Facebook
Bunt Młodych Duchem
Książki polecane:
Licznik odwiedzin:
Dzisiaj: 91
W tym miesiącu: 1139
W tym roku: 34659
Ogólnie: 344952

Od dnia 21-09-2006

Bunt Młodych Duchem

Ochrona przyrody to patriotyzm

Autor: Zbigniew T. Wierzbicki
03-02-2015

Dlaczego ochrona przyrody?
Początek lat 80. XX wieku. Trwa wielki karnawał „Solidarności”. Niesieni falą aktywności i entuzjazmu zaczynamy — w grupie naukowców — coraz głośniej mówić o potrzebie stworzenia organizacji, która zajmie się ochroną przyrody przed skutkami wszechobecnej industrializacji. Widzimy postępujące niszczenie środowiska, dostrzegamy także przyszłe zagrożenia płynące z uprzemysłowienia „za wszelką cenę”. Czujemy pilną potrzebę podjęcia dyskursu z technokratycznym podejściem do gospodarki, reprezentowanym przez ówczesnych decydentów.
Nasze spotkania, najpierw niesformalizowane, później odbywające się w ramach Polskiego Klubu Ekologicznego, miały miejsce w Krakowie i Warszawie. Szczególnie pierwsze z wymienionych miast może pochwalić się bogatymi tradycjami sięgającymi okresu zaborów, kiedy obok Lwowa było głównym matecznikiem rodzącej się świadomości ekologicznej.
Gospodarka — tak, ale nie kosztem przyrody
Nasze myślenie o środowisku miało silne podłoże patriotyczne. Dzisiaj ten aspekt jest mniej podkreślany. Jednak ponad trzydzieści lat temu mieliśmy poczucie obowiązku występowania przeciwko polityce, która, zgodnie w wytycznymi kolejnych plenów i zjazdów partii dbała o rozwój Polski, koncentrując się na przemyśle i tylko bardzo wybiórczo na innych aspektach rozwoju. Wprawdzie zapewniano „ludziom dobrej roboty” godziwy wypoczynek w ramach wczasów pracowniczych, w atrakcyjnych lokalizacjach, ale było to często przyczyną niszczenia przyrody i degradacji polskiego krajobrazu, stanowiącego przecież ważny element samoświadomości narodowej.
Wiedzieliśmy również, że spadek jakości powietrza, gleby i wody prowadzi do pogorszenia stanu zdrowia Polaków, czego nie zrekompensuje im dwutygodniowy wyjazd do ośrodka w jeszcze wówczas w miarę niezniszczonych Tatrach. Wszystko to powodowało, że choć rozumieliśmy potrzebę budowy silnej gospodarczo Polski, nie mogliśmy zgodzić się na sposób, w jaki idea ta była realizowana. W tym podejściu pierwiastek patriotyzmu miał duże znaczenie, co różniło nas od podobnych organizacji funkcjonujących w kraju, jak również poza jego granicami. Do patriotyzmu przywiązywaliśmy olbrzymią wagę, a szeroko rozumianą ochronę przyrody utożsamialiśmy z myśleniem o przyszłości Polski.
Edukacja — bo przyrodę trzeba rozumieć
Kluczową rolę w naszym rozumieniu ochrony przyrody odgrywał aspekt edukacyjny. Wierzyliśmy lub bardzo chcieliśmy wierzyć, że bezsensowne — z naszego punktu widzenia — inwestycje i działania to rezultat braku wiedzy; po prostu — nie mając odpowiedniego wykształcenia i przygotowania, nie można spojrzeć na problem całościowo. Dlatego w podjętej debacie, zarówno z przedstawicielami władz, jak i podczas spotkań z mediami czy zwykłymi ludźmi, opieraliśmy nasze opinie, tam gdzie tylko było to możliwe, na faktach i liczbach, czyli twardej wiedzy.
Jedną z silnych tendencji, które przejawiały ówczesne władze, było udostępnianie szerokiej rzeszy turystów największych pereł polskiej przyrody: Puszczy Białowieskiej, Bieszczad czy Tatr Wysokich. Odwoływano się do wzorców płynących z Zachodu, toteż cierpliwie tłumaczyliśmy, że nie jesteśmy Austrią, której prawie 70% powierzchni stanowią góry. Tatry Wysokie to zaledwie ok. 30 km2 terenu, a Polaków jest ponad 30 mln i dość łatwo można sobie wyobrazić konsekwencje stworzenia z Tatr jednego wielkiego zabudowanego ośrodka turystycznego. Pokazywaliśmy, że knieje Puszczy Białowieskiej czy połoniny bieszczadzkie nie mogą stać się deptakami. Uzmysławialiśmy, że każde kolejne schronisko to nie tylko zniszczenia związane z jego budową, ale również z doprowadzeniem czy stworzeniem bogatej infrastruktury. Tłumaczyliśmy, że nie wszędzie musi być możliwość dojechania samochodem, nie każdy stok musi być jednocześnie trasą dla narciarzy i nie zawsze ośrodek wypoczynkowy musi mieć piękny widok z okien czy być położony tuż nad brzegiem jeziora.

Trudna rola obrońcy przyrody
Wdając się w dyskusje z „obowiązującym paradygmatem industrializacji”, mówiąc głośno o rzeczach, o których wtedy nawet nie myślano, narażaliśmy się na wytykanie palcami, a nasze poglądy były często dezawuowane, w skrajnych zaś przypadkach spotykały nas różnego rodzaju ataki i utrudnienia związane choćby z pracą zawodową. Było to szczególnie bolesne, gdy niezasłużona krytyka spotykała nas ze strony ówczesnych oficjalnych „obrońców przyrody”. Mój status „wolnego strzelca” zapewniał mi pewien komfort, ale niektórzy z nas, np. prof. Stefan Kozłowski, musieli toczyć niełatwe boje w miejscu swojego zatrudnienia.
Kim byliśmy? Przede wszystkim ideowcami. Nasze publikacje często finansowaliśmy ze środków własnych. I nie były to inwestycje biznesowe, które muszą się szybko zwrócić, ale często inwestycja w daleką przyszłość. Wierzyliśmy w misyjny charakter naszej działalności i właśnie ta wiara wznosiła nas ponad podziały partyjne czy światopoglądowe. Przykładem może być lekarz Włodzimierz Marcinkowski z Krakowa, który choć był członkiem PZPR, ramię w ramię walczył z nami o ochronę dziedzictwa naszej przyrody. A jego kontakty wielokrotnie zwiększały efektywność naszych działań.
Wspomniany wcześniej prof. Kozłowski wspierał nas w zakresie zagadnień związanych z geologią. Nieocenione było również wsparcie ze strony prof. Juliana Aleksandrowicza z Krakowa, którego wykształcenie medyczne było wykorzystywane przez nas podczas dyskusji, w których odwoływaliśmy się do aspektów zdrowotnych. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że jego badania dotyczące zależności pomiędzy zanieczyszczeniem atmosfery a skażeniem gleby, w konsekwencji także i żywności, doprowadziły do zamknięcia Zakładu Elektrolizy w Hucie Skawina.
Co ciekawe, kiedy niemal dekadę później zasiadaliśmy do „podstolika ekologicznego” działającego w ramach Okrągłego Stołu, linie podziału również nie wynikały z opcji politycznych. Były raczej wynikiem różnic w rozumieniu potrzeby samoograniczenia w rozwoju pewnych gałęzi gospodarki. Dlatego nie wszyscy dostrzegali konieczność wprowadzenia regulacji, mających na celu ochronę środowiska przyrodniczego, a w naszym rozumieniu — również społecznego.

Czasy nowe, ale wyzwania ekologiczne  takie same
Dzisiaj cieszy mnie to, że idee, które nam wtedy towarzyszyły, są obecne w działaniach organizacji ekologicznych, i że nadal jest wielu ideowych społeczników, którzy wierzą w to, co robią. Wierzą w sens działań i dostrzegają w tym swoją misję.
Czyste powietrze i czysta woda to podstawa dobrostanu społeczeństwa. Takie sformułowanie może wydawać się trywialne i często przez swoją oczywistość bywa lekceważone. Pomija się je zwłaszcza wówczas, gdy pokusa korzyści finansowych, płynących choćby z budowy kolejnego ośrodka turystycznego, często jest decydująca. Wybudowanie kolejnego wyciągu, w tak bliskich nam wszystkim Tatrach, to nieuchronna degradacja otoczenia przyrodniczego i w rezultacie odpływ turystów. Zatem, choć można liczyć na pewne profity w krótkim okresie, to długofalowe myślenie powinno tego rodzaju inwestycje ograniczyć lub nawet wykluczać.
Dlatego najważniejszym elementem działań proekologicznych, podobnie jak przed trzydziestoma laty, jest edukacja. Człowiek właściwie sozo-ekologicznie wykształcony będzie dążył do zachowania równowagi pomiędzy wytworami cywilizacji i otaczającą go przyrodą, dzięki której może żyć i rozwijać się w zdrowiu fizycznym i psychicznym, a przed niszczeniem środowiska będzie chroniła go świadomość, że ludzie stanowią jedność ze swoim naturalnym otoczeniem. Im bardziej zanieczyszczamy środowisko, w którym żyjemy, tym mniejsze mamy szanse na utrzymanie zdrowia fizycznego i psychicznego. Dlatego konieczne jest wprowadzenie do systemu naszej edukacji przedmiotu poświęconego ochronie przyrody. Powinniśmy traktować to jako obowiązek narodowy dotyczący nas wszystkich.
Przyrody się nie ujarzmia — z przyrodą trzeba współpracować. Można z niej korzystać, ale przede wszystkim trzeba ją chronić. Dla naszego wspólnego dobra.

Prof. dr hab. Zbigniew T. Wierzbicki - ur. w 1919 r., socjolog, specjalizujący się w polityce społecznej oraz socjologii wsi; aktywny w zakresie ochrony środowiska, autor wielu prac; uczestnik obrad Okrągłego Stołu w "podstoliku ekologicznym"; wykładał m.in. w niezależnym Towarzystwie Kursów Naukowych (od 1978); prof. Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu (1883-1992) i Akademii Humanistycznej w Pułtusku; autor książki "Sozoekologia społeczna", UMK, Toruń-Warszawa 2008. Redaktor naczelny  „Buntu Młodych Duchem”