Facebook
Bunt Młodych Duchem
Książki polecane:
Licznik odwiedzin:
Dzisiaj: 34
W tym miesiącu: 1387
W tym roku: 22639
Ogólnie: 303539

Od dnia 21-09-2006

Bunt Młodych Duchem

O „ludzką twarz” post-solidarnościowego kapitalizmu

Autor: Zbigniew T. Wierzbicki
01-04-2014

W PRL'u, wielu ludzi, wśród nich ideowi sympatycy polskiego przedwojennego, zasługującego na szacunek socjalizmu (w II RP) jak np. socjolog Janek Strzelecki, domagało się, by socjalizm PRL-u miał „ludzką twarz”. Jedni byli przekonani, że ustrój ten można poprawić, shumanizować, inni wspierali ten postulat przez solidarność, ponieważ sądzili, iż w ten sposób oddalą od Polski drugi etap zapowiadanej przez marksizm ewolucji: komunizm, nieuniknienie modo sovietico, w czym byli zresztą po cichu wspieraniu przez wielu członków Partii.
III RP i jej post-solidarnościowy kapitalizm przyniósł wiele osiągnięć, których się nie kwestionuje: wolność słowa (choc nieraz nadużywana), niezawisłość sądów (choć nieraz wykorzystywana przez przestępcze jednostki), wyeliminowanie haniebnych procesów politycznych i urągających poczuciu moralnemu wyroków sądowych w sprawach politycznych (choć w sprawach cywilnych sądy w PRL działały sprawniej).
Lecz postsolidarnościowy „wolny rynek” przyniósł również wiele ujemnych zjawisk: drapieżność finansową i towarzyszącą jej znieczulicę społeczną oraz masową korupcję, przy znacznej, niestety, pobłażliwości ekip rządzących (osławione powtarzane słowa, że pierwszy milion trzeba ukraść — a więc tak mieliśmy tworzyć stan średni?); a osłabienie zmysłu państwowego było prostą konsekwencją tych zjawisk; pojawił się ponadto wyzysk, zwłaszcza kobiet w prywatnych wielkich firmach, dotkliwy, bo jednocześnie malała opieka społeczna (likwidacja żłobków, przedszkoli, ogródków jordanowskich itp.). Bezrobocie i bieda kobiet, zwłaszcza obarczonych dziećmi czy mężami alkoholikami, którzy nie chcą poddać się leczeniu, stało się szczególnie dotkliwe w małych miejscowościach, owych „matecznikach polskości”, gdzie padły wielkie zakłady przemysłowe; wreszcie tolerancja wobec różnych patologii życia społecznego, zwłaszcza wobec pijaństwa ludzi na różnych odpowiedzialnych stanowiskach (posłowie, lekarze, kierowcy pojazdów itp.), co dopiero od niedawna, podobnie jak korupcja, spotyka się z ostrzejszą reakcją władz postsolidarnościowych (niepotrzebnie zresztą przybiera drastyczne formy). Żywy niepokój budzi łamanie czy naciąganie przepisów obowiązującego prawa przez ludzi, zarówno piastujących państwowe stanowiska jak i zasobnych w pieniądze (inwestorzy, developerzy); szczególnie wyraźnie wystąpiło to zjawisko w dziedzinie ochrony przyrody (ostatnio przypadek Doliny Rospudy), ułatwione na skutek niskiej świadomości ekologicznej społeczeczeństwa oraz celowej bierności nawet tej władzy, która jes powołana z urzędu do obrony cennych obszarów przyrodniczych! I to w obliczu zbliżającej się katastrofy ekologicznej (przede wszystkim braku wody pitnej).
Strajki lekarzy i pielęgniarek oraz szykujący się strajk nauczycieli a może i policjantów z powodu rzeczywiście niskich ich zarobków, przy jednocześnie rażącym szastaniu pieniędzmi na znacznie mniej ważne czy wątpiliwe cele, jak np. rozbudowa aparatu lustracji, tworzenie nowych urzędów, których potrzeba wydaje się wątpliwa, referendum w sprawie tak oczywistej jak ochrona Rospudy, premie dla wysokich rangą urzędników niezależnie od wyników ich pracy, udział wojsk polskich w Iranie i Afganistanie, niepotrzebne zmiany nazw ulic, których patronami były osoby o poglądach lewicowych lecz niewątpliwie bardzo patriotyczne; wątpliwe akcje edukacyjne o zabarwieniu partyjno-politycznym itp.
Ma to zresztą i pozabudżetowe oblicze: przepływ pieniędzy do kieszeni ludzi wiernych ekipom rządowym, ponieważ ważne (i dobrze płatne) stanowiska obsadza się wedle klucza partyjnego a nie fachowego, co ma z kolei podwójnie szkodliwe konsekwencje: stwarza wrażenie „kupowania” ludzi oraz, po drugie, naraża instytucje czy przedsiębiorstwa na straty ekonomiczne. Szczególnie bezwstydnie zawłaszcza stanowiska „Samoobrona”, kompromitując tym dodatkowo rządy PiS. Konieczne wydaje się powołanie centralnej ponadpartyjnej komisji, która będzie, na podstawie obiektywnych kryterów, proponować Rządowi podwyżki zarobków dla poszczególnych grup zawodowych, niezależnie od ich „ulicznej siły przebicia” (przy pomocy łomów, kilofów i kijów); obecne metody uzyskiwania „podwyżek” są nie do przyjęcia w praworządnym państwie!
Może więc ziarno prawdy tkwi jednak w słowach B. Mandeville'a w jego „Bajce o pszczołach”, że nie cnoty człowieka, lecz jego wady przyczyniają się do rozkwitu społeczeństwa. Czy słuszność tych słów potwierdzi rozwój IV RP? Bo już potwierdził w przypadku trwałości PRLu!
Odnowa moralna naszego życia narodowego, nazwana „rewolucją moralną”, jest szczytnym celem, lecz jeśli ma być zrealizowana, to trzeba analizować jej kontekst społeczny, w tym i bariery, tym bardziej, iż tak wielu ludzi (większość?) chwali sobie czy tęskni za PRL'em, co niesłusznie oburza wielu działaczy „S”. W odwecie nazywają oni tych ludzi homo sovieticus. Oczywiście, obalenie dominacji sowieckiej, udział w tym wielu działaczy „S” oraz czynione przez wielu z nich obietnice lepszej przyszłości wywoływały radość, lecz w zderzeniu z niełatwo zmienialną rzeczywistością, musiały spowodować z kolei rozczarowanie i frustrację znacznej części społeczeństwa. Zapowiedź „rewolucji moralnej” ożywiła na nowo nadzieje na szybką zmianę na lepsze.
Bądźmy realistami. Po pierwsze każda większa reforma mająca moralny wydźwięk, a tym bardziej etyczny charakter, wymaga nie tylko woli politycznej u reformatorów, lecz również ich osobistej uczciwości i bezinteresowności, zgodnie ze znanym historycznym powiedzeniem: „żona Cezara musi być ponad wszelkie podejrzenie”. Zakłada to nie tylko czystość intencji, ale i ponadpartyjną w obsadzaniu stanowisk realizację reformy.
Po drugie, towarzyszyć temu musi zdecydowana walka z zakłamaniem życia publicznego i społecznego. A należy ją rozpocząć od szkół, a więc edukacji, nawiązując do wzorów w II RP, a więc do jej udanych eksperymentów i osiągnięć pedagogicznych. A tych wówczas nie brakowało. Rzecz charakterystyczna: żaden z postsolidarnościowych ministrów edukacji narodowej, podkreślających przy różnych okazjach swój światopogląd chrześcijański, nie podjął walki z kłamstwem szkolnym (ściąganie, podpowiadanie, oszukiwanie nauczycieli itp.). A na tym szczeblu zaczyna się przecież proces kształtowania cnót „małego życia”, które stanowią podwalinę dla cnót „wielkiego życia”, a więc życia publicznego. Krytykuje się niesłusznie obecnego ministra za obowiązkowe wprowadzenie mundurków szkolnych, lecz opinia publiczna pomija milczeniem bierność tego ministerstwa w przeciwdziałaniu kłamstwu szkolnemu oraz w reaktywowaniu najstarszej w Polsce, bo ustanowionej w 1783 r. fundacji edukacyjnej księcia Augusta Sułkowskiego i prowadzonej przez nią doświadczalnej szkoły średniej w Rydzynie, w której skutecznie wyeliminowano tę właśnie patologię. A jednocześnie milczy się wobec planów prywatyzacji „za grosze” pozostałych, jeszcze nie rozparcelowanych, majątków rolnych tej Fundacji, zlikwidowanej najpierw przez zaborczy rząd pruski, a po II wojnie przez rząd PRL (1953 r.).
A czy paradoksalnie, akcja antyaborcyjna, broniąca słusznej sprawy, bo życia nienarodzonych, nie szkodzi na skutek swego upolitycznienia i agresywności, kształtowaniu w społeczeństwie cnót „małego życia”? Niewątpliwie spycha na margines mniej ważne (na pozór) problemy etyczne. A moralne odrodzenie polskiego człowieka wymaga harmonijnego rozwoju, na różnych szczeblach i w różnych wymiarach, etyki osobistej.
Wreszcie dla nadania kapitalizmowi „ludzkiej twarzy” przez rozwijanie cnót „małego życia” ważne są wszelkie działania pracy organicznej, w tym i oddolne ruchy społeczne, zwłaszcza w owych „matecznikach polskości”: na wsi i w małych miastach. Tymczasem obserwujemy na tzw. prowincji zanik bibliotek, klubów, różnych towarzystw, i tak ważnej działalności organicznej spółdzielczości. Powstałą próżnię społeczną wypełnia częściowo „Radio Maryja” i telewizja oraz wszechogarniająca apatia ludzi. Gorzej, że w atmosferze tej łatwo się lęgną spiskowe teoryjki z domieszką antysemityzmu, co psychologicznie demoralizuje lokalne społeczności (zob. I cz. wywiadu z prof. J. Tazbirem, „Bunt…”, nr 36).
Czy więc słuszny jest postulat nadania „ludzkiej twarzy” postsolidarnościowemu kapitalizmowi? Sądzimy, że tak. Jeśli nie wyleczymy go, a co najmniej nie złagodzimy jego drapieżności i aspołecznych postaw oraz lekceważenia wszelkich norm moralnych, nie osiągniemy ani spokoju społecznego, ani ładu moralnego. Aktywizując ludzi w pracy organicznej najłatwiej, poza edukacją, można rozwinąć cnoty „małego życia” i jednocześnie ważną solidarność międzyludzką (przez małe „s”). Włączymy się tym samym w ogólny europejski proces stopniowego uspołeczniania kapitalizmu i przywracania w mu koniecznych zasad etycznych.

Ztw