Facebook
Bunt Młodych Duchem
Książki polecane:
Licznik odwiedzin:
Dzisiaj: 81
W tym miesiącu: 293
W tym roku: 14972
Ogólnie: 295870

Od dnia 21-09-2006

Bunt Młodych Duchem

W Kościele wszyscyśmy równi

Autor: Jan Turnau
20-01-2015

Podobnie jak w numerach poprzednich porównam tutaj doktryny wyznaniowe katolicką i luterańską. I podobnie jak tam będę akcentował podobieństwa, nie różnice. Zgodnie z elementarną zasadą ekumeniczną i na podstawie bezcennej broszury wydanej przez luterańską oficynę „WARTO”, zatytułowanej „Od konfliktu do komunii”. Podtytuły tej publikacji brzmią: „Luterańsko-katolickie upamiętnienie Reformacji w 2017 r. Raport luterańsko-rzymskokatolickiej Komisji Dialogu do Spraw Jedności”. W poprzednich numerach porównywałem na podstawie tej publikacji obie koncepcje konfesyjne na temat usprawiedliwienia (zbawienia), potem eucharystii, przyszła teraz kolej na kościelny urząd.


Wszyscy kapłanami jesteśmy
Wiedza religijna Polaków katolików wielka na ogół nie jest, a już szczególnie skromna bywa ich znajomość aktualnych wersji doktryny. Nie wiedzą często, że Sobór Watykański II dowartościował mocno laikat. Ukazał cały Kościół jako Lud Boży i podkreślił „prawdziwą równość wspólnej wszystkim wiernym działalności około budowania Ciała Chrystusowego” („Lumen gentium” 32). To jest formuła aktualna, inna była w średniowieczu. Wtedy sławny kościelny prawnik Gracjan głosił, że są dwa rodzaje chrześcijan: kler świecki (ten zwyczajny, diecezjalny) i zakonny oraz ludzie świeccy. Tak, są wręcz dwa różne rodzaje uczniów tego samego Chrystusa! Nic dziwnego, że Marcin Luter oprotestował taką doktrynę: nauczał, przeciwnie, że wszyscy chrześcijanie, wszyscy ochrzczeni są kapłanami, opierając się przecież na 1 Liście Piotra (2,9), gdzie jest powiedziane, żeśmy wszyscy „królewskim kapłaństwem”.


Księża sługami naszymi są
Choć jednak według Reformatora kapłanami są wszyscy chrześcijanie, to nie wszyscy są księżmi. Albowiem wspólnota musi posiadać jakiś urząd i pełnią go właśnie księża. Urząd ich nie jest konkurencyjny wobec kapłaństwa powszechnego wszystkich ochrzczonych, raczej mu służy: księża są „ministrami”, czyli właśnie sługami.
No więc, powie każdy laik katolicki, ekumenia odniosła tutaj zwycięstwo cudowne: przecież dzisiejszy Kościół rzymskokatolicki naucza dokładnie tak samo. Że wszyscy jesteśmy kapłanami, ale rodzaje kapłaństwa są dwa: to powszechne i tamto ministerialne, czyli nie tyle urzędowe, ile właśnie służebne. Zajrzałem do słownika łacińsko-polskiego i wyczytałem tam, że „minister” (od „minor”, „minus”) to „sługa, służący, niewolnik”, a jeżeli urzędnik, to „niższego stopnia, podwładny, wykonawca rozkazów”.


Z biskupami problem pewien
Wczytuję się jednak pilnie we wspólny raport i dowiaduję się, że różnica dotyczy tego, czy owo kapłaństwo „księżowskie” jest sakramentem, jak uważają katolicy rzymscy (także starokatolicy), a luteranie nie. Co prawda, Luter też tam mniemał początkowo, ale zmienił zdanie, ponieważ kapłaństwo kojarzyło mu się z mszą jako ofiarą, powtórzeniem ofiary krzyżowej, co kwestionował. Tyle tylko, że katolicy nie używają już dzisiaj wyrażenia „powtórzenie” ofiary: mówią o „uobecnieniu”. Może więc i w tej sprawie kiedyś się dogadamy.
Inny problem jest z biskupstwem, wyższym stopniem kapłaństwa służebnego. W doktrynie katolickiej konsekracja biskupa jest czynnością sakramentalną, zaznacza się wyższość episkopatu nad prezbiteratem (oficjalna nazwa księdza brzmi „prezbiter”, nie „kapłan”), w doktrynie luterańskiej tego w zasadzie nie ma. Z raportu jednak wynika, że bardzo szybko wykształcił się urząd superintendenta (dziś bardzo często nazywanego biskupem), nadzorującego pastorów i ich ordynującego. Przy czym termin „ordynacja” jest równoznaczny ze słowem „wyświęcanie” i w językach zachodnich brzmi tak samo. Raport cytuje słowa Filipa Melanchtona, wielkiego teologa Reformacji, że „gdyby nie było biskupów, należałoby ich wymyślić”. Po prostu — dopowiadam — zarządzanie wymaga jakiegoś stopniowania władzy.


Co jeszcze dzieli trochę
Orientuję się, że moje pisanie tutejsze jest dość hermetyczne, więc przynajmniej staram się skracać. Dzieli oba Kościoły także powierzanie urzędu duchownego kobietom (odrzucane jeszcze mocniej przez prawosławie) i oczywiście wyznawana przez rzymskich katolików rola biskupa Rzymu jako pasterza całego Kościoła. W sprawie papiestwa są po obu stronach od dawna sygnały zbliżenia — ale zgody oczywiście nie ma. Niemniej w sumie zbliżenie obu wyznań jest bardzo znaczne, szczególnie dla zwykłych wiernych, nierozumiejących teologicznych niuansów.
A ja mam tu raczej „optykę” zwykłego wiernego, szczególnie po pewnym dawnym wydarzeniu. Byłem wtedy członkiem archidiecezjalnej instancji ekumenicznej, więc gdy przyszedłem do świątyni luterańskiej na nabożeństwo, zwyczajem przyjętym u nas wszedłem do prezbiterium — i zostałem stamtąd wyproszony z wielkim zażenowaniem, jak bym wlazł z butami na ołtarz: bo tam świecki jest od spraw „profanum”, rady rządzą parafialnymi finansami, ale od „sacrum” są wyłącznie pastorzy. Teraz to się u luteranów zmienia, ale wtedy pomyślałem sobie, że także i u nich wszyscy członkowie Kościoła są równi, ale niektórzy równiejsi.
I jeszcze coś wesołego na koniec. Przeszło pół wieku temu modny był „Hymn pesymistów”, a w nim takie słowa: „Same durnie są u steru, od komuny aż do kleru” oraz „I laikat nie pomoże, gdy kler niszczy dzieło Boże”. Były to rymy jakiegoś ówczesnego Palikota? Nie, przeciwnie, księdza jezuity, Tomasza Rostworowskiego, duszpasterza akademickiego znakomitego. Podobno napisał to w komunistycznym więzieniu.



 Jan Turnau
Autor jest publicystą „Gazety Wyborczej”