Facebook
Bunt Młodych Duchem
Książki polecane:
Licznik odwiedzin:
Dzisiaj: 72
W tym miesiącu: 1120
W tym roku: 34640
Ogólnie: 344933

Od dnia 21-09-2006

Bunt Młodych Duchem

Żegnając Borysa Niemcowa…

Autor: Aleksandr Zorin
23-05-2015

Czy coś jest w stanie zmienić okrutny porządek życia w naszym kraju?
Wielu ludzi jest zdania, że nazajutrz po zabójstwie Niemcowa obudziliśmy się w innym kraju. W tym samym, w tym samym kraju się obudziliśmy! Czyżby terror dopiero co się zaczął? Łańcuch zabójstw polityków, dziennikarzy, działaczy społecznych…
Znamy tylko głośne nazwiska. A ileż ofiar zatłuczono i utopiono w wychodku1 fikcyjnych śledztw na prowincji? Ilu niewinnie skazanych, w tym schwytanych w bandyckich napadach — setki tysięcy! A naród, pokryty wrzodami wojen w Mołdawii, Gruzji, Abchazji, Czeczenii, na Ukrainie… A 75 lat sowieckiego terroru, kiedy 250 milionów współobywateli leżało pod czołgami, nie śmiąc nie tylko pisnąć słowa, ale nawet się poruszyć?
Można sięgnąć i dalej, przed 1917, kiedy Rosja była „żandarmem Europy”, a w polityce wewnętrznej kierowała się prawem „trzymać i nie puszczać”. Doprowadziło to do wybuchu rewolucji; naród, zdawałoby się, „dojrzał” i wsunął szyję w jeszcze cięższe chomąto. Jak widać, rewolucje w Rosji szczęścia nie przynoszą. Nawet na odwrót… Co, w takim razie, może ostatecznie zmienić ten bestialski porządek? Niemcow uważał: tylko uczciwa większość parlamentarna, tylko dostęp do słowa prawdy.
1 marca. Marsz żałobny. Zwarte, milczące szeregi. Gdzieniegdzie słychać polityczne slogany, w rodzaju „Rosja będzie wolnym krajem”. Nie są jednak podchwytywane przez idących, jak to się nieraz zdarzało. Atmosfera smutku, pochmurny dzień. Niewielkie i oszczędne pod względem treści plakaty: „Brak słów”, „Nie boję się”, „Bohaterowie nie umierają”. „Bóg widzi wszystko”. I oto mignął, na białym papierze, skierowany, można domyślić się do kogo, zduszony okrzyk: „Wszystko ci wybaczymy, odejdź, na Boga”. Łańcuch kobiet trzymających w dłoniach transparent „Nie ma takiej tajemnicy, która nie wyszłaby na jaw“ (Mk. 4,22).2 U innych w rękach „Błogosławieni cierpiący za prawdę, do nich należy Królestwo Niebieskie”3 (Mt. 5.10). W przeddzień, w sobotę, widziałem w miejscu zabójstwa, w morzu kwiatów i płonących świec dwie-trzy ikonki — Zbawiciel, Matka Boża… Nieśmiałe znaki Bożej obecności w potoku ludzi pogrążonych w żalu.
Ojciec z synkiem na ramionach, drugiego trzyma za rękę. Matka z maluchem w nosidełku. Młodzi z wózkiem, na jego budce powiewają trójkolorowe wstążki. Słodko śpi w wózku przyszła Rosja. Nie wiedząc, czy będzie wolna…
52 tysiące moskwian, jeśli wierzyć licznikom bramek, zareagowały na zabójstwo. 0,5 % całej społeczności stolicy. We Francji, po zastrzeleniu dziennikarzy redakcji „Charlie Hebdo”, na ulice wyszedł prawie cały Paryż. Zastraszająca różnica…
W ciągu tych dni ani razu nie słyszałem nazwiska ofiary, która padła na początku jawnego terroru. Mówiono o Listiewie, Holodowie… Nie wspomniano o ojcu Aleksandrze Mieniu4. A przecież od niego zaczęła się historia nowej Rosji. Ściślej rzecz biorąc — jej prehistoria, ponieważ został on zamordowany w przeddzień planowanego puczu. W 90. się nie udało, powiodło się za to w 91. Zabójstwo Mienia było akcją polityczną. Bez względu na starania „kompetentnych organów” zmierzających do obalenia tej teorii i zamydlenia oczu mającym kłopoty z pamięcią współobywatelom. Ojciec Aleksander mówił, że Ewangelia to najbardziej rewolucyjna z ksiąg. Rządzący bali się jej bardziej niż bomby atomowej. Słowo Boże reformuje ludzką duszę, a co za tym idzie, i społeczeństwo. Bez duchowej przemiany, bez wewnętrznego sprzeciwu wobec zła, reformy zewnętrzne znaczą niewiele.
Można spotkać się z zarzutem: póki w tobie będzie zachodzić wewnętrzna przemiana, siły zła rozszarpią cię na kawałki. Być może. Działo się tak w pierwszych wiekach chrześcijaństwa i później, w czasie Reformacji. Każde zwycięstwo nad złem tego świata okupuje się krwią. Jednak chrześcijanie zdobyli prawa obywatelskie. Prawo Boże przetrwało i na nim została zbudowana cywilizacja Europy. Dzisiaj, jak widzimy, inaczej reaguje ona na przejawy terroru.
W najnowszej historii również zdarzały się przypadki skrajnej konfrontacji. W Meksyku w 1926 roku przeciw bezbożnej władzy wystąpiły 23 tysiące ochotników katolików-kristeros. Walczyli pod hasłem „Chwała Chrystusowi-Panu”. Władze zmuszone były pójść na duże ustępstwa.
Pod muzeum Sacharowa przyszły pożegnać Niemcowa tysiące ludzi. Kolejka zaczynała się od stacji metra „Czkałowskaja”… Po dwóch i pół godzinie podeszliśmy do trumny. Idąca obok starsza kobieta, rzeczowo i, powiedziałbym, z satysfakcją urągała władzy. Geograf z wykształcenia, całe życie pracowała na uniwersytecie, świetnie zna się na procesach tektonicznych i uskokach skorupy ziemskiej. „Nasi niepiśmienni specjaliści od wydobycia, trójkowi uczniowie, pompują ropę we wschodniej Syberii, w przybrzeżnych rejonach mórz północy i szybko przekształcą je w bezkresne błota”. Inna, nieco młodsza, zgadzając się z przedmówczynią: „Przecież radziecka władza rozpoczęła rządy od wytępienia specjalistów. Lenin wykarczował kwiat narodu, i, jak pamiętacie, wysłał na „okręcie filozofów”5 poza granice Rosji. A tych, którzy zostali, dobijali już jego następcy” — „Już Lenina nie ruszajcie, mądry polityk…” — „Mądry… pierwsze, co zrobił, to podporządkował sobie Cerkiew, wartości chrześcijańskie nazywał nie inaczej jak nekrofilią”… „A mnie się chce plunąć na wasze chrześcijańskie wartości! Co, nie widać, jak księża Putinowi przyklaskują?!”
Do rozmowy włączyli się inni. Wspomnieli i o wąsaczu: „Stalin przynajmniej coś robił, budował przemysł, a ten…” — „Budował na fundamencie Gułagu, miliony ludzkich istnień pod ten fundament położył” — „Putin, skądinąd, za chrześcijanina się nie uważa. Kiedy go pytają, czy wierzy w Boga, odpowiada, że wierzy w ludzi. I tu trzeba mu oddać sprawiedliwość.” — „Tak, wierzy w ludzi, podobnych do niego samego, towarzyszy broni oddziału pacyfikacyjnego”. Starsza kobieta znowu zwróciła się do mnie „Proszę nie myśleć, że jestem komunistką, dla mnie czy Putin, czy Ziuganow, czy wasz Patriarcha… Jak to było u Puszkina: „Jelitem ostatniego popa ostatniego cara udusimy.” „To się tylko Puszkinowi przypisuje — sprzeciwiłem się cicho — te wiersze pochodzą z epoki rewolucji francuskiej”. Zbliżyliśmy się właśnie do Centrum Sacharowa i głosy umilkły.


Trzeba by wspomnieć o jeszcze jednym zdarzeniu tych bolesnych dni. W niedzielę, drugiego dnia po zabójstwie, kiedy ludzie wrócili z marszu żałobnego, NTV zaprosił wszystkich na show „Kobiety Borysa Niemcowa”. Licząc na to, że telewizję oglądają również ci, którzy są w tych dniach w żałobie. Zadzwonił do mnie przyjaciel, z którym dopiero co rozstałem się po marszu. „Widziałeś to?” — powiedział. Na podium wychodziły kobiety w różnym wieku, o różnej aparycji. Wiele z nich mówiło o magicznym wręcz uroku byłego kochanka. Żadna nie mogła mu się oprzeć. Miał prawo do niestandardowych relacji z kobietami. Żony, przyjaciółki, kochanki, liczne dzieci — wszyscy oni, pozbawieni zazdrości, przyjaźnili się ze sobą, zadowalając się uwagą, jaką ich otaczał. Prowadzący Leonid Zakoszanski upajał się własnym głosem i ustami swoich gości rysował postać supermena, seksualnego atlety. Ktoś nazwał Niemcowa „symbolem seksu w polityce”. Potem szczegółowo, z udziałem adwokatów, roztrząsali sprawy spadkowe. Ile, co i komu przypadnie. Nieprzyzwoity, nieludzki brak dyskrecji, za to z pełnym przyzwoleniem władzy.
Słowem, telewizja stanęła na wysokości zadania. NTV w umiejętny sposób skompromitowała i „umoczyła” polityka. Potańczyli sobie na ciele, jeszcze nie pogrzebanym, jeszcze nie ostygłym.
Duchowny Aleksander Mień niedługo przed śmiercią pisał: „Przeraża mnie inercja. Istnieje inercja fizyczna, biologiczna (w świecie przyrody inercja w ogóle posiada kolosalną siłę). Jest również inercja psychiczna, społeczna. Przez dziesięciolecia ciężkie ciosy spadały na życie, wiarę, świadomość ludzi, okaleczone zostały całe pokolenia. I w jednej chwili, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, uleczyć się ich nie da. Dowodem na to jest uparte odrzucanie prawdy o naszej przeszłości. (…). Ludzie traktują transformację jako swego rodzaju panaceum, niewymagające od nich prawdziwego wysiłku… a o tym, że dom rozwalony, po wybuchu, okradziony, czyżbyśmy o tym zapomnieli? (…) Nie chcą wiedzieć, że również dom naszej Cerkwi był rozgrabiony, rozorany, poniżony, że wyludnił się na długi czas. Często się u nas mówiło o skutkach wojny, głodu — podczas gdy my doświadczamy konsekwencji kolosalnej historycznej patologii. Do dziś są one obecne w duszach ludzi, w etyce pracy, w rodzinie, w świadomości, na ulicy…”.
Wygląda na to, że restauratorzy obu zniszczonych domów pracowali w przeszłości na swoją korzyść… Ziejące ruiny pozostały ruinami, które dekorowali teatralnymi rekwizytami w milczących przestrzeniach imperium.
Jednak na przekór zamroczonemu widzeniu, tam, na marszu pogrzebowym, wspominałem głos zabitego duchownego: „Dziś, kiedy napięcie w społeczeństwie sięgnęło prawie zenitu, nie chciałbym uchodzić za kogoś, kto ma jeszcze jakieś złudzenia — jestem człowiekiem bez złudzeń, ale wierzę, że Zamysł Boży nie pozwoli nam zginąć, i wszystkich, w których sercu tli się iskra Boża, wzywam do wytrwałości i niepoddawania się przerażeniu i panice: przejdziemy przez wszystkie te etapy, w końcu przejdziemy, jestem o tym głęboko przekonany”.


Aleksander Zorin, Moskwa


Przełożył Maksim Duszkin