Facebook
Bunt Młodych Duchem
Książki polecane:
Licznik odwiedzin:
Dzisiaj: 89
W tym miesiącu: 1137
W tym roku: 34657
Ogólnie: 344950

Od dnia 21-09-2006

Bunt Młodych Duchem

Dworek Kościuszki w Mereczowszczyźnie na Polesiu

Autor: Dorota Giebułtowicz
23-05-2015

Drewniany dworek w Mereczowszczyźnie w parafii Kossów w powiecie słonimskim kojarzy się z dworem Macieja w zaścianku Dobrzyńskich z „Pana Tadeusza”. Bo zapewne niegdyś wyglądał inaczej:


„Wszystko nadzwyczaj stare, zgniłe; domu dachy 
Świeciły się jak gdyby od zielonej blachy,
Od mchu i trawy, która buja jak na łące.
Po strzechach gumien niby ogrody wiszące... (...)


A dawniej był obronny! Pełno wszędzie śladów,
Że wielkich i że częstych doznawał napadów. (...)


Kto by uważał z bliska lamus, spichrz i chatę,
Ujrzy ściany od ziemi do szczytu pstrokate
Niby rojem owadów czarnych: w każdej plamie
Siedzi we środku kula jak trzmiel w ziemnej jamie.” 



Majątek należał niegdyś do Sapiehów, ojciec Kościuszki wydzierżawił folwark leżący wśród moczarów poleskich i osiadł tutaj na stałe. Kościuszkowie należeli do drobnej szlachty pochodzenia białoruskiego; pisali się Kostiuszko, od Konstantego, Kostki, protoplasty rodu.



Tadeusz urodził się tutaj w roku 1746 jako najmłodszy z czworga rodzeństwa: „miał nie więcej jak lat siedem, gdy przy karabeli dosiadał już konia i co dzień musiał dla wprawy w robieniu bronią bić się na kije krajką okręcone” – wspomina Jan Duklan Ochocki w „Pamiętniku” z 1857 r.
Później były szkoły pijarów, dzięki protekcji Adama Czartoryskiego – studia w Paryżu architektury militarnej i artylerii, ale także rysunku w Akademii Malarstwa. Miłość do Ludwiki Sosnowskiej została niespełniona, bo dla jej ojca, wojewody smoleńskiego, Kościuszko był hołyszem.


Zamiast majątku przyszła sława bojownika o wolność Stanów Zjednoczonych, budowniczego największej twierdzy amerykańskiej w West Point, odznaczenia, awanse, przyjaźń z ówczesnym wiceprezydentem Tomaszem Jeffersonem, a po powrocie do kraju – tytuł Naczelnika insurekcji z 1794 r. Sam bóg wojny – Napoleon zwrócił się do niego o wsparcie swoim autorytetem wojny z Rosją.


U schyłku życia spotykamy go znów na wsi – tym razem we Francji: „Wtem nadchodzi staruszek niskiego wzrostu, siwizną głowy ozdobiony, w kapocie, czyli wołoszce szarej polskiej z pętlicami” – takim ujrzeli go żołnierze Legionów Polskich powracający z moskiewskiej kampanii w 1814 r.


„Zwykli byli Dobrzyńscy żyć o łatwym chlebie
Teraz zmuszeni sami pracować na siebie
Jako zaciężne chłopstwo! tylko że siermięgi 
Nie noszą, lecz kapoty białe w czarne pręgi...”


Taka to była szlachta szaraczkowa!


Dorota Giebułtowicz


-----------------------


Spotkanie żołnierzy napoleońskich z Tadeuszem Kościuszką
(fragmenty książki Józefa Grabowskiego, „Pamiętniki wojskowe 1812-1814”)


Pewnego dnia, gdy nasi ludzie ze szwoleżerami gwardii poszli na szukanie owsa i siana, zaszli do wsi Berville, leżącej niedaleko od Fontainebleau. Tam, w jednej ze stodół zastawszy siano, zabrali się do pakowania go na konie. Wtem nadchodzi staruszek niskiego wzrostu, siwizną głowy ozdobiony, w kapocie, czyli wołoszce szarej polskiej z pętlicami. Prowadzi go dwoje dzieci, które niemal go ciągnęły do stodoły, w której nasi ludzie siano brali. Po chwili, gdy staruszek usłyszał, że po polsku mówią, odezwał się do nich także po polsku, wzywając ich, by siana tego nie brali. Że to jest cały majątek biednych ludzi, że tu byli już Kozacy i zlitowali się nad nimi, i zostawili siano, a tym bardziej rodacy, jak słyszy, nie zechcą mu tego smutku robić.
Zastanowili się nasi, a jeden z nich się odzywa:
— A któż pan jesteś?
— Jestem generał Kościuszko — odpowiada staruszek.
Na to oni czapki uchylili z uszanowaniem, a mój sługa, który był śmielszy, odzywa się:
— Lecz Jaśnie Oświecony Generale, nasze konie są bez paszy, nie możemy wracać bez furażu!
— Znajdziecie go gdzie indziej, moje dzieci, lecz nie bierzcie w tej wsi, gdzie mi dali przytułek i gdzie mieszkam — odrzekł Kościuszko.
— A to niech nam Jaśnie Oświecony Generał wskaże, gdzie jest furaż gdzie indziej!
— Tego nie mogę zrobić, bo i zresztą nie wiem — mówi Kościuszko.
Żołnierze jednak na siebie wejrzawszy, jednocześnie siano z koni zrzucili, chcąc próżno odjechać. Kościuszko ich wtedy do siebie zaprosił i przed swym domem winem poczęstował.


Gdy nasi ludzie powrócili do Fontainebleau, zaraz nam to opowiedzieli. Generał Krasiński zebrał oficerów i oświadczył im, że należałoby odwiedzić generała Kościuszkę, który tak blisko mieszka. Przystali na to wszyscy i w licznym orszaku — oficerowie oraz szwadron ułanów gwardii — pojechaliśmy do Berville.
General Krasiński przemówił do Kościuszki czule i nawet wymownie, prezentował mu kolejno wszystkich oficerów. Gdy Kościuszko nazwisko jakie sobie przypomniał, nadmieniał, że znał ojca lub dziada.
Był z nami podpułkownik Madaliński z pułku ułanów Księstwa Warszawskiego. Na to imię Kościuszko się czule rozrzewnił.
— Ach! — rzecze — znałem twego ojca, był to prawy Polak i odważny żołnierz.
Podpułkownik Madaliński pokazał mu pierścień, który Kościuszko ojcu jego dał podczas insurekcji 1794 r. Uściskał go Kościuszko serdecznie i nas wszystkich kolejno. Zapłakany był i rozrzewniony wielce, tak jak i my wszyscy. Widać było, że staruszek prawie w dzieciństwie był, bo tylko płakał i mało co mógł mówić. Nie dziw, jeżeli sobie przypomniał ojczyznę i wszelkie nasze klęski! Odjechaliśmy rozrzewnieni i dzień ten głęboko się wrył w nasze serca i pamięć.”


J. Grabowski, oficer sztabu Napoleona, „Pamiętniki wojskowe 1812-1814”, Oficyna Wydawnicza „Mówią Wieki”, Warszawa 2004, s. 168-169.