Facebook
Bunt Młodych Duchem
Książki polecane:
Licznik odwiedzin:
Dzisiaj: 106
W tym miesiącu: 3015
W tym roku: 16038
Ogólnie: 195875

Od dnia 21-09-2006

Bunt Młodych Duchem

Międzymorze. Co to było?

Autor: Piotr Lossowski
03-08-2016

W toczących się współcześnie sporach politycznych porusza się także, choć rzadko, kwestie położenia międzynarodowego Polski, jej polityki zagranicznej. W tych wypowiedziach formułowana jest niekiedy opinia o Międzymorzu jako sposobie na rozwiązanie naszych kłopotów zewnętrznych. Dla współczesnego czytelnika słowa o Międzymorzu brzmią jednak mało zrozumiale. Na ogół rozumie się pod tym pojęciem bliski sojusz z sąsiadami położonymi na obszarze od Morza Bałtyckiego na północy do Adriatyku na południu. Powołuje się przy tym na doświadczenie Polski międzywojennej.
Warto w tym kontekście podjąć próbę przypomnienia, wytłumaczenia na czym polegała, czym była w istocie koncepcja Międzymorza w okresie Drugiej Rzeczpospolitej.
Rzeczywiście w latach 20. i 30. ubiegłego wieku sporo o Międzymorzu myślano i pisano. Jednakże nie zdołano w tej kwestii dojść do konkretnej realizacji. Przypomnijmy więc jak wyglądały najważniejsze fakty.
Bodajże najwcześniej, bo już w 1920 roku konserwatyści krakowscy wystąpili z wnioskiem o utworzeniu pod przewodnictwem Polski bloku państw rozciągających się pomiędzy Bałtykiem a morzami Czarnym i Egejskim. Nieco później, bo w roku 1923 ówczesny minister spraw zagranicznych narodowy demokrata Marian Seyda stwierdził, iż dla zapewnienia Europie Środkowej trwałego pokoju „niezbędne jest skoordynowanie pracy narodów i państw od Bałtyku po Bałkany”.
Jednak poważniej sprawą zainteresował się dopiero minister Józef Beck. Zobowiązał on organy MSZ do bardziej konkretnego opracowania tematu. Można powiedzieć, iż podjął kroki zmierzające do realizacji Międzymorza. W roku 1934 przygotowany został odnośny memoriał, który zasługuje, przynajmniej we fragmentach, na przytoczenie. Dokument we wstępie nawiązał do czasów Polski Jagiellońskiej i stwierdzał, że wspólne jest dla XV — XVI wieku, jak i czasów współczesnych, dążenie do zapewnienia sobie między Rzeszą a Państwem Moskiewskim przestrzeni dla pełnego rozwoju. „Ten cel — czytamy dalej — będący kategorycznym nakazem polskiej racji stanu stawia nas przed zadaniem ugruntowania wpływów polskich w tej części Europy — od morza do morza.”

Naczelne przesłanie Międzymorza sprecyzowane zostało w dokumencie w następujących słowach: „Nie tylko nasz kraj znajduje się w tej szczególnej sytuacji, wynikającej z położenia Polski między Niemcami a Rosją. W tej części Europy w podobnym położeniu znajduje się szereg innych średnich i mniejszych państw”. Na tej podstawie wyciągano wniosek, że „Polska musi się stać jak gdyby drogowskazem dla tych państw i wykazywać im, jak ważne jest wytworzenie takich warunków, aby wpływy wielkich mocarstw były w miarę możliwości zneutralizowane i aby państwa uzyskały swobodę rozwoju.”
Cytowany memoriał nie uzyskał rangi obowiązującej dyrektywy. Jego znaczenie polegało raczej na tym, że ukazywał tok myślenia i sposób rozumowania, który dochodził do głosu w polskim ministerstwie spraw zagranicznych. Międzymorze miało się stać kluczowym przedsięwzięciem w zakresie planowania polityki zagranicznej Polski. Dostrzegano jednak wiążące się z tym trudności. W memoriale wyraźnie stwierdzono, iż zachodzi obawa, że polityczne wpływy polskie są zbyt słabe, ażeby oddziaływać na państwa sąsiednie. Minister Beck okazał się w całej tej sprawie największym optymistą. Podjął konkretne zabiegi na polu dyplomatycznym. Co zdołał uzyskać?

Ambasador Francji w Polsce Leon Noel napisał, że według Becka miała powstać nowa konstelacja międzynarodowa obejmująca Polskę, Finlandię, kraje bałtyckie, Rumunię. W ten sposób powstałaby bariera między Niemcami a Związkiem Radzieckim. Ambasador był jednak sceptyczny. Podkreślał, że wspomniane państwa nie brały na serio planów polskiego ministra. I w dużym stopniu miał rację.
Stanowiska państw, o których myślał polski minister, były raczej wyczekujące, dalekie od tego, ażeby pójść za jego propozycjami. Podczas podróży po krajach położonych na północ i południe od Polski Beck nie był w stanie uzyskać namacalnych rezultatów. Zbywano go ogólnikowymi zapewnieniami o chęci rozwijania współpracy, której jednak nie chciano nadać charakteru nie tylko jakiegoś układu, ale nawet luźnego porozumienia. Widać było, że idea Międzymorza poza tym, iż stała za nią zbyt nikła siła Polski, odznaczała się jeszcze brakiem wyraźnie oznaczonego, wspólnego celu.
W koncepcji Międzymorza występowały ponadto dwa słabe punkty, które umniejszały możliwość osiągnięcia pozytywnego rezultatu. Był to konflikt z Litwą oraz chronicznie złe stosunki z Czechosłowacją.
Jak się okazuje także Rumunia, na którą w Warszawie bardzo liczono, daleka była od myśli przystąpienia do Międzymorza. Świadczyło o tym między innymi stanowisko zajmowane przez posła rumuńskiego w Polsce Constantina Visoianu, który 15 maja 1936 roku w poufnym raporcie do swych władz pisał, że plany tworzenia Międzymorza są nierealne. Po pierwsze dlatego, iż żaden z krajów regionu nie będzie chciał zgodzić się na polski patronat, po drugie kraje te mają inną hierarchię potrzeb, a po trzecie Polska jest zbyt słaba, by mogła narzucić kandydatom do bloku swe przewodnictwo.

Sytuacji nie zmienił fakt, że niespodziewanie dyplomacja brytyjska wyraziła przychylne zainteresowanie polskimi planami. Jak wynika z zapisu rozmowy ministra Anthony Edena z ministrem Beckiem z 19 maja 1937 roku „w sposób spontaniczny i z naciskiem Eden podkreślił znaczenie, jakie Wielka Brytania przywiązuje do systemu politycznego, jaki próbuje zbudować Polska. Ten „pas neutralny” może spełnić, jego zdaniem, w układance stosunków europejskich doniosłą rolę.

Ale ta symboliczna raczej przychylność ze strony Wielkiej Brytanii nie wystarczyła, ażeby nadać idei Międzymorza rumieńców życia. Państwa położone między Bałtykiem a Adriatykiem nie poparły polskiej inicjatywy zbudowania trzeciej poważniejszej siły pomiędzy Niemcami a ZSRR. Minister Beck musiał prowadzić swoją politykę samotnie, gdyż jego propozycje trafiły w próżnię.

Doświadczenie płynące z tamtych wydarzeń jest jednoznaczne. Nie można liczyć na montowane jednostronnie sojusze. Trzymać się należy związków, które już się sprawdziły, otwierając okres wspólnego bezpieczeństwa i współpracy w Europie.
Piotr Łossowski