Facebook
Bunt Młodych Duchem
Książki polecane:
Licznik odwiedzin:
Dzisiaj: 33
W tym miesiącu: 329
W tym roku: 15008
Ogólnie: 295906

Od dnia 21-09-2006

Bunt Młodych Duchem

Myśli ks. Ziei coraz bardziej na czasie

Autor: Jacek Giebułtowicz
19-08-2015

Od pewnego czasu dużą sensację i popłoch niektórych katolików „przedsoborowych” wzbudzają wypowiedzi papieża Franciszka w sprawie osób rozwiedzionych. Ojciec święty, którego nauczanie „w duchu i prawdzie” bardzo jest bliskie duchowości ks. Jana Ziei, wezwał biskupów do podjęcia dyskusji nad możliwością dopuszczenia rozwodników do sakramentu Eucharystii. Wywołał ten temat przed dwoma laty w swobodnej wypowiedzi do dziennikarzy. "



Profesor Stefan Swieżawski nazwał ks. Jana Zieję profetycznym znakiem czasu, czyli kimś, „kto wyznacza drogę ku przyszłości, czyniąc to może czasem w sposób radykalny, zbyt bezkompromisowo, może więc niekiedy wydawać się naiwny przez skrajność swych decyzji, nieugiętość swej postawy” (Stefan Swieżawski „Przebłyski nadchodzącej epoki”, Warszawa 1998, s. 252). Wybitny historyk filozofii zwracał uwagę, że idea Kościoła ubogiego, którą ojciec Jan urzeczywistniał przez całe swoje długie kapłańskie życie została w pełni doceniona dopiero w dokumentach Soboru Watykańskiego II. 
Przed kilkoma laty wydrukowaliśmy w „Buncie…” (nr 36-41 z lat 2007-2008) nie publikowane nigdy wcześniej „Myśli o odnowie życia kościelnego w Polsce”. Rozważania, które ks. Zieja spisał w 1975 r. – ale były owocem jego długoletnich przemyśleń i doświadczeń duszpasterskich – zawierają wiele odważnych postulatów dotyczących tak trudnych kwestii jak odkomercjalizowanie życia parafialnego czy złagodzenie rygoryzmu niektórych przepisów kościelnych.
Radykalna postawa ks. Ziei wyrażona słynnym hasłem „nie zabijaj nigdy nikogo” znalazła swoje potwierdzenie w nauczaniu Jana Pawła II, zwłaszcza w późnych latach jego pontyfikatu. Papież nie tylko, co zrozumiałe, popierał religijny ruch „pro life” i był zdecydowanym przeciwnikiem kary śmierci, ale również wyraźnie opowiadał się po stronie pacyfistów, zyskując tym uznanie środowisk lewicowych.


Od pewnego czasu dużą sensację i popłoch niektórych katolików „przedsoborowych” wzbudzają wypowiedzi papieża Franciszka w sprawie osób rozwiedzionych. Ojciec święty, którego nauczanie „w duchu i prawdzie” bardzo jest bliskie duchowości ks. Jana Ziei, wezwał biskupów do podjęcia dyskusji nad możliwością dopuszczenia rozwodników do sakramentu Eucharystii. Wywołał ten temat przed dwoma laty w swobodnej wypowiedzi do dziennikarzy:
„Kościół jest Matką: musi iść leczyć rany, z miłosierdziem. A jeśli Pan nie męczy się przebaczaniem, to my nie mamy innego wyjścia, jak to: przede wszystkim, leczyć rany. (…) I znaleźć miłosierdzie dla wszystkich. Odnosząc to do problemu Komunii dla osób będących w ponownym związku: ponieważ rozwiedzeni mogą przyjmować Komunię, tu nie ma problemu, ale kiedy są w ponownym związku — nie mogą. Uważam, że niezbędne jest spojrzenie na ten problem w całościowym kontekście duszpasterstwa małżeństw. (…) Jesteśmy na drodze prowadzącej do bardziej pogłębionego duszpasterstwa małżeństw. (…) Mój poprzednik [w Archidiecezji Buenos Aires — Red.], kardynał Quarracino, mówił, że według niego połowa małżeństw jest nieważna. Dlaczego tak mówił? Ponieważ pobierają się bez dojrzałości, pobierają się, nie dostrzegając, że to jest na całe życie albo biorą ślub dlatego, że z racji społecznych powinni się pobrać. To także jest przedmiotem duszpasterstwa małżeństw. Istnieje także problem sądowego stwierdzania nieważności małżeństwa, który trzeba ponownie przejrzeć, ponieważ Sądy kościelne tu nie wystarczają” (za portalem gosc.pl).
Przypomnijmy dla porównania, co przed czterdziestu laty o rozwodnikach w Kościele pisał ks. Jan Zieja:
„Tyle jest dziś małżeństw rejestrowanych tylko w USC a nie pobłogosławionych w kościele, tyle jest rodzin rozbitych, rozerwanych i prawie tyleż wypadków ponownego zawierania małżeństwa (oczywiście tylko w USC) z nowymi osobami, ponoć lepiej dobranymi. Tych, którzy na tę drogę wstępują, uważa się za publicznych grzeszników, nie dopuszcza się ich do Komunii świętej, choćby oni tego szczerze pragnęli, uznając swoją słabość, winę i grzeszność. Tak jest dziś. Czy może być inaczej? Na pewno nie, jeżeli chodzi o samą zasadę nierozerwalności małżeństwa, ta bowiem jest z woli Bożej. I na pewno nie — jeżeli chodzi o literę prawa kościelnego. Ale może i powinien ulec zmianie stosunek sądów kościelnych i duszpasterzy — do tych «publicznych grzeszników». Sądy kościelne, orzekające o ważności czy nieważności jakiegoś małżeństwa, powinny np. uznawać nieważność małżeństwa, zawartego bez dostatecznej wzajemnej znajomości. Chodzi tu o stałe cechy charakteru i o poglądy na sprawy istotne dla trwałego pożycia małżeńskiego, nieujawnione w okresie przedślubnym – a tak wielkiej wagi, że jedna ze stron nigdy by się na małżeństwo nie zgodziłą, gdyby o tym zawczasu wiedziała. (…) Duszpasterze zaś i spowiednicy nigdy nie powinni traktować konfesjonału za organ wykonawczy sądów kościelnych, ale za znak Miłosierdzia Bożego nad słabym, grzeszącym i nawracającym się człowiekiem. Nie ma grzechu, którego Bóg nie chciałby czy nie mógł przebaczyć, gdy grzesznik skruszony o to prosi. Nie ma sytuacji, której by wobec Boga, ale po ludzku, naprawić się nie dało. Niemożliwe wobec litery prawa, może być możliwe wobec nieskończonego Miłosierdzia Bożego. A pokuty i zadośćuczynienia wobec Boga i ludzi można i trzeba dopełniać zawsze w ludzki sposób” (ks. Jan Zieja „Myśli o odnowie życia kościelnego w Polsce”
cz. VI, „Bunt Młodych Duchem” nr 41 styczeń-luty 2008 r.).


Jacek Giebułtowicz