
| Dzisiaj: | 116 |
| W tym miesiącu: | 2492 |
| W tym roku: | 12712 |
| Ogólnie: | 562603 |
Od dnia 21-09-2006
Aleksandra Niemczykowa, córka Stanisława Cata Mackiewicza, wspomina swoje wileńskie lata
Przedstawiając jakikolwiek temat wileński z lat między wojnami nie sposób pominąć faktu o złożoności narodowej i wyznaniowej obywateli tego pięknego miasta.
20 lutego 1966 roku Lech Beynar (Paweł Jasienica) nad grobem Stanisława Mackiewicza – wieloletniego wydawcy i redaktora „Słowa” tak scharakteryzował ukochane Jego miasto:
„To Wilno... spadkobierca Rzeczypospolitej Obojga Narodów, pierwszego państwa wielu narodowości. To jego ukochane Wilno w chwili swej wielkości i katastrofy, w roku 1655 liczyło dwadzieścia trzy kościoły katolickie, dziewięć cerkwi unickich, dwie prawosławne, świątynie ewangelickie, luterańską i kalwińską, bożnice starozakonne, meczet tatarski. Już wtedy w XVII wieku mawiano, że nigdzie na świecie nie czci się Boga w sposób tak rozmaity jak w Wilnie. Prawdziwi dziedzice tych tradycji są odporni na ksenofobię, na odruchy wrogości wobec narodów, z którymi sąsiadować nam przyszło o miedzę lub na kontynencie”.
Nawiązując do słów Pawła Jasienicy warto je poprzeć liczbą tytułów gazet i czasopism, które ukazywały się w Wilnie w latach 1920-1939. Niektóre z tych tytułów ukazywały się tylko przez jakiś czas, ale były i takie które wydawane były przez prawie cały okres tak zwanego dwudziestolecia międzywojennego (zobacz wykaz w ramce).
Pierwszym i bardzo istotnym elementem życia szkoły były Komitety Rodzicielskie. Wielokrotnie sprawy pomiędzy nauczycielami a uczniami w sposób dyskretny załatwiane były wspólnie przez nauczycieli i rodziców. I tu należy wymienić bardzo istotny element ważący o stosunkach między nauczycielami a uczniami; a było to poszanowanie przez obie strony PRAWDY. Cokolwiek niewłaściwego nie zrobiłby uczeń, o ocenie sytuacji decydowało mówienie prawdy, a więc przyznanie się do winy. Pamiętam taki wypadek w klasie: nie było w szkole jednej z nauczycielek i zastępować ją miała na ostatniej lekcji inna – bardzo nie lubiana przez uczniów; w tej sytuacji cała klasa opuściła wcześniej szkołę. Następnego dnia z samego rana do klasy przyszła dyrektorka – co już było zapowiedzią surowej postawy dyrekcji wobec samowolnego opuszczenia klasy przez uczniów. Dyrektorka zwróciła się do przewodniczącej klasy z pytaniem: „dlaczego opuściłyście szkołę i nie zostałyście na ostatniej lekcji?” Zapytana dziewczynka odpowiedziała zgodnie z prawdą „bo nie chciałyśmy zostać na lekcji zastępczej”. Dyrektorka kolejno zwracała się do następnych dziewczynek, wszystkie odpowiadały tak samo: „cała klasa wychodziła, więc i ja wyszłam”. Na zakończenie dyrektorka powiedziała: „a więc to was wyprowadziła ze szkoły M-ówna, bo ona jedyna wiedziała, dlaczego wychodzi”. Oczywiście ta „jedyna” zalała się łzami i pewna była, że będzie miała wielkie przykrości. Tymczasem sprawa skończyła się słowami matki skierowanymi do dziewczynki: „pani dyrektor powiedziała mi, że ty jedna powiedziałaś jej prawdę i to zasługuje na szacunek”.
Nastał Wrzesień 1939 roku – roku wielkiej próby. Rok szkolny zaczął się normalnie, ale jeszcze w tym samym miesiącu nastąpiły wielkie zmiany: 17 września zaatakowanie Polski przez ZSRR, a 28 października „oddanie” Wilna Litwie.
Litewskie władze wprowadziły do szkół wiele zmian tak personalnych jak i programowych. Początkowo komitety rodzicielskie wyłoniły delegację rodziców, która pojechała w tej sprawie do Kowna do Ministerstwa Oświaty. Delegacja została potraktowana grzecznie, ale stanowczo, a zmiany w szkolnictwie postępowały dalej. I wtedy, 3 grudnia 1939 roku młodzież szkolna pochodem po ulicach Wilna rozpoczęła strajk szkolny. Należałam do młodszych uczniów, którzy roznosili ulotki i bardzo się bałam, ale ci młodsi nie podlegali aresztowaniom. Starsze nasze koleżanki i koledzy w wielu wypadkach zostali aresztowani i spędzili w wileńskich więzieniach po kilka miesięcy. Jednocześnie z tymi wypadkami nauczyciele szkół polskich zaczęli organizować tajne nauczanie. (...)
W mojej klasie było pięć Żydówek, dwie prawosławne Rosjanki – obie córki prawosławnych księży zbiegłych ze Związku Radzieckiego, Tatarka, Ukrainka, dwie dziewczynki protestantki – Polki. W programie szkół państwowych wychowanie i nauczanie przebiegało według religii katolickiej. Przed lekcjami na korytarzu odbywała się modlitwa dla wszystkich klas. Dziewczynki innych wyznań mogły nie brać w niej udziału. Podobnie było w okresie Wielkiego Postu, kiedy miały miejsce trzydniowe rekolekcje – dla naszej szkoły w Kościele św. Jerzego. Przede wszystkim w programach nauczania były lekcje religii – oczywiście prowadzone przez księdza katolickiego. Naszym nauczycielem religii był ks. Oskar Chalecki. Dziewczynki innych religii we wszystkich tych zajęciach mogły uczestniczyć na zasadzie „wolnych słuchaczek” – na lekcjach religii, a jeśli chciały mogły zadawać pytania i wysuwać swoje wątpliwości. Nie było żadnych różnic pomiędzy uczennicami różnych wyznań a katolikami. Niedawno przeczytałam wspomnienie Karaimki, która była uczennicą sióstr Nazaretanek i gdy umarł jej ojciec i rodzina popadła w kłopoty finansowe Nazaretanki zwolniły ją z płacenia czesnego.
Drugim istotnym elementem mojej szkoły był powszechnie uznawany, tak przez uczniów jak i przez dorosłych autorytet nauczyciela. Nauczyciel to był ktoś bardzo szanowany również w społeczności wileńskiej; zajmował wysoką pozycję w rankingu zawodów.