Facebook
Bunt Młodych Duchem
Książki polecane:
Licznik odwiedzin:
Dzisiaj: 76
W tym miesiącu: 2985
W tym roku: 16008
Ogólnie: 195845

Od dnia 21-09-2006

Bunt Młodych Duchem

Kresowy sztetl - Navaredok (Nowogródek)

Autor: Dorota Giebultowicz
17-01-2017

Próbujemy znaleźć Muzeum Żydowskiego Oporu, na które wskazuje tablica informacyjna przy rynku. Pytamy o nie stojących na poboczu dwóch mężczyzn w średnim wieku. – To pewnie tam, gdzie kopali tunel i stała synagoga – odpowiada jeden z nich, a drugi zwraca się do niego ze zdziwieniem: – To u nas była synagoga?


W miejscu, gdzie do 1964 r. stała wielka murowana synagoga, rozciąga się  rozległy pusty plac, wykorzystywany obecnie jako parking. W majowe przedpołudnie stoi na nim zaledwie kilka samochodów. Ale Muzeum Żydowskie mieści się w zupełnie innym miejscu — na dawnej ul. Korelickiej, obecnie Mińskiej, przy przedwojennym gmachu Sądu powiatowego.


Na tę dwudziestowieczną historię nowogródzkiego sztetla chciałabym spojrzeć oczami żydowskiego chłopca Idela Kagana, opierając się na wywiadzie z nim zamieszczonym na stronie internetowej Imperial War Museum.


Idel urodził się w Nowogródku w 1929 r. Miasteczko liczyło wtedy ok. 11 tys. mieszkańców, w tym 6 tys. Żydów. Chłopiec zapamiętał wkroczenie Sowietów we wrześniu 1939 r. — Żydzi witali ich kwiatami, tak silne było odczucie antysemityzmu, który narastał zwłaszcza po śmierci Piłsudskiego w 1935 r. Sowieci co prawda od razu zamknęli synagogę, ale było to przejawem ateistycznej postawy komunistów.


Gdy w lipcu 1941 r. rozpoczęła się wojna niemiecko-rosyjska, tylko niewielka część ludności żydowskiej zdecydowała się na ucieczkę, front przesuwał się bardzo szybko, już w pierwszych dniach lipca 1941 r. Niemcy wkroczyli do Nowogródka. Podczas bombardowania spłonął rodzinny dom Idela. Następnie rozpoczęły się szykany, nakaz noszenia żółtej gwiazdy, zakazy chodzenia po chodnikach i parku. Jak wszędzie pod okupacją niemiecką Żydzi zostali pozbawieni wszelkich praw, rozpoczęto akcje eksterminacyjne.


Pierwszą pokazową było rozstrzelanie na placu Rynkowym latem 1941 r. grupy 52 przypadkowo wybranych Żydów.  Trzy dni po eksterminacji powstało getto na Peresiece, obecna ul Seczko.Do „ostatecznego rozwiązana” przystąpiono w grudniu 1941 r. W sobotę, 5 grudnia nakazano wszystkim Żydom zgromadzić się przy gmachu dawnego polskiego Sądu przy ul. Korelickiej. Przed budynkiem Sądu ludzie stali kilkanaście godzin przy silnym mrozie, dopiero wieczorem pozwolono im wejść do środka. W poniedziałek 7 grudnia przeprowadzono selekcję, która była właściwie eksterminacją; Niemcy zadawali przedstawicielom rodzin tylko dwa pytania: „zawód?” i „ile dzieci?”.


Ojciec Idela będący rymarzem (wyrabiał przed wojną uprząż i siodła), mający dwójką dzieci, przeszedł na prawo, jego starszy brat będący także rymarzem z dwójką dzieci — na lewo. W sumie wywieziono poza miasto do wsi Skrzydlewo i rozstrzelano tego dnia ok. 5 tysięcy osób, 80% całej przedwojennej populacji nowogródzkich Żydów.


Następnie, ci co ocaleli (ok. 500 osób) zostali stłoczeni w dawnych stajniach koło Sądu. Zorganizowano tu (ok. 6 sierpnia 1942 r.) getto, które zajmowało się produkcją rzemieślniczą na potrzeby frontu. Warsztaty znajdowały się w gmachu Sądu, Żydzi spali w barakach, czyli dawnych stajniach; nie było tam bieżącej wody, ani żadnego ogrzewania, jedyna studnia znajdowała się na zewnątrz ogrodzenia — codziennie rano grupa Żydów wychodziła, by zaopatrzyć getto w wodę do picia na cały dzień.


W obozie Idel przebywał wraz z rodzicami i siostrą. Żydzi pracowali przy wyrobie butów i ciepłych ubrań dla żołnierzy na froncie wschodnim, matka Idela szyła futrzane rękawice.


Latem 1942 Niemcy rozpoczęli zwozić do Nowogródka Żydów z innych miasteczek, zaczęły przenikać do obozu informacje o istnieniu w lasach nalibockich partyzanckiej grupy żydowskiej braci Bielskich. Idel, który chodził do szkoły z najmłodszym Bielskim, Archikiem, zaczął teraz myśleć o ucieczce. Dowiedział się, że jakaś biedna katolicka rodzina Bobrowskich pomaga uciekinierom z getta skontaktować się z partyzantami. Na początku listopada uciekł jego kuzyn. Idel zaopatrzony przez ojca w ciepłe filcowe buty wypatrywał okazji.


 


Grudzień 1942 r. — pierwsza próba ucieczki


W końcu grudnia 1942 r. pod getto podjechała niemiecka ciężarówka. Gdy kierowca poszedł się ogrzać do stróżówki, czternastu młodych ludzi podjęło próbę ucieczki. Był ostry mróz, droga w kopnym śniegu była uciążliwa, ostrożnie, opłotkami chłopcy przekradali się w kierunku chałupy Bobrowskich, podtrzymywani nadzieją noclegu pod dachem. Podczas przechodzenia przez zamarznięty strumyk, Idel wpadł do wody, walonki przemokły, filc zaczął przymarzać do nóg. Każdy krok sprawiał ból, śnieg lepił się do butów, utrudniając marsz. Około północy wszyscy dotarli do domu Bobrowskich leżącego na obrzeżach miasta, gospodarze jednak nie odważyli się ich przenocować. Nakarmili ich gorącą zupą i kazali czekać w lesie na osobę kontaktową, która się miała zjawić w ciągu trzech dni. Idel był zrozpaczony, miał odmrożone nogi, wiedział, że tego nie przetrzyma. Podjął dramatyczną decyzję o samotnym, nocnym powrocie do getta. Przed świtem dotarł do drogi na Wsielub. Zauważył, że do Nowogródka jedzie saniami jakiś chłop, mocno okutany. Udało mu się wsiąść na sanie. Tą drogą, a dalej ulicą Pieresieką, gdzie było pierwsze getto, na saniach Idel wrócił do Nowogródka. Sanie pojechały na Rynek i skręciły na ul. Korelicką, gdzie było getto w Sądzie. Chłop nie zwrócił na niego żadnej uwagi, ani kiedy wsiadał, ani kiedy wysiadał z sań.


 Przed gettem Idel wyskoczył z sań i ukrył się przy drodze w okolicy studni. Czekał świtu, aż grupa z getta jak co dzień wyjdzie po wodę. Nad ranem Żydzi zobaczyli chłopca, otoczyli go i wprowadzili do getta. W obozie ojciec próbował bezskutecznie zdjąć jego buty, tak przymarzły do ciała, że musiał je pociąć na kawałki. Okazało się, że palce u nóg są zupełnie czarne. Po kilku dniach dentysta zadecydował, że trzeba je obciąć, by ratować życie. Przez następne dni Idel leżał na górnej pryczy, cierpiąc niesamowity ból. Nie mógł teraz pomagać ojcu w pracy, leżał głodny, rany słabo się goiły.


 Rok 1943 — zbiorowa ucieczka z getta


W styczniu 1943 r., dzięki radiu ukrytemu w obozie, przyszły dobre wieści o przegranej Niemców pod Stalingradem. Ale była to też zła wiadomość, obawiano się, że hitlerowcy zlikwidują getto. Na początku maja 1943 r., Niemcy pod nieobecność mężczyzn, otoczyli kobiety i dzieci, i zaczęli wyprowadzać na zewnątrz getta. Idel ukryty na górnej pryczy zatykał sobie uszy, by nie słyszeć wrzasków Niemców, płaczu i krzyku kobiet i dzieci. Wśród nich była matka i siostra Idela. Matka podniosła oczy w kierunku jego kryjówki. To było ich ostatnie pożegnanie. Pognano ich zaledwie 500 metrów od obozu i rozstrzelano.


Ten dzień był dniem przełomowym w życiu getta; wszyscy zrozumieli, że nie ma już dla nich ratunku. Podjęto decyzję o zbiorowej ucieczce z getta. Ale najpierw przeprowadzono głosowanie: 40% było przeciwko ucieczce. Wtedy Yitzhak Rozenhaus spisał wszystkich. W końcu ludzie zrozumieli, że lepiej zginąć w czasie ucieczki niż być zamordowani w obozie. Postanowiono przekopać tunel, biegnący dwa metry pod ziemią, o średnicy 70 centymetrów. Początek tunelu był pod jedną z prycz.


Powodzeniu akcji sprzyjał fakt, że Niemcy obawiali się wchodzić do baraków, w których był potworny brud; jak wspomina Idel, nie było tam wody do mycia ani do prania, bo z zewnętrznej studni można było tylko czerpać wodę do picia, zimą myto się więc w roztopionym śniegu, latem w deszczu.


Zawiązał się komitet kopania tunelu. Ustalono, że codziennie należy przekopać dwa metry. Każdej nocy przy kopaniu tunelu pracowało z zapałem ok. 60-70 ludzi. Nikt nie narzekał, słowo „tunel” przemieniło całkowicie atmosferę w obozie. Każdy służył swoimi umiejętnościami, ktoś wykonał wózek do wywożenia ziemi, ojciec Idela wykonał rzemienne lejce do ciągnięcia wózka, elektryk zrobił w tunelu oświetlenie wykorzystując fragmenty kabli wydłubane ze ścian gmachu Sądu. Nawet osłabiony Idel ustawiał się w kolejce, by wyrzucać ziemię.


Oczywiście ziemia była największym problemem. Początkowo wrzucano ją na poddasze, ale ziemia była zbyt ciężka i obawiano się zawalenia sufitu. Później część ziemi udało się rozrzucić podczas budowania nowych latryn. Wciąż jednak było jej za dużo. Latem Żydzi poprosili Niemców o deski, żeby mogli ocieplić baraki przed nadchodzącą zimą. Między ściany baraków a deski upychano teraz ziemię. Praca posuwała się w szybkim tempie.


W lipcu chłopiec przeżył kolejny cios — Niemcy zadecydowali o przeniesieniu dziesięciu rzemieślników, w tym jego ojca, do innego obozu. Podczas pożegnania z synem ojciec trzymał się dzielnie, ale obydwaj czuli, że się już więcej nie zobaczą. Ojciec Idela zginął w lutym 1944 r. podczas próby ucieczki z getta w Kołdyczewie.


 Stumetrowy tunel był prawie gotowy w sierpniu 1943 r. Wyjście z tunelu było w zbożu, co miało ułatwić ucieczkę. W obozie było 250 osób i tylko 6 z nich, głównie starszych, postanowiło pozostać. Komitet zaczął robić listę i ustalać kolejność wchodzenia do tunelu. Przy ustalaniu listy wybuchały kłótnie; ludzie mieli pretensje o kolejność na liście. Wtedy komitet organizacyjny ustalił, że nie będzie żadnych numerów, tylko każdy otrzyma informację, za kim wchodzi pod ziemię.


Na kilka dni przed planowanym dniem ucieczki, rano, Żydzi usłyszeli na zewnątrz getta hałas pracującego traktora. Okazało się, że przyjechała kosiarka i zżęła całą pszenicę. To był cios — nie można było ryzykować wyjścia na puste pole. Nie załamano się, szybko postanowiono kopać kolejne 150 metrów. Żydzi nie wiedzieli, że właściwie te żniwa uratowały im życie: w sierpniu na terenie Nowogródczyzny Niemcy zgromadzili oddziały wojskowe i rozpoczęli operację „Hermann”, która miała na celu rozprawienie się z partyzantką polską, radziecką i niemiecką działającą w Puszczy Nalibockiej. Niemieckie wojska przeczesywały okolicę, spalono wiele wsi. Gdyby wtedy uciekali, nie mieliby szans na ocalenie.


Wreszcie 26 września 1943 r. tunel był gotowy; pogoda jak na życzenie: ciemno, że jak wspomina Idel, nie było widać wyciągniętej dłoni, w dodatku padał deszcz. Członkowie komitetu sprawdzili, czy wyjście jest bezpieczne, ustawiła się kolejka, odcięto kable do reflektorów przy strażnicach, i zaczęto szybko wchodzić do tunelu. Idel wraz z kolegą Pesachem wchodzili jako jedni z ostatnich, obawiano się, żeby osłabiony chłopiec nie zatarasował sobą wąskiego przejścia.


Idel zszedł pod ziemię i przesuwał się naprzód na czworakach. Nie czuł strachu, raczej radość i podniecenie. Gdy był w połowie tunelu, usłyszał strzały, przez jego głowę przemknęła myśl, że zostanie zabity przy wyjściu, kontynuował jednak ucieczkę. Gdy się wyczołgał z tunelu, wokół świstały pociski, zaczął jednak biec co sił w nogach przed siebie, jak najdalej od obozu. Okazało się, że część Żydów po wyjściu z tunelu straciła orientację i zamiast biec w kierunku lasu i zaczęła biec w stronę obozu. Dużym błędem było bowiem włączenie oświetlenia pod ziemią, ludzie wychodzili z jasnego tunelu w absolutną ciemność, gubili się.


 W oddziale partyzanckim braci Bielskich


Przez kolejne dni Idel wraz z 21-letnim kolegą Pesachem tułali się po okolicznych lasach, unikając wsi. Wędrowali nocą, a w dzień się ukrywali. Drugiego dnia wieczorem zmarznięci i głodni zastukali do jakiejś chałupy. Gospodarz wyniósł im mleko i dał mały bochenek chleba; napomknął o ucieczce Żydów z getta i że Niemcy przeczesują okolicę. Chłopcy milczeli. Dotarli także do chałupy Bobrowskich, była ona jednak spalona*.


Piątego dnia nad ranem siedząc ukryci w krzakach przy drodze zobaczyli zbliżający się konny oddział. Serca ścisnął strach, który zamienił się nagle w radość — usłyszeli rozmowy w jidisz, trafili na oddział partyzancki braci Bielskich!


Przybycie do obozu było najszczęśliwszym dniem w życiu Idela, nagle znalazł się wśród wolnych ludzi. W obozie do którego trafił 30 września, mieszkało około 300 osób. Panowała radosna atmosfera, było to kilka dni po święcie Jom Kippur. Przebywał tam do listopada, kiedy Tuwia Bielski musiał powrócić do Puszczy Nalibockiej ze swoim oddziałem liczącym koło 600 osób na rozkaz Płatona (nom de guarre gen. Wasilija Czernyszowa – dowódcy Baranowickiego obwodowego komitetu patii komunistycznej). Na rozkaz od stycznia 1944 r. została wydzielona grupa bojowa – 150 osób, która została nazywaną Oddział imienia Ordzonikidze i działała osobno w okolicach Nowogródka, większość zaś, w tym Idel Kagan, pozostała w puszczy, nazywali się oni Oddział imienia Kalinina.


W Puszczy Idel spotkał swojego kuzyna Berla, który uciekł z getta rok wcześniej. W obozie braci Bielskich rozrzuconym po bagnach Puszczy Nalibockiej ukrywało się w czerwcu –lipcu 1944 r. przeszło 1200 osób, uciekinierów z okolicznych gett; przeważały kobiety i dzieci.


Obóz funkcjonował sprawnie, Żydzi mieszkali w ziemiankach, były zorganizowane kuchnie, wypiekano chleb, była rzeźnia, stolarnia. Każdy miał jakieś zajęcie; Idel zaraz po przybyciu dostał zadanie wyrabiania gwoździ z drutu. Oddział Bielskich współpracował z partyzantką sowiecką — szyto dla nich ubrania i buty, reperowano mundury i broń, zajmowano się rannymi żołnierzami. Uzbrojone żydowskie oddziały partyzanckie starały się zdobyć żywność dla obozu po wsiach rozrzuconych na obrzeżach puszczy, (po wojnie stało się to przyczyną oskarżeń o napady i rabunek). Akcje przeciw Niemcom ograniczały się raczej do działań dywersyjnych uzgadnianych z Sowietami.


To prawdziwy cud, że Niemcy nie odkryli obozu istniejącego prawie pod bokiem niemieckiego garnizonu w Hucie Szklanej (przedwojenna huta szkła „Niemen” w Brzozówce, ok. 25 km na północ od Nowogódka. Białoruski Stiekłozawod „Neman” działa do dziś.) Ale to przecież o Puszczy Nalibockiej pisał Mickiewicz: „Któż zbadał puszcz litewskich przepastne krainy...” Jeszcze przed drugą wojną światową był to jeden z największych kompleksów leśnych w II RP (ok. 2400 km kw.).


 Wdzięczność znaczy pamięć


Z 250 osób, które uciekły z getta nowogródzkiego uratowało się 170. Prawie wszyscy trafili do Bielskich. Przeżyli także Żydzi, którzy ukryli się w getcie; siedząc w dwóch niezależnych kryjówkach; słyszeli, jak Niemcy nad ranem weszli do baraków, a później opuścili getto.


Idel doczekał się wyzwolenia Nowogródka 4 lipca 1944 r. Nie był to jednak radosny dzień; nie miał do czego wracać, miasto było zniszczone, nie miał tam nikogo. W 1947 r. udało mu się wyjechać do Anglii. Nie miał pieniędzy, przyjaciół, nie znał języka. Zmienił imię na Jack i próbował kontynuować pracę w wytwórstwie skórzanym. W 1955 r. ożenił się, ma dwóch synów i córkę, dziesięcioro wnuków i trzech prawnuków.


Na początku lat 90. przyjechał po raz pierwszy po wojnie do Nowogródka. Dzięki jego staraniom powstało Muzeum Żydowskiego Oporu i postawiono pomniki na trzech miejscach egzekucji. Wysiłki Jacka Kagana, aby przywrócić pamięć o Żydach Nowogródka, zostały uznane przez władzę miejską. Idel (Jack) Kagan jest honorowym obywatelem miasta Nowogródek. Mały chłopiec z nowogródzkiego sztetla, przywrócił pamięć o wielkiej żydowskiej społeczności Nowogródka.


 


Dorota Giebułtowicz


 


Składam serdeczne podziękowania Pani Tamarze Wierszyckiej i Pani Galinie Kavalchuk z Muzeum Historycznego w Nowogródku za przekazane informacje.


 


* Rodzina Franciszka i Franciszki Bobrowskich mieszkała na obrzeżach Nowogródka. Byli bardzo biedni, trudnili się polowaniem na bezdomne psy. Udzielili schronienia Żydom z getta nowogródzkiego. Z początkiem 1943 r. doniesiono na nich do policji niemieckiej; Niemcy zamordowali ukrywającą się u nich rodzinę żydowską, natomiast Bobrowskich wrzucili w płomienie podpalonego domu. Synowie Bobrowskich Stefan i Michał oraz dwie córki Maria i Zofia zostali wysłani do obozu koncentracyjnego w Niemczech, gdzie doczekali końca wojny. Rodzina Bobrowskich została uhonorowana tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata w 1997 r. Źródło: Księga Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Ratujący życie podczas Holocaustu. Polska, tom I, red. naczelny Izrael Gutman, Kraków 2009 oraz informacje od p. Tamary Wierszyckiej.


Na zdjęciu: gmach dawnego przedwojennego Sądu w Nowogródku.