Facebook
Bunt Młodych Duchem
Książki polecane:
Licznik odwiedzin:
Dzisiaj: 62
W tym miesiącu: 358
W tym roku: 15037
Ogólnie: 295935

Od dnia 21-09-2006

Bunt Młodych Duchem

Podoliniec - „Spiski Oxford” (cz. 3 cyklu)

Autor: Jan Skłodowski
22-01-2015

Niniejszy artykuł jest trzecim i jednocześnie ostatnim zamykającym cykl poświęcony zapomnianym uczelniom Rzeczypospolitej. Traktuje, jak poprzednie, o placówce oświatowej, która podobnie jak te w Krożach na Żmudzi i w Krzemieńcu na Wołyniu zapisała się złotymi zgłoskami w historii edukacji nie tylko polskiej, ale — rzec śmiało można — i europejskiej. Dziś Podoliniec, znany w różnych okresach swej historii także jako Pudlein (niem.), Podolin (węg.) czy Podolinec (słow.), jest niepozorną mieściną na północnych rubieżach słowackiego Spisza. Ale to właśnie w tym miasteczku założony został w roku 1642, konwent pijarów, zaś rok później — prowadzone przez nich słynne z czasem kolegium, czynne bez mała trzy stulecia. Przywołajmy tedy pokrótce dzieje i przesłanie szkoły, która swą renomą i poziomem promieniowała daleko poza spiską ziemię, ba, nawet poza granice dawnej Rzeczypospolitej. Z tego to powodu miasto nazywano „Spiskim Oxfordem”, a także niekiedy „Atenami Północy”. Powyższe określenia Podolińca mają znaczącą wymowę zwłaszcza obecnie, gdy kraje związane historycznie z tym obszarem, więc kolejno Polska, Węgry i Słowacja są członkami Unii Europejskiej.

Dawne starostwo spiskie
Podoliniec leży na terytorium wchodzącym w skład państwa polskiego u zarania jego dziejów jako południowa Sądecczyzna, granicząca z królestwem węgierskim — ówczesna bowiem granica pomiędzy tymi państwami biegła prawdopodobnie doliną Hornadu, więc nieco na południe od linii Karpat. Dopiero na początku XIV stulecia, na skutek ekspansji Wegier ku północy, na nie się przesunęła (taki jej przebieg nie ulegał przez następne stulecia zmianom i dziś rozgranicza Polskę i Słowację). Graniczne to terytorium, zwane w średniowieczu „okręgiem podolinieckim”, zostało zasiedlone przez polską ludność wędrującą z Sądecczyzny w górę doliny Popradu. „Okręg podoliniecki” należał wtenczas administracyjnie do ziemi krakowskiej i podlegał tamtejszemu biskupstwu. .
Podoliniec zyskał na znaczeniu poprzez uzyskanie praw miejskich w 1292 stając się ważnym warownym ośrodkiem przy trakcie wiodącym z Krakowa ku węgierskiemu Spiszowi. Zresztą niebawem, jak wspomniano, przeszedł na początku XIV stulecia pod węgierskie panowanie, które nadal sprzyjało jego rozwojowi, gdy przywilejem władcy stał się „wolnym miastem królewskim”.


Podoliniec w granicach Polski
Polska odzyskała prawa do Podolińca w roku 1412, gdy „okręg podoliniecki”, określany od tego czasu „dominium lubowelskim”, wraz z trzynastoma innymi spiskimi miastami został oddany przez króla węgierskiego Zygmunta Luksemburskiego Polsce jako zastaw za udzieloną mu przez Władysława Jagiełłę pożyczkę w wysokości trzydziestu siedmiu tysięcy kop szerokich groszy praskich (ówcześnie ok. siedem i pół tony czystego srebra). Można tu dodać, że srebro to pochodziło z odszkodowań wypłaconych Polsce przez Krzyżaków po ich grunwaldzkiej klęsce w 1410, zaś Zygmunt Luksemburski nie tylko potrzebował większej sumy na prowadzenie wojny z Wenecją, ale też pragnął jako stronnik Krzyżaków w jakimś sensie pozbawić Polskę ich walorów oddanych Jagielle. Akt zastawu został zrealizowany na zamku w Niedzicy i podpisany w Zagrzebiu w 1412 r., zaś mimo wyraźnych zapisów umowy pożyczka ta nigdy nie została Polsce spłacona.

Pijarzy w Podolińcu w XVII w.
W ten to sposób Podoliniec znalazł się na podlegającym polskiej administracji zastawnym terytorium stanowiącym starostwo spiskie przynależne do województwa krakowskiego. W miastach, z uwagi na ich niemiecką kolonizację, zapanował na fali reformacji protestantyzm. Tak więc z potrzeby rekatolizacji polskiego Spisza, ale też dla upowszechnienia kształcenia młodzieży sprowadzono w 1642 do Polski pijarów (pijar — łac. pius znaczy pobożny), których osiągnięcia jako dobrych organizatorów katolickiego szkolnictwa były już znane. Założycielem bowiem i pierwszym generałem ich domu (w 1621) — Zakonu Kleryków Regularnych Ubogich Matki Bożej Szkół Pobożnych (Ordo Clericorum Regularium Pauperum Matris Dei Scholarum Piarum) był znany reformator oświaty św. Józef Kalasancjusz (hiszp. José de Calasanz), który już w 1597 otworzył pierwszą powszechną bezpłatną szkołę podstawową w Europie.
We wspomnianym 1642 roku pijarzy zjawili się w Podolińcu, którego zarządcami na przestrzeni bez mała dwóch wieków byli starostowie spiscy z rodu Lubomirskich, mający swą siedzibę w lubowlańskim zamku; oni to walnie przyczynili się do gospodarczego rozkwitu miasta i utrwalenia jego pozycji nie tylko na Spiszu, ale i całej Koronie. Przybył tedy z Moraw prowincjał Onufry Conti z gronem kilkunastu pijarów. Początkowo pijarzy osiedli w podolinieckim zamku, ale wnet starosta Stanisław Lubomirski ufundował dla nich domicylium, któremu towarzyszył nowicjat, kościół i konwikt — owe sławne niebawem kolegium.
Rozpoczęło ono działalność już w 18 czerwca 1643 — pierwszym rektorem szkoły został Jan Dominik Franchi (1595-1662). Zgłosiło się wtedy do nauki 189 uczniów; przyjmowano chętnych do 30 roku życia, choć podobno najmłodszy przyjęty uczeń liczył lat… pięć. W kilka lat później, dokładnie 28 czerwca 1648 kolegium przeniosło się do nowej siedziby — budynku klasztornego wzniesionego na zewnątrz miejskich murów przy nowym kościele pod wezwaniem św. Stanisława — krakowskiego biskupa i męczennika, imiennika kolatora Stanisława Lubomirskiego. A on sam nie skąpił na utrzymanie konwentu i kolegium — wyasygnował bowiem rocznie sumę 800 talarów czeskich na utrzymanie zakonników zobowiązując swoich spadkobierców do kontynuowania takiej opieki po jego śmierci. Przeznaczał także rocznie 800 złotych polskich na posiłki w szkolnej stołówce, by studenci mieszkający na stancjach u mieszczan nie musieli dawnym zwyczajem prosić o jałmużnę. Podolinieccy żakowie cieszyli się też podobno, jak głosi przekaz, sympatią zbójników, którzy grasując na podtatrzańskich gościńcach nie tylko nie krzywdzili wędrujących studentów, ale jeszcze hojnie obdarowywali ich groszem na drogę.
Fenomenem tej uczelni był fakt, że ufundowana przez świeckiego możnowładcę a prowadzona przez zaproszonych z zagranicy duchownych była przeznaczona dla młodzieży reprezentującej wszystkie stany ówczesnej Rzeczypospolitej (więc szlachecki, mieszczański i chłopski), ale też i dostępna dla przybywających z zagranicy, np. Węgier czy Śląska. Sprzyjało także ze wszech miar takiej pełnej tolerancji sytuacji specyficzne położenie Podolińca — leżącego na Spiszu, ziemi pogranicza narodów, kultur i religii; prócz ludności miejscowej znaleźli tu bowiem swą ojczyznę w ubiegłych stuleciach polscy osadnicy z ziemi krakowskiej, także koloniści niemieccy, Węgrzy, wreszcie Rusini i Wołochowie kończący tu swą karpacką wędrówkę. Stąd różnorodność nazwisk związanych z Podolińcem i jego uczelnią: wspomniani rektor Jan Dominik Franchi i prowincjał Onufry Conti, wykładowcy z pierwszych lat działalności szkoły — Augustyn Strinboch, Glicery Neuman, Wacław Opatowski czy Kazimierz Pietraszkiewicz, przedstawiciele kapituły krakowskiej — Mikołaj Oborski i Krzysztof Sapelius, wreszcie Władysław Hossutóthy, prepozyt spiski uczestniczący w inauguracji tamtejszego domu pijarów.

Szkoła i jej znakomici uczniowie
Wróćmy jednak do samej podolinieckiej szkoły. Uczono w niej filozofii, łaciny, prawideł czytania i gramatyki, istniała tam klasa poetyki i retoryki. Wiadomo, że wysoko stały matematyka, astronomia i inżynieria wojskowa. Także wielu wybitnych Polaków, zwłaszcza doby Oświecenia, opuściło tę uczelnię, a więc późniejszy znany reformator polskiego szkolnictwa Stanisław Konarski — w latach 1715-1717 w podolinieckim nowicjacie, a następnie od 1722 tamtejszy wykładowca syntaksy, poetyki, filozofii i retoryki, dalej — poeta Franciszek Karpiński (urodzony w 1741 w Hołoskowie na Pokuciu, autor słów m. in. znanej sielanki „Laura i Filon” oraz pieśni „Kiedy ranne wstają zorze”), Franciszek Ksawery Dmochowski — poeta, historyk, współpracownik Kuźnicy Kołłątajowskiej i współorganizator Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Warszawie, wreszcie Franciszek Siarczyński, pierwszy dyrektor Księgozbioru Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie.
Szkoła posiadała bogatą bibliotekę gromadzącą dzieła literatury polskiej oraz cymelia polskiego drukarstwa (pijarskie wydawnictwa warszawskie i krakowskie), także tabularium (archiwum) z rękopiśmiennymi kronikami uczelni, rejestrami uczniów na przestrzeni istnienia szkoły, księgami zmarłych pijarów — wykładowców uczelni oraz bogatą dokumentacją związaną z funkcjonowaniem konwentu i kolegium. Posiadała także własny teatr misteryjny (gdzie aktor wcielał się w postacie biblijne), wystawiający wpierw przedstawienia po łacinie, zaś w następnym XVII stuleciu już w języku polskim. W klasztornych korytarzach i refektarzu (którego plafon ozdobiono freskami o motywach biblijnych) umieszczono galerię malarskich portretów niektórych papieży, podolinieckich pijarów oraz cykl obrazów przedstawiających sceny z życia założyciela domu, św. Józefa Kalasancjusza. Znaleźć można też informacje o znajdujących się w tej kolekcji konterfektach polskich królów.



Starostwo spiskie w rękach Węgier
Przełomową i tragiczną zarazem dla szkoły datą jest rok 1769, kiedy to trzy lata przed pierwszym rozbiorem Polski cesarzowa austriacka Maria Teresa wcieliła do Węgier starostwo spiskie. Kolegium zaczęło więc tracić charakter polskiej uczelni, tym bardziej, że w 1787 kuratelę nad nim odebrano polskim pijarom, zaś polski język wykładowy zastąpiono niemieckim, a później … (sic!) łaciną. Szkoła zaczęła podupadać, jednakże jako polskie pijarskie kolegium dotrwała do 1848. W niespełna dwadzieścia lat później objęli je pijarzy węgierscy rugujący polskość Spisza na rzecz coraz silniejszej jego madziaryzacji. Mimo to jeszcze w drugiej połowie XIX wieku Polacy stanowili liczną grupę wśród podolinieckich uczniów, jednakże ich nazwiska były zapisywane zgodnie z fonetyką słowacką w węgierskiej ortografii. W szkole panował już zresztą wszechwładnie język węgierski, w tym też języku sporządzano szkolne dokumenty.
Także spisy ludności tamtego czasu na Spiszu nie uwzględniały polskiej narodowości, zaliczając ją do miejscowego słowackiego żywiołu. Wobec tego w czasach zaborów zdecydowanie mniej Polaków przybywało do podolinieckiej szkoły, a kształcili się tu jedynie pochodzący z nieodległych galicyjskich stron: sądecczyzny, nowotarszczyzny i dalszego Podhala, jak Józef Stolarczyk (1816-1893), pochodzący z Wysokiej pod Jordanowem przyszły pierwszy proboszcz zakopiańskiej parafii. Faktycznej likwidacji uległa dawna szkolna biblioteka i archiwum, zaś wędrujący w 1871 po niegdysiejszym starostwie spiskim Walery Eliasz nie odnalazł już tam portretów władców Polski, a jedynie wizerunki niektórych znaczniejszych pijarów. Ta z ducha węgierska szkoła trwała do 1919 — rok ten kończy więc ponad dwustupiećdziesięcioletni okres działalności podolinieckiej pijarskiej uczelni.

W granicach Czechosłowacji
Po 1. wojnie światowej, w niepodległej Czechosłowacji, dopełniło się zniszczenie pozostałości po dawnym pijarskim kolegium. Pijarzy opuścili Podoliniec, zaś pozostałe wyposażenie oraz archiwalia i biblioteka zostały rozproszone poprzez wywiezienie, m. in. do Budapesztu czy do klasztoru św. Jura na Słowacji. W opustoszałych budynkach klasztornych urządzono koszary wojskowe. Następnie ten popijarski zespół przejęli redemptoryści, którzy z czasem (drogą zakupu od pijarów) stali się oficjalnymi jego właścicielami. Po II światowej wojnie komunistyczne władze czechosłowackie urządziły tam (w latach 1950-51) obóz koncentracyjny dla zakonników i księży zwiezionych z całej Słowacji. Obecnie do podolinieckiego klasztoru powrócili prawowici właściciele — redemptoryści, którzy odremontowali kościół i część zajmowanego na swe potrzeby popijarskiego konwentu. W pozostałych jego skrzydłach znalazły pomieszczenie miejscowe placówki oświatowe.

Co dziś można zobaczyć w miasteczku
W dzisiejszym Podolińcu, mimo nieprzychylnego losu, który stał się udziałem całego miasteczka, ale przede wszystkim dawnego pijarskiego konwiktu, napotkamy mimo wszystko wiele śladów poprzedniej świetności. Zachował się dawny, średniowieczny układ urbanistyczny miasta z rynkiem okolonym starą, malowniczą mieszczańską zabudową. Wśród zachowanych historycznych obiektów odnajdziemy popijarski klasztorny zespół wraz z kościołem. Ta jednonawowa świątynia o cennym barokowym wyposażeniu zachowała w głównym ołtarzu dużych rozmiarów płótno przedstawiające scenę wskrzeszenia Piotrowina przez św. Stanisława. Dzieło to, noszące datę 1688, pochodzi z krakowskiej szkoły Tomasza Dolabelli. Jest ilustracją legendy o Piotrowinie, zapisanej w Żywocie św. Stanisława. Według niej, biskup krakowski św. Stanisław ze Szczepanowa nabył dla biskupstwa od zwanego Piotrowinem Piotra Strzemieńczyka pewien obszar ziemi. Jednakże po śmierci Piotrowina jego następcy zakwestionowali transakcję i zażądali zwrotu dóbr. Biskup Stanisław przedstawił sprawę przed sądem, niemniej nie uznano jego prawdomówności. Wobec tego biskup polecił otworzyć grób i wskrzesił Piotrowina, aby mógł potwierdzić, że biskup wszedł w posiadanie ziemi w sposób uczciwy. Na obrazie tym, prócz biskupa Stanisława i przywracanego do życia Piotrowina można zauważyć wśród zebranych także fundatora konwentu — Stanisława Lubomirskiego i jego syna Jerzego Sebastiana.
 Także inny ważny obiekt przeszłości zachował się w Podolińcu, a mianowicie kościół farny, pochodzący jeszcze z końca XIII stulecia. Często przebudowywany, zachował nadaną mu w wieku następnym gotycką formę, zaś w swym wnętrzu mieści interesującą czternastowieczną polichromię (prezbiterium) oraz cenne barokowe ołtarze. Można w nich odnaleźć ślady dawnych związków miasta z Polską, jak na przykład herb Śreniawa Lubomirskich w ołtarzu głównym czy w jednym z ołtarzy bocznych portret św. Kingi (Kunegundy), żony księcia Bolesława Wstydliwego.
Należy też wspomnieć o zachowanej do dziś, a pamiętającej średniowieczne czasy cmentarnej kaplicy św. Anny (na obrzeżach miasta), której zabytkowe wyposażenie jako dawnego kościółka można nadal podziwiać.
Nie zachował się natomiast podoliniecki zamek (którego ruiny rozebrano ostatecznie w wieku XIX) i jedynie resztki murów obronnych świadczą o dawnej pozycji miasta jako ośrodka ufortyfikowanego. Znikła także jego różnorodność etniczno-kulturowa, gdy potomkowie niemieckich kolonistów opuścili z końcem II wojny Spisz, podobnie jak Madziarzy, którzy wyjechali do swej węgierskiej ojczyzny. Zatracił się wreszcie silny jeszcze na początku XX wieku, bo stanowiący ponad jedną trzecią liczby mieszkańców, żywioł polski, coraz skuteczniej ulegający słowakizacji.
Próżno też szukać w dawnych murach kolegium jego poprzedniego bogatego wyposażenia. Uległo ono w najlepszym razie rozproszeniu, ale także niestety i w znacznej części rozgrabieniu oraz bezpowrotnemu zniszczeniu nie tylko w schyłkowym okresie działalności szkoły, ale przede wszystkim z chwilą jej likwidacji i wywózek popijarskiego dobytku. Tak więc poszczególne obiekty czy większe zespoły archiwaliów z podolinieckich zbiorów można napotkać dziś i w Budapeszcie, i w Prewidzy czy Starej Lubowli (Słowacja), wreszcie w Krakowie i Nowym Sączu. Tam to na stronach tytułowych odszukanych starodruków nierzadko odczytamy półwyblakłą atramentową odręczną wzmiankę: Biblioteca Podolinensis Scholar Piar., nadal dotykalny ślad niegdysiejszego istnienia podolinieckiego kolegium.

 ***
Podążanie szlakiem dziejów kresowych szkół i miast, w których działały, skłania ku szerszej refleksji nad panującym w dawnej Rzeczypospolitej społeczno-politycznym klimatem, który sprzyjał powstaniu uczelni w Krożach, Krzemieńcu i Podolińcu, starających się już wówczas krzewić nie tylko wiedzę, ale też prawdziwie europejską świadomość zasadzoną na chrześcijańskiej tradycji.
Dzieje tych szkół pokazują, jak trudno budować, i jednocześnie, jak łatwo niweczyć gmach wartości uniwersalnych.
  Jan Skłodowski  

Tekst w nieco zmienionej wersji był drukowany w: „Nasza Rota”, Kwartalnik dla środowisk polskich i polonijnych
 w świecie, 2012, Nr 3