Facebook
Bunt Młodych Duchem
Książki polecane:
Licznik odwiedzin:
Dzisiaj: 102
W tym miesiącu: 1150
W tym roku: 34670
Ogólnie: 344963

Od dnia 21-09-2006

Bunt Młodych Duchem

Myśli zwariowanego jasnowidza

Autor: Jan Turnau
01-07-2015


Relacje międzywyznaniowe, dialog ekumeniczny stale mnie obchodzą szczególnie, ale mam też ciągle przekonanie, że głównie mnie. W Polsce innych chrześcijan niestety tak mało, że dla katolików „rzymskich” (są też starokatolicy, zwierzchnictwa papieża nieuznający) tamte sprawy są na dalekim planie.Na bliższym jeżeli jest problem jakiegoś dialogu, to raczej z ludźmi nieprzyznającymi się do żadnego Kościoła czy nawet religii. Pamiętam zatem wciąż, że obiecałem napisać o dialogu na temat papiestwa, ale niech ten temat poczeka jednak jeszcze. Musi tu być również czasem coś „wewnątrzkatolickiego”. Niech będzie dzisiaj o watykańskim synodzie biskupów w sprawach współczesnej rodziny.
Jak niektórym wiadomo, już odbyła się jedna jego sesja jesienią roku ubiegłego, druga będzie w tym roku również jesienią. Tamta też była poprzedzona ankietą, pytaniami do Ludu Bożego, ta zyskała większe zainteresowanie kościelne w Polsce, szczególnie mojego biskupa, kardynała Nycza, który zadbał o jej szerokie przeprowadzenie. Warszawski Klub Inteligencji Katolickiej zajął się tym zadaniem przykładnie, ankietę skierował do wszystkich swoich członków. Odpowiedziałem i ja tak oto.

Poza zwyczajowymi schematami
Na pytania światowego zgromadzenia biskupów mojego Kościoła odpowiadam z radosnym przekonaniem, że wybrało ono właściwą drogę. A to dlatego, że Kościół mój synod ów traktuje jako „wyruszający w drogę”. Otóż to! W tym rzecz, żeby nie rozsiąść się wygodnie w dotychczasowych przekonaniach, [cytuję] w „schematach i perspektywie przyjmowanej przez duszpasterstwo jedynie doktrynalne i czysto aplikacyjne”, by ruszyć z posad bryłę dotychczasowych pewników, aby iść, iść, iść... By w „pracy duszpasterskiej rozpoznawać wolne dzieło Pana, także poza naszymi zwyczajowymi schematami i przyjmować bez zakłopotania warunki «szpitala polowego», co bardzo pomaga w głoszeniu miłosierdzia Bożego”. Zaraz na wstępie synodalnego tekstu mamy sformułowania niezwykle bliskie memu reformatorskiemu sercu.
Synod namawia mnie jednak do oceny działań kościelnych w moim kraju, a ja nie czuję się kompetentny, żeby takiej ogólnej oceny dokonywać. Interesuję się życiem kościelnym jako zwyczajny wierny i jako publicysta zajmujący się tą tematyką zawodowo, brak mi jednak po prostu danych do sprawiedliwej oceny. Moja wiedza na ten temat jest tylko wyrywkowa. Mogę przedstawić jedynie ogólne impresje oraz odpowiedzieć na parę pytań.


Zamiast patriarchatu partnerstwo
Pierwsza ogólna impresja dotyczy przywoływanego w pytaniach synodalnych kontekstu społeczno-kulturowego. Otóż daleki jestem tutaj od tradycyjnego czarnowidztwa. Wydaje mi się, jasnowidzowi, że nie docenia się ewolucji w pojmowaniu roli ojca. Cieszy mnie coraz częstszy widok młodych mężczyzn z dzieckiem na rękach albo w wózku. Patriarchalny model rodziny, w którym ojciec czuł się stworzony do rzeczy wyższych niż przewijanie niemowlaka, wyraźnie odchodzi w przeszłość. Wpływa na to awans społeczny kobiety, jej ambicje zawodowe: dzisiejsza rodzina staje się coraz bardziej partnerska. Urlopy „tacierzyńskie” powoli stają się modne. Oczywiście mnożą się również fakty negatywne, małżeństwa coraz częściej rozpadają się, ale ma przecież rację papież Franciszek, kiedy w swojej adhortacji o radości Ewangelii cytuje sławne zdanie Jana XXIII o „prorokach nieszczęść, głoszących, co najgorsze, tak jakby już był koniec świata”.


Świat dzisiejszy nie sam diabeł
I tutaj moja impresja druga, dotycząca odpowiedzi na społeczną rzeczywistość, którą to odpowiedzią jest właśnie duszpasterstwo. Otóż mam u nas nieodparte wrażenie niemal kościelnej demonizacji tej rzeczywistości, całego dzisiejszego pozakościelnego świata, także polskiego. Świat ów jest w tej optyce najgłębiej zdemoralizowany, wrogi Kościołowi, wrogi Ewangelii. Przy takim nastawieniu niemożliwy jest jakikolwiek dialog, wręcz niemożliwe jest nawiązanie z ludźmi trochę dalszymi od Kościoła jakiegokolwiek ciepłego kontaktu. Pytanie 20. brzmi: „W jaki sposób pomóc w zrozumieniu, że nikt nie jest wyłączony z miłosierdzia Bożego i jak wyrażać tę prawdę w pracy duszpasterskiej Kościoła na rzecz rodzin, w szczególności rodzin zranionych i słabych?” Nie mam oczywiście pełnego obrazu naszego duszpasterstwa, tego, co się dzieje w parafiach, co się mówi z ambon i w konfesjonałach, także w parafialnych kancelariach, wnioskuję raczej z tekstów publikowanych: z niektórych listów pasterskich, z serwisu Katolickiej Agencji Informacyjnej, która różne opinie kościelne upowszechnia, wreszcie z większości prasy katolickiej — i mam wrażenie, jakby Boże miłosierdzie wielu ludzi w ogóle nie dotyczyło. Owszem, mieszkając w Warszawie uprawiam churching, znajduję świątynie, w których głosi się Ewangelię znakomicie, czytam „Tygodnik Powszechny”, „Więź”, „Znak”, „W drodze”, w których bywa podobnie, ale nie są to przecież media o dużym zasięgu. Za mało u nas Franciszka z Argentyny, za mało! Na wszystkie zatem pytania dotyczące sposobu rozmawiania o rodzinie odpowiadam, że trzeba zawsze naśladować tego wielkiego charyzmatyka.


Miej proporcje, duszpasterzu
Pytanie 28. dotyczy „proponowanych kursów przygotowania do życia małżeńskiego”: „W jaki sposób podkreślają one powołanie i misję rodziny zgodnie z wiarą w Jezusa Chrystusa. (...) W jaki sposób należy odnowić je i poprawić?” Wiadomości o tego rodzaju inicjatywach, które do mnie docierają, są wobec nich na ogół bardzo krytyczne, może jednak nie dają pełnego obrazu. Niemniej zwrócę uwagę na to, co o sprawach etyki małżeńskiej pisze w swojej adhortacji papież Franciszek: „W głoszeniu Ewangelii konieczne jest zachowanie należytej proporcji. Można ją rozpoznać w częstotliwości, z jaką porusza się niektóre tematy, oraz w akcentach, jakie się kładzie w przepowiadaniu. Na przykład, jeśli jakiś proboszcz podczas roku liturgicznego mówi dziesięć razy o wstrzemięźliwości, a tylko dwa lub trzy razy o miłosierdziu czy sprawiedliwości, dochodzi do dysproporcji powodującej, że przysłonięte zostają te właśnie cnoty, które powinny być bardziej obecne w przepowiadaniu i w katechezie”. Franciszek mówi tutaj o pracy duszpasterskiej w ogóle, nie o przedmałżeńskich kursach, ale rzecz jest ważna w całym duszpasterstwie rodzin, a szczególnie właśnie w tych konkretnych działaniach. Nie można tam pomijać sprawy regulacji poczęć, ale nie może ona stanowić tematyki naczelnej. Naczelną sprawą powinna być tam po prostu małżeńska miłość wzajemna, a ją trzeba umieszczać w całości orędzia chrześcijańskiego. Orędzia o Bożym miłosierdziu, które — jak powtarza Franciszek z uporem — jest nieskończone. Nie może owo orędzie wyglądać tak: jeżeli stosujecie antykoncepcję, jesteście poza Kościołem i cześć!


Prawosławni tutaj mądrzejsi
Pytanie 38.: „Czy duszpasterstwo sakramentalne wobec osób rozwiedzionych w nowych związkach wymaga dalszego pogłębienia, uwzględniając także praktykę prawosławną i mając na uwadze rozróżnienie obiektywnej sytuacji grzechu i okoliczności łagodzących?” Praktyka prawosławna wydaje mi się o wiele bardziej ewangeliczna niż nasza rzymskokatolicka, pochodząca mentalnie z prawa rzymskiego, jurydyczna, na mój gust czy raczej węch pachnąca przysłowiowymi jezuickimi wykrętami, a będąca równie szeroką jak tamta furtką dla zawarcia nowego pobłogosławionego przez Kościół związku.
Pytanie 39. m.in. o małżeństwa mieszane: napiszę tylko, że powstał po długiej pracy polski międzywyznaniowy dokument i — gdy ten tekst szlifuję — czeka tylko na aprobatę Watykanu. Brawo!


Zadbać o nich z troską
I wreszcie pytanie 40. o homoseksualistów: „W jaki sposób unikając jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji — zadbać z troską o osoby znajdujące się w takiej sytuacji w świetle Ewangelii?” Jedno jest oczywiste: jeśli chcą mieć własne duszpasterstwo, trzeba im je koniecznie zapewnić. Polska wspólnota „Wiara i Tęcza” postarała się z wielkim trudem o duchownego, który by prowadził dla niej jednorazowo rekolekcje, a przecież powinna być taka pomoc stała. Im przecież jest ona potrzebna szczególnie.


Jan Turnau,


Autor jest publicystą „Gazety Wyborczej”