Facebook
Bunt Młodych Duchem
Książki polecane:
Licznik odwiedzin:
Dzisiaj: 18
W tym miesiącu: 314
W tym roku: 14993
Ogólnie: 295891

Od dnia 21-09-2006

Bunt Młodych Duchem

Biblia sama i nie sama

Autor: Jan Turnau
10-09-2014

Pismo Święte nie musi dzielić.

Kontynuuję omawianie broszury bardzo kościelnie ważnej. Przetłumaczył ją ekumenista dzielny Dariusz Bruncz, wydała luterańska oficyna WARTO, a jest to „Luterańsko-katolickie upamiętnienie Reformacji w 2017 r. Raport luterańsko-rzymskokatolickiej Komisji Dialogu do Spraw Jedności”, pod zgrabnym tytułem „Od konfliktu do komunii”. Wynika z dokumentu, że po 500 latach bliżej do tej drugiej niż do tego pierwszego, choć oczywiście Jedność jeszcze przed nami. Zreferowałem tutaj już rozdziały o usprawiedliwieniu, Eucharystii, urzędzie (rzecz jasna, kościelnym), teraz kolej na Pismo Święte. Na pytania: Biblia jest jedynym źródłem wiary czy też jakoś do spółki z późniejszymi tradycjami kościelnymi? I kto ma Pismo Święte autorytatywnie interpretować: jaka tu jest rola władzy kościelnej?

Samo Pismo, ale...
Czytam: „W sporze, który wybuchł w związku z rozpowszechnianiem 95 tez Lutra dotyczących odpustów, szybko pojawiło się pytanie, na jakie autorytety można się w nim powoływać. Nadworny teolog papieski Sylwester Prieras w pierwszej odpowiedzi na tezy Lutra argumentował: „Kto nie trzyma się nauki Kościoła Rzymskiego i papieża jako nieomylnej reguły wiary, od której także Pismo Święte otrzymuje moc i autorytet, jest heretykiem”. Johannes Eck zaś odpowiedział Lutrowi: „Pismo Święte nie jest autentyczne bez autorytetu Kościoła”. I rzeczywiście Reformator „rozumiał Pismo jako pierwszą zasadę, na której muszą opierać się bezpośrednio lub pośrednio wszystkie teologiczne stwierdzenia”.
Czy to znaczy jednak, że według luteranów wiara chrześcijańska nie opiera się na żadnych późniejszych niż Biblia tradycjach? W tymże dokumencie ekumenicznym czytamy, że według Lutra Pismo Święte nie jest sprzeczne ze wszystkimi tradycjami, lecz tylko z tradycjami ludzkimi, kłamliwymi, które zaciemniają Pismo, nie wyrażają jego przesłanek. Można wnioskować stąd, że te właściwe tradycje jakoś brał pod uwagę.
Co na to Kościół rzymskokatolicki? Raport tak referuje jego stanowisko: „Na Soborze Trydenckim stwierdzono, że Pismo oraz niezapisane tradycje apostolskie są dwoma instrumentami przekazywania Ewangelii. Należy zatem odróżnić tradycje apostolskie od tradycji kościelnych, które są wprawdzie cenne, ale drugorzędne i zmienne”. Mylono jedne z drugimi, przeceniano rolę Urzędu Nauczycielskiego, który „nie stoi ponad Słowem Bożym, ale jemu służy” — to stwierdzenie już Soboru Watykańskiego II. Sobór ten też wyklucza „monopolistyczne roszczenie Magisterium do pełnienia roli jedynego organu interpretującego. Potwierdza to zarówno stuletnia praktyka oficjalnego wspierania katolickich badań biblistycznych, jak i uznawanie roli egzegezy przy dojrzewaniu doktrynalnego nauczania”.

W biblistyce zmiany duże
A nauczanie owo zmieniło się mocno: kto zagląda do mojego blogu biblijnego (janturnau.blox.pl), ten zauważył tam takie np. informacje, że Księga Jonasza to beletrystyka, nie kronika, a i te księgi, które nawet czasem kronikami się nazywają, reportażami historycznymi żadną miarą nie są. Nie są również zbiorami legend, ale jak cała historiografia poprzedzająca nowoczesną zawierają jakąś tendencję albo inaczej — przesłanie teologiczne. „Realizm szczegółów” nie był długie wieki ideałem opisywaczy dziejów. Trzeba tu mocno zaznaczyć, że w tej wielkiej zmianie rozumienia Pisma przodowała myśl protestancka. Mój Kościół poszedł za nią z opóźnieniem.

Prawowierność wszędzie problemem
Wracam do dialogu rzymskokatolicko-luterańskiego. Jego owocem — czytamy w dokumencie — „dla teologii luterańskiej jest otwartość na katolickie przekonanie, że skuteczność Pisma dotyczy nie tylko pojedynczych osób, lecz także Kościoła jako całości. Potwierdza to rola, jaką odgrywają księgi wyznaniowe w Kościołach luterańskich”. Otóż to: nie jest tam tak, że każdy może rozumieć Biblię po swojemu. Przecież wielki teolog luterański Albert Schweitzer nie mógł, gdy zaczął leczyć Afrykanów, pełnić wobec nich funkcji duszpasterskich, bo miał poglądy, które jego Kościół uważał wtedy za nieprawowierne (a i rzeczywiście kontrowersyjne były).
Jedność już bliżej, aczkolwiek...
Jednym słowem, spore dogadanie się. „Stąd też katolicy i luteranie mogą wspólnie wyciągnąć wniosek, że w odniesieniu do Pisma i Tradycji istnieje tak bliskie porozumienie, że różne akcenty postawione przez obie strony same z siebie nie uzasadniają istniejącego podziału Kościoła. Na tym obszarze mamy więc do czynienia z jednością pogodzonej różnorodności”.
Niemniej na trąby zwycięskie za wcześnie. Dzielą oczywiście późniejsze dogmaty maryjne: nie tamte, że Marię z Nazaretu nazywać można matką Boga, że poczęła Jezusa w sposób nadzwyczajny, „z Ducha Świętego” (co w Biblii powiedziano wyraźnie), ale te o jej niepokalanym poczęciu i wniebowzięciu. Dzieli — choć już nie jak za Lutra — pojmowanie roli biskupa Rzymu. Doszły nawet nowe różnice: luteranizm (Reformacji „pierwszej” — ewangelikalny, tradycyjniejszy znacznie) jest dużo bardziej otwarty na myśl laicką w sprawie oceny moralnej homoseksualizmu, najwyraźniej też w kwestii kobiecej, jeżeli kobiety pełnią tam urząd duchowny. Niemniej Biblia nie dzieli już tak zasadniczo, jak za Marcina Lutra. Deo et hominibus gratias!

Jan Turnau
Autor jest redaktorem „Gazety Wyborczej”