Facebook
Bunt Młodych Duchem
Książki polecane:
Licznik odwiedzin:
Dzisiaj: 85
W tym miesiącu: 873
W tym roku: 31314
Ogólnie: 211153

Od dnia 21-09-2006

Bunt Młodych Duchem

Dar Wałdaja

Autor: Aleksandr Zorin
28-02-2017

Po wyjeździe z Nowej Wsi [ros. Nowaja Dierewnia, 20 km od Wałdaja – Red.], nie porzuciliśmy domu i zaproponowaliśmy jego kupno zaprzyjaźnionemu malarzowi, którego rodzice swego czasu nas odwiedzili. Ten przyjął naszą propozycję z wdzięcznością, uwieńczoną kwotą dwóch tysięcy rubli (naówczas zupełnie symboliczną), gdyż nasłuchał się o pięknie i odosobnieniu tego miejsca.
Moje sumienie było czyste. Dom, z którym się zżyłem, pozostanie pod pieczą malarza. Kto jak kto, ale on powinien poczuć jego duszę. Rzeczywiście, przyjechał następnego roku, pracował dużo i z natchnieniem. Na kolejnej jego wystawie pyszniły się ozdobne kwiaty przypominające nowowiejską florę.

Minęło ponad dwadzieścia lat. Słyszałem, że malarz dobrze prosperuje, obsługuje elitę, ozdabia burżuazyjne wnętrza. Nie łączyło nas nic i nie było też okazji zapytać go o Nową Wieś.
Ale oto ukazała się książka z moim „Darem Wałdaja”*, dokładnymi notatkami o życiu, ze zdjęciami okolic, domu… Książka trafiła do rąk moskwian, którzy okazali się „aborygenami” z tamtych okolic, kupili porzucone siedziby, postawili nowe, jeżdżą w letnim, a niektórzy też w zimowym okresie do swoich drewnianych domów ze wszystkimi wygodami.
Spotkaliśmy się w Moskwie. Oni przynieśli własne zdjęcia. I ujrzałem swój dom... ruinę, proces zaniku. On nie zniszczał nagle. Stojąc samotnie na wzgórzu, napędzał śmiertelnego strachu wrażliwym wiejskim letnikom. Ludzi ze wsi nie tak łatwo zadziwić zwykłymi domami-widmami, a dla moskwian to coś nowego. Jak tylko pojawili się we wsi, zwrócili uwagę na opuszczone domostwo, zaczęli się dowiadywać o nie z zamiarem kupna. Ale nikt nie wiedział, kto jest teraz jego właścicielem, wspominali, że został kiedyś zbudowany przez pisarza, który w nim mieszkał z rodziną, potem tam przeniósł się malarz, ale słuch o nim zaginął. Od tamtej pory dom stał bez opieki, niszczał, stopniowo rozkradany na opał przez każdego, kto tylko chciał… A kiedy zapadł się dach, deszcz i śnieg dopełniły reszty.
To są pozostałości ścian… Przypominają trupią czaszkę z pustymi oczodołami… Wyrwa zieje w miejscu bocznego okienka… Jak kojąco rozświetlało ono mrok, kiedy wracałem z wieczornego spaceru. Za nim ciemnieją krzaki i poszycie leśne po obu stronach drogi, w miejscu, gdzie kiedyś rozpościerały się pola...

Myślę o tym malarzu. Owszem, rok siedemnasty, wojny, kolektywizacja, kołchoźne niewolnictwo wyniszczyły wieś. To są wszystko, by tak rzec, obiektywne przyczyny upadku Rosji. Ale za nimi stoją ludzie bezpośrednio związani z zagładą. Niszczyciele z imienia i nazwiska.
Mój znajomy, wzięty mistrz, mógłby ocalić dom… Choćby nawet oddając go wielodzietnym rodzinom robotniczym, które nie mają gdzie wyjechać latem z rozgrzanej Moskwy… Co są warte jego fantazje malarskie? On należy do grona pożeraczy wspaniałości tej natury, wokół której kluczy ze sztalugami. Zachwycił się, pożarł, strawił. Więcej go nie interesuje i nie ma na nią miejsca w jego życiu. Jak modelka aktów, z którą właściwie można się przespać po ukończeniu obrazu. Co zresztą uczynił, po przespaniu w wiejskim domu niezliczonych nocy. Przespał się i porzucił… „Mózgowy uczuciowiec” – skwitowałaby takiego Cwietajewa. Nieprzypadkowo pod jego domem, pod szczątkami tego domu na wzgórzu, garbi się teraz śmietnik. Mieszkańcy wsi znoszą tutaj śmieci – stare telewizory, odpady plastikowe oraz różne żelastwa.

(Tłum. Halyna Dubyk)


Wałdaj to prawosławne miejsce pielgrzymkowe. Istnieje tu słynna ludwisarnia (patrz apel w sprawie ufundowania dzwonu w Wodoktach) oraz muzeum dzwonów. Sprzedawane są tu dzwoneczki z napisem "dar Wałdaja" tu w znaczeniu dar serca.