Facebook
Bunt Młodych Duchem
Książki polecane:
Licznik odwiedzin:
Dzisiaj: 67
W tym miesiącu: 363
W tym roku: 15042
Ogólnie: 295940

Od dnia 21-09-2006

Bunt Młodych Duchem

Rzeź Ormian – ważna przestroga historii

Autor: Piotr Lossowski
19-08-2015

Na rzeź Ormian, która ciągnęła się przez czas dłuższy, pragnęlibyśmy spojrzeć nieco szerzej. Napisać — skąd wyniknęła, jaki był jej przebieg, wreszcie jakie miała znaczenie i dlaczego o tamtych wydarzeniach, nie tylko wśród Ormian, wspomnienia są tak żywe jeszcze po stu latach."


Nie tak dawno pisząc o „długim jubileuszu” stulecia I wojny światowej zaznaczyliśmy, iż będziemy do niego jeszcze wracać. Pierwszą okazją stała się rocznica rzezi Ormian, jaka miała miejsce w Turcji w czasie tamtej wojny. Jako symboliczną datę jej przypomnienia ustalono dzień 24 kwietnia 1915 roku, uznając, że wtedy właśnie zapoczątkowane zostało to zbrodnicze działanie. Również w Polsce w setną rocznicę pisano o tym w prasie, dużo audycji było w radiu i telewizji.
Nam przyświeca nieco inny cel. Na rzeź Ormian, która ciągnęła się przez czas dłuższy, pragnęlibyśmy spojrzeć nieco szerzej. Napisać — skąd wyniknęła, jaki był jej przebieg, wreszcie jakie miała znaczenie i dlaczego o tamtych wydarzeniach, nie tylko wśród Ormian, wspomnienia są tak żywe jeszcze po stu latach.
W Małej Azji, na obszarze pomiędzy Morzem Czarnym a wielkim jeziorem Wan od najdawniejszych czasów zamieszkiwali Ormianie, szczycący się swoją starą kulturą i już od III/IV wieku wyznający wiarę chrześcijańską. Później jednak otoczeni zostali przez muzułmanów, ziemie ich stały się częścią imperium otomańskiego. Turcy nie uważali ich za naród, a tylko za chrześcijańską wspólnotę wyznaniową. Byli pozbawieni praw obywatelskich i podlegali restrykcjom wrogich im rządów.
2 listopada 1914 roku Turcja przystąpiła do wojny u boku Niemiec, licząc na rychłe pokonanie Rosji i zajęcie Zakaukazia. Wybuch walk na powstałym froncie turecko-rosyjskim odbił się silnym echem na położeniu Ormian. Obawiali się oni, nie przypadkiem, wszystkiego najgorszego.
Już od pierwszych dni wojny rozpętana została w Turcji zmasowana propaganda. Jej wyznacznikiem stała się kolportowana w tysiącach egzemplarzy odezwa, w której Kalif muzułmanów wezwał ich do „świętej wojny” i zniszczenia wrogów islamu.
Trzymający władzę Młodoturcy uznali, iż tocząca się wojna stwarza okazję do rozwiązania „problemu ormiańskiego”. Poniesiona zimą 1915 roku klęska Turków w bitwie pod Sarykamyszem, stała się dla władz tureckich dopingiem do szybszego działania. Już na przełomie lutego i marca 1915 roku powzięty został plan eksterminacji Ormian.
Pierwszym krokiem było rozbrojenie wszystkich żołnierzy Ormian służących w armii osmańskiej. Utworzono z nich bataliony robocze, które skierowano do najcięższych prac, Jak pisze badacz problemu Tomasz Wituch, wkrótce się okazało, iż rozbrojonych Ormian traktuje się jako więźniów, znajdujących się pod nadzorem wartowników. Wkrótce potem rozpoczęły się egzekucje, przeprowadzane przez członków specjalnej formacji. Przybierały one coraz większe rozmiary, od kul padali żołnierze całych batalionów. Sprawę utrzymywano jednak w ścisłej tajemnicy.


24 kwietnia 1915 r. początek akcji eksterminacyjnej
Następnym działaniem stała się wspomniana akcja z 24 kwietnia 1915 roku. Tego dnia wojsko i policja aresztowały w Stambule około dwóch tysięcy osób stanowiących elitę kulturalną i polityczną społeczności ormiańskiej. Większość zatrzymanych została rozstrzelana. Tego nie udało się już ukryć.
Jednocześnie przygotowywano działania zakrojone na znacznie większą skalę, które ujawniały zamiar zniszczenia całego narodu. Aby tego dokonać, postarano się pozbawić Ormian wszelkiej broni, także myśliwskiej, która była w ich posiadaniu. Akcja odbierania broni stała się okazją i pretekstem do dokonania aresztowań i zabicia wszystkich tych, którzy w danej okolicy mogli się stać przywódcami czynnego oporu.
Marsze śmierci
Całą resztę czekał również straszny los. Wszystkich Ormian wypędzano z ich siedzib i formowano z nich kolumny marszowe, które kierowano na południe ku syryjskiej pustyni. Dużą rolę przy pilnowaniu i eskortowaniu wypędzanych odegrali Kurdowie. Były to oddziały nieregularnej jazdy, które okrążały i poganiały pędzonych.
Tak pomyślaną deportację miały przeprowadzić — pisze Tomasz Wituch — oddziały specjalne w taki sposób, ażeby jak najmniejsza część pędzonych mogła przeżyć. Wygnańców prowadzono pieszo bez żadnego zaopatrzenia w żywność przez najbardziej bezludne okolice. Organizator operacji rządowy minister Talaat pasza pisał w swej instrukcji skierowanej do gubernatorów prowincji, że „Prawo Ormian do życia i pracy na terytorium osmańskim zostało całkowicie zniesione. Rząd, przyjmując w tym względzie całą odpowiedzialność, wydał polecenie nie zostawiania przy życiu nawet niemowląt”.
Nic dziwnego, iż marsze wygnańców przekształcały się w prawdziwe „karawany śmierci”. Tomasz Wituch tak je opisuje: „Pieszy marsz przez setki kilometrów górskich bezdroży lub pustyń, bez zaopatrzenia w żywność i wodę, bez opieki lekarskiej i bez możliwości noclegów pod dachem, wystarczyły całkowicie do zdziesiątkowania kolumn deportacyjnych. Do tego jednak dodać trzeba niezliczone gwałty, którym poddawane były kobiety ze strony eskorty. Ponadto eskorta stale zabijała w drodze, zwłaszcza słabszych mężczyzn i dzieci”.
Kolumny śmierci kierowano do oddalonej o kilkaset kilometrów syryjskiej pustyni wokół Dajr az-Zaur. Nie znajdowano tam żadnych warunków do egzystencji.
Trzeba sobie wyobrazić skalę tej zbrodni. Uformowano ogółem około trzystu kolumn marszowych. Liczyły one na starcie po kilka tysięcy ludzi. Potem ich wielkość stopniowo się zmniejszała. Źródła mówią, iż często na pustynię docierały tylko grupy po kilkadziesiąt, czy kilkanaście osób. Pozostali swoimi ciałami usłali drogę przemarszu. W literaturze ormiańskiej sformułowane jest twierdzenie, że zginęło ogółem półtora miliona ludzi. Była to akcja zmierzająca do totalnego zniszczenia tego niewielkiego przecież, dwumilionowego narodu.


Próby podjęcia samoobrony przez Ormian
Nasuwa się pytanie czy Ormianie tak biernie poddali się tej zbrodni, czy nie usiłowali się ratować i bronić? Próby obrony i rozpaczliwej walki były. Zwłaszcza na początku. Na przykład w Zaytun w końcu lutego 1915 roku grupa młodych Ormian podjęła walkę z żandarmami, zabijając 9 z nich. Odwet był jednak straszny i objął 23 tysiące zabitych osób. Wkrótce potem w okolicach miasta Wan nad jeziorem o tej samej nazwie Ormianie stawili opór napastnikom. Walczyli od 20 kwietnia 1915 roku przez cały prawie miesiąc. Walka ich nie była daremna, doczekali się odsieczy ze strony rosyjskiego wojska.
Do legendy przeszła także obrona wzgórza Musa Dagh. Schroniło się na nim 5 tysięcy Ormian, którzy sprzeciwili się deportacji i mając zaledwie 600 karabinów stawili opór przeważającym siłom tureckim. Po miesiącu oblężenia, gdy sytuacja stawała się beznadziejna, z pomocą przybyły brytyjskie i francuskie okręty. Zorganizowano ewakuację, zakończoną ratunkiem 4 tysięcy osób.
Częste były przykłady próby ucieczki, niejednokrotnie kończące się powodzeniem. Tak było w grudniu 1914 roku na pograniczu Persji. Oddziały rosyjskie zaczęły się na tym odcinku cofać. Jak wynika z relacji oficerów rosyjskich odwrót wywołał popłoch wśród ludności ormiańskiej. Wielu ludzi opuściło swe domy i zaczęło uciekać w kierunku Dżulfy. Przez kilka dni droga Urmia — Dżulfa była zapchana przez tłum uchodźców. Wiele bydła i porzuconych rzeczy zginęło w głębokim błocie, zalegającym drogę. Sytuacja się poprawiła, gdy odwrót wojska został wstrzymany.
Sytuacja powtórzyła się w lipcu 1915 roku, gdy wojska tureckie sforsowały przełęcz Kłycz — Gajduk. Jak czytamy we wspomnieniach oficera rosyjskiego z tej wojny, miano do czynienia z masą ormiańskich uciekinierów, którzy tłumnie ruszyli w stronę rosyjskiej granicy. Ormianie w niewyobrażalnie dużej liczbie posuwali się wraz ze stadami, z licznymi zaprzęgami załadowanymi całym dobytkiem, zapełniali wszystkie drogi, mieszając się z odstępującym wojskiem. Nie było żadnego oddziału przy którym nie byłoby Ormian. Piechota, a szczególnie kawaleria, stały się osłoną tych uciekinierów.
Jednak ci, którym udało się uciec, stanowili mniejszość. Większość Ormian odcięta została przez linię frontu i znalazła się na tureckich tyłach. Dla nich nie było ratunku.
Formą oporu stało się tworzenie ormiańskich pododdziałów w ramach armii rosyjskiej. Nazywane drużynami, były one ochotniczymi oddziałami, na czele których stali dowódcy narodowości ormiańskiej. Uczestniczyły one w walce ze wspólnym wrogiem Turkami. Celem szczególnym była, na miarę możliwości, obrona, czy wręcz ratowanie, cywilnych Ormian. Drużyny ormiańskie działały głównie w rejonie jeziora Wan. Spełniały różne zadania ubezpieczeń, osłony, prowadzenia zwiadu. Ich żołnierze zasłużyli się dobrze, byli wyróżniani. W 1916 roku drużyny ormiańskie zostały przemianowane na bataliony.
Wszakże Ormianie jako żołnierze byli rozdarci pomiędzy wymogami porządku i dyscypliny wojskowej, a uczuciami ogromnej, doznanej krzywdy i nienawiści do wroga. Resentymenty te niekiedy wydobywały się na zewnątrz i prowadziły do nieobliczalnych zachowań. Jeden z takich wypadków wydarzył się 17 lutego 1916 roku w czasie walk o miasto Bitlis. W ciężkiej walce oddziały rosyjskie odzyskały Bitlis. Na tyłach znajdowała się 1 ormiańska drużyna dowodzona przez oficera Andronika. Nagle jakaś wiadomość zelektryzowała ochotników ormiańskich. Rzucili się do miasta. Tu zobaczyli stosy trupów pomordowanych Ormian, po części swych znajomych i krewnych. Wstrząs był ogromny. Drużyniacy pobiegli do szpitala prowadzonego przez Amerykanów, w którym znajdowało się wielu rannych i chorych Turków. Jedynie dzięki bardzo stanowczej interwencji żołnierzy rosyjskich udało się powstrzymać zrozpaczonych Ormian od samosądu. Napięcie było ogromne.
Rok 1917 przyniósł zmianę sytuacji. Wybuch rewolucji doprowadził do rozkładu armii rosyjskiej. Utraciła ona zdolność ofensywną, potem uległa całkowitemu rozpadowi. Usiłowali to wykorzystać Turcy, którzy podjęli działania zmierzające do zajęcia Zakaukazia. Obrona spadła na samych Ormian i Gruzinów. Siły zbrojne Armenii, zbudowane w dużym stopniu na podstawie wspomnianych drużyn, były niewielkie. Broniły jednak skrawka ziemi ormiańskiej w rejonie Erywania i jeziora Sewan. Walki były bardzo zawzięte. Wroga udało się zatrzymać.


Rzeź w Baku – 15 września 1918 r.
Turcy wybrali inny kierunek ataku. Uderzyli dalej na wschód. Ich celem były pola naftowe i miasto Baku. 15 września 1918 roku wdarli się do Baku, którego bronili także Ormianie. Turcy pokazali ostatni raz, co potrafią. Zorganizowali w mieście rzeź ludności ormiańskiej, która trwała przez trzy dni i pochłonęła 30 tysięcy ofiar. Ale wojna już się kończyła klęską Niemiec, ale i Turcji. 30 października 1918 roku rząd turecki podpisał akt zawieszenia broni, który oznaczał bezwarunkową kapitulację.
Tak zakończyła się rzeź Ormian dokonana przez władze tureckie w tych strasznych dla nich latach 1914-1918.
Reasumując warto podjąć próbę odpowiedzi na pytanie, dlaczego to właśnie Ormianie stali się głównymi ofiarami tureckiej nienawiści. Byli dość dużą liczącą się mniejszością, która dumna była ze swych chrześcijańskich korzeni, ze swej starej i oryginalnej kultury. Już to samo drażniło wyznawców islamu, którzy wypowiedzieli niewiernym świętą wojnę. Ormianie nie potrafili, podobnie jak Grecy, maskować się i kluczyć, by po klęsce Turków uderzyć i omal nie doprowadzić do rozpadu państwa tureckiego. Ormianie w swym postępowaniu byli bardziej otwarci. Nie ukrywali, że nadzieje swe wiążą ze zwycięstwem Rosjan. I to wszystko na nich właśnie skoncentrowało niszczycielski impet Turków.
Żadne względy nie mogą jednak usprawiedliwić zbrodniczego postępowania władz tureckich, które podjęły niesłychaną decyzję wytępienia całego narodu, który w swej masie zachowywał się biernie, nie stanowił dla Turków zagrożenia.
Czym była rzeź Ormian? Stanowiła ona przykład ludobójstwa, które zasługuje na najostrzejsze potępienie. Rzuca się w oczy podobieństwo tego, co wydarzyło się z Ormianami, do późniejszego holocaustu Żydów dokonanego w 25 lat potem przez hitlerowskich Niemców. I w jednym i w drugim wypadku zmierzano do wytępienia całego narodu, bez różnicy płci i wieku, niezależnie od indywidualnego zachowania.
I tu i tam postępowano z nadzwyczajnym okrucieństwem, które należy nazwać hańbą XX wieku. I tu i tam chwytano się podobnych metod masowego wysiedlania ofiar, mordowania ich w czasie przemarszów. Powiedzieć można z przekonaniem, że rzeź Ormian była jakby wstępem do tego, co uczynili w latach II wojny światowej hitlerowcy.
I w tym tkwi znaczenie opisanych wydarzeń, które miały miejsce w Armenii w pamiętnych latach 1914-1918.



Piotr Łossowski


PS.
Już Po napisaniu tego tekstu dotarła do mnie wiadomość, że w Aleppo zaatakowana została świątynia ormiańska. Trudno sobie wyobrazić, że po stu latach Ormianie podlegają nadal napadom, a ich życie jest zagrożone.
----