóły dziejów Drugiej Rzeczypospolitej, a później wojny. Parę spraw pragniemy jednak nieco dokładniej przedstawić. Przypomnieć mianowicie, że przez cały okres dwudziestolecia międzywojennego towarzyszyła nam troska o zabezpieczenie niepodległości państwa. Nie było tak, jak jest obecnie w Trzeciej Rzeczypospolitej, kiedy ze spokojem możemy spoglądać w przyszłość, z perspektywy członków NATO i Unii Europejskiej.
Za Drugiej Rzeczypospolitej było zupełnie inaczej. Otoczeni byliśmy wieńcem nieprzyjaznych nam państw. Kierownicy polskiej polityki zagranicznej wyraźnie przyznawali, że zasadnicza większość granic Polski była stale zagrożona, a tylko mała część relatywnie bezpieczna (granice z Rumunią i Łotwą). Poczucie zagrożenia tym bardziej nam doskwierało, gdyż bardzo często na forum publicznym kwestionowano nasze granice, podkreślano nietrwały charakter odrodzonego państwa. Na przykład w Niemczech ulubionym i bardzo często powtarzanym było określenie, iż Polska jest „państwem sezonowym”, które rozpadnie się przy pierwszym zakłóceniu sytuacji międzynarodowej.
Wprawdzie mieliśmy dwóch sojuszników, z którymi łączyły nas podpisane traktaty obronne — z Francją i Rumunią. Jednak ta pierwsza nie była naszym bezpośrednim sąsiadem, a ta druga była słaba i sama czuła się zagrożona.
Zdani byliśmy na własne siły. Utrzymywaliśmy stale dużym wysiłkiem znaczną armię. Jej stany pokojowe wynosiły około 300 tysięcy żołnierzy. Składało się na to 30 dywizji piechoty, 10 brygad kawalerii. Odpowiednie ilości artylerii. Natomiast lotnictwo i marynarka wojenna były bardzo słabe.
Jednak przez szereg kolejnych lat w dziedzinie obronności zrobiono niewiele, może poza ujednoliceniem uzbrojenia. Armia pozostawała w zasadzie w takim samym stanie jak w pierwszym okresie niepodległości. Na przeszkodzie rozwoju stały ciągłe trudności finansowe, które nie pozwalały zwiększyć wydatków na wojsko. Ponadto w gospodarkę w roku 1929 uderzył dodatkowo światowy kryzys, który Polska odczuła bardzo dotkliwie. Kryzys dobiegł końca dopiero w 1933 roku, ale polska gospodarka wciąż nie mogła złapać oddechu.
Tymczasem w 1933 roku w Niemczech doszedł do władzy Hitler. Jego naczelnym dążeniem była odbudowa sił militarnych Rzeszy, ich modernizacja i mechanizacja. Także w ZSRR dokonywano, nie oglądając się na koszty, industrializacji kraju. Jej celem była rozbudowa i modernizacja armii.
Wiadomości o tym, jak zbroją się sąsiedzi, docierały do Polski. Dzięki dobrej pracy wywiadu w Warszawie wiedziano, co dzieje się na wschód i zachód od Polski. Napływające systematycznie informacje stwarzały obraz narastającego zagrożenia. Widać było, iż Polska coraz bardziej pozostaje w tyle. W tej sytuacji w roku 1936 przyjęty został Plan Rozbudowy i Modernizacji Armii. Prace, które pomyślano bardzo szeroko, przewidziano na 4 lata, następnie przedłużono do 6. Budować zaczęto Centralny Okręg Przemysłowy, którego zakłady zdolne by były do zaopatrzenia armii w niezbędny sprzęt i uzbrojenie.
Plan był dobry, a sama idea stworzenia COP historycznie się sprawdziła. Również przeznaczone środki, jak na polskie możliwości, były duże. Ale tym co nie zostało trafnie przewidziane — był element czasu. W 1936 roku nie zdano sobie sprawy, że czas może tak naglić, że stanie się czynnikiem głównym, rozstrzygającym o wynikach, że wszelkie działania muszą być przystosowane do niego. Nie wyciągnięto wniosku, patrząc na sąsiadów, że stan gotowości obronnej należy uzyskać jak najszybciej. Należało zbroić się i przygotowywać tak, ażeby jak najskuteczniej przygotować się na wypadek zagrożenia.

Przygotowania obejmowały nie tylko zbrojenia w ścisłym tego słowa znaczeniu, lecz także wszelkie kroki na arenie międzynarodowej, które mogłyby sytuację obronną Polski poprawić. A już z początkiem 1938 roku można było wiedzieć, skąd przyjść może główne zagrożenie.
Pierwszy krok, który uczyniono wówczas w tej dziedzinie był trafny. Mianowicie zmuszono Litwę, z którą dzielił nas chroniczny i ostry konflikt, do regulacji stosunków z Polską. W rezultacie liczyć można było na jej neutralność w wypadku wojny. Polepszyło to nieco położenie Polski, lecz nie mogło zmienić ogólnej sytuacji.
Co innego mogło oznaczać porozumienie się z Czechosłowacją, stosunki z którą pozostawiały także wiele do życzenia. Nie chcę tu wyrokować, kto temu zawinił. Do pogorszenia relacji na pewno przyczyniła się i jedna, i druga strona. Kierownicy polskiej polityki zagranicznej nie zrozumieli do końca, że nie czas na dąsy, kiedy nadchodzi śmiertelne niebezpieczeństwo, zagrożona zostaje i Czechosłowacja, i Polska. Nie pojmowano, iż wzajemna współpraca znaczyć może bardzo dużo. Przecież Czesi posiadali to, czego nam najwięcej było potrzeba — nowoczesne uzbrojenie. Poza tym istnienie sojuszniczej Czechosłowacji paraliżowało siły niemieckie na Śląsku. Położenie geostrategiczne Polski stawało się przez to bardziej korzystne. Również sytuacja Czechosłowacji, w oparciu o Polskę, stawała się bardziej stabilna. Widoczne to było jak na dłoni, zwłaszcza po Anschlussie Austrii. Niestety do współdziałania Polski z jej południowym sąsiadem wówczas nie doszło. Polska musiała samotnie stawić czoła agresorowi. Podpisane z Wielką Brytanią i Francją układy nie odegrały żadnej praktycznej roli. Liczyć można było tylko na własne siły.
Myśleć należało przynajmniej o uzyskaniu takiego uzbrojenia, które najbardziej potrzebne było przy obronie. W lotnictwie chodziło przede wszystkim o samoloty myśliwskie, które osłoniłyby kraj przed nalotami wroga. A co u nas uczyniono? Za dużo uwagi i pieniędzy przeznaczono na produkcję nowoczesnych bombowców typu „Łoś”, które stały się przedmiotem naszej dumy. W praktyce wojennej wykonały one kilka nalotów na kolumny niemieckie, zadając przeciwnikowi straty. Większego znaczenia to jednak nie miało. Natomiast wyraźnie zabrakło samolotów myśliwskich. Do walki użyte zostały myśliwce P-ll i P-7, przestarzałe w stosunku do maszyn niemieckich. Były od nich wolniejsze i słabiej uzbrojone, poza tym w zbyt małej liczbie. Mimo bohaterskich wysiłków dobrze wyszkolonych pilotów polskich, już w ciągu kilku dni polskie myśliwce wykruszyły się w walce.
Na równi z tym bardzo brakowało artylerii przeciwlotniczej, zwłaszcza szybkostrzelnych dział. O brakach w uzbrojeniu i wyposażeniu wojska polskiego można by mówić jeszcze długo, że wspomnę tylko o łączności, transporcie itd.
W ostatecznym rezultacie armia polska musiała podjąć osamotniona walkę z przeciwnikiem przeważającym liczbą oraz jakością uzbrojenia.
Wojna zastała Polskę w momencie dla niej najmniej korzystnym. W budowę COP włożono już dużo wysiłków i pieniędzy, a rezultatów jeszcze nie było widać. Znajdowaliśmy się niejako w połowie drogi. Niemniej jednak decyzja o podjęciu walki nie podlegała wątpliwości. Po rozmowie z Hitlerem w dniu 5 stycznia 1939 roku minister Józef Beck na naradzie u prezydenta Rzeczypospolitej wyraźnie stwierdził, iż kładzenie przez Niemców tak wielkiego nacisku na żądania w zasadzie drugorzędne prowadzi do wniosku, iż III Rzeszy w istocie chodzi o podporządkowanie sobie Polski. A w tej kwestii żadnego ustępstwa być nie może. Na naradzie podjęto w tej sprawie jednoznaczną uchwałę.
Niemcy uderzyli na Polskę od razu z trzech stron — z północy, zachodu i południa. Dywizje polskie podjęły stanowczą obronę. Dowództwo Wehrmachtu liczyło, iż w ciągu kilku dni złamie opór Polski i zmusi ją do kapitulacji. Ten zamiar się nie powiódł. Uderzenie wprost na Warszawę zostało 8 września odparte. Następnego dnia rozpoczął się zwrot zaczepny armii „Poznań” i „Pomorze”, w rezultacie którego Niemcy odczuli poważny wstrząs. Spod Warszawy musiała zawrócić na zachód dywizja pancerna, ażeby odeprzeć polskie natarcie. Obrońcy Warszawy zostali odciążeni, uzyskali kilka dni dla przygotowania dalszej obrony.
Również na południu, w rejonie Lwowa, krzepła polska obrona. W walkach pod Gródkiem Jagiellońskim Niemcy zostali zaskoczeni. Ustąpili w popłochu porzucając znaczne ilości broni i sprzętu.
Nie oznaczało to wszakże zasadniczego przełomu. Widać było, iż na skutek ogromnej przewagi agresora kampania jest nie do wygrania. Myśleć można było tylko o tym, ażeby uratować z klęski jak najwięcej żołnierzy.
Naczelny dowódca polski obrał orientację na utworzenie przyczółka rumuńskiego. Jednak wtedy, około połowy września, wiele zaczynało wskazywać, że ze wschodu, ze strony ZSRR, grozi Polsce nowe niebezpieczeństwo. W tej sytuacji należało wydać wojskom jak najpilniejsze rozkazy, ażeby, poza broniącą się odrębnie Warszawą, cofały się nie na wschód, lecz na południowy wschód, w stronę granicy z Rumunią i Węgrami. Trzeba było bardzo się spieszyć. Każda godzina mogła mieć znaczenie.
Uderzenie Czerwonej Armii na tyły Wojska Polskiego było wielkim ciosem dla walczących jeszcze oddziałów polskich. Schronienie znalazło w Rumunii i na Węgrzech kilkadziesiąt tysięcy polskich żołnierzy. Mogło być ich więcej, gdyby wcześniej i bardziej stanowczo zmieniono ogólny kierunek odwrotu.
Reasumując te krótkie rozważania o Wrześniu stwierdzić można, iż mimo wszelkich braków w przygotowaniu, mimo omyłek w kierowaniu walką, żołnierze kampanii wrześniowej zdali chlubnie swój bojowy egzamin. Poległo w tej kampanii 70 tysięcy żołnierzy polskich, wielu zostało rannych. Ale armia niemiecka również poniosła straty, wykazywała duże zużycie sprzętu i uzbrojenia. Początkowe zamysły, ażeby jeszcze tej jesieni Wehrmacht uderzył na Francję musiały być zaniechane.
Polska dała pierwsza swój niepodważalny wkład do rozpoczynającej się wojny. Najważniejsze było to, iż agresji Hitlera zbrojnie się przeciwstawiono, że III Rzesza wciągnięta została do wojny, a wówczas innego sposobu jej pokonania już nie było.
Warto o tym wszystkim dziś w 75 rocznicę Września przypomnieć.
Piotr Łossowski