Facebook
Bunt Młodych Duchem
Książki polecane:
Licznik odwiedzin:
Dzisiaj: 38
W tym miesiącu: 184
W tym roku: 6031
Ogólnie: 316292

Od dnia 21-09-2006

Bunt Młodych Duchem

Jaki on był. Jacy my będziemy…

Autor: admin
17-03-2013

Przypominamy postać Andrieja Sacharowa (1921-1989), wybitnego fizyka, współtwórcy radzieckiej bomby wodorowej, który widząc skutki próbnych wybuchów odmowił dalszych prac nad jej konstrukcją i z prominentnego naukowca zmienił sie w bezkompromisowego dysydenta, rzecznika rozbrojenia
i obrońcę praw człowieka
Do tych drzwi mieszkania Andreja Sacharowa na ulicy Czkałowa rzadko zdarzało mi się dzwonić. Z reguły drzwi były uchylone, a w najlepszym wypadku przyciśnięte do złożonej w 6 części gazety. I wieszak w wąskim korytarzu niemal nigdy nie był pusty. Na nim obok wytwornego palta jakiegoś dyplomaty mógł wisieć czyjś waciak.
Patrząc na czarny sznur telefoniczny, można było określić, gdzie w tej chwili jest akademik – w pokoju czy w kuchni.
Po powrocie z Gorkiego Sacharowowi zaproponowano wspaniałe mieszkanie w domu dla członków Akademii Nauk, odpowiadające jego tytułowi i zasługom. Odmówił, nie chciał niczego „odpowiedniego”. Pozostał w dosyć ciasnym dwupokojowym mieszkaniu swojej teściowej Rufi Bonner, z którego został zesłany. Poprosił tylko o gabinet do pracy piętro niżej.
Ileż razy widziałem, jak przychodzących tu po raz pierwszy zdumiewały po prostu i warunki, i zbyt zwyczajne ubranie akademika. Czy to nie potiomkinskaja dieriewnja, czy nie specjalnie obrana rola biessieriebriennika (ubogiego duchem)? A rzeczy nie miały dla niego znaczenia. Wydawało się, że ich w ogóle nie zauważał. W domu nie było ani kryształów, ani dywanów, ani zastawy stołowej dla przyjęć dyplomatycznych. Przyjęcia te odbywały się w kuchni, gdzie odstające od ściany kafle z trudem przytrzymywał przylepiec.
Przydeptane kapcie, sprane dżinsy, kurtka, która wyszła z mody już w latach 50., sweter robiony na drutach, przewieszony przez ramię – wszystko to w niewielkim stopniu odpowiadało przyjętej etykiecie dyplomatycznej. Za to były oczy, w których sąsiadowała i ostrożność, i ciekawość, i uważne spojrzenie na ciebie.
Dla gości – kawa, dla siebie – herbata. Na stole tego domu nigdy nie było niczego takiego, czego nie można było dostać w zwykłym moskiewskim sklepie lub na rynku, gdzie on lubił chodzić sam. Rzecz dziwna, ale on lubił robić to, co nas zwykle denerwuje: myć talerze, podłogę, stać w kolejce, jak wszyscy. I nie była to poza, gdyż wszystko to robił z niezwykłą sumiennością. Według słów Heleny Bonner, „jego głównym talentem było – zrobić wszystko do końca”. Jedyny luksus, na jaki sobie pozwalał, to grzać wszystko, nawet to, co je się zwykle na zimno, nawet sałatkę i śledzie.
Dom był dla niego wszystkim, tylko nie twierdzą. Lubił go w jego idealnej czystości i w chaosie książek, rękopisów, listów. Tylko tutaj czuł się bezpiecznie odgrodzonym (i to przy otwartych drzwiach!) od kłamstwa, pogróżek, czyjejś nieżyczliwości. Przestępując próg, uspokajał się, stawał się weselszy, pozwalał śmiać się z siebie i sam żartował. […. ]
Mało kto wie, że powieść Grossmana „Życie i los” ocalała w tym właśnie domu. Przeczytawszy rękopis, Sacharow, Helena i Rut Bonner dwa dni przefotografowywali go, obawiając się o jego dalsze losy. Nawet tu był przewidujący.
W panice we własnym domu widziałem go tylko raz, gdy w czasie szczytu przedwyborczej kampanii postronni goście niechcący uszkodzili aparat telefoniczny. Oczywiście, nie żal mu było poklejonego telefonu. Chodziło o coś innego – jego, jak kiedyś w Gorkim, pozbawiono kontaktu ze światem. Ktoś dzwonił do niego, ktoś go potrzebował, coś się w tym czasie działo, a telefon milczał…
Ja, jak i wielu ludzi, byłem przerażony incydentem na pierwszym Zjeździe Deputowanych Ludowych, gdy przemówienie Sacharowa zagłuszano krzykami i ordynarnymi protestami. Przybiegłem do niego do domu, by się dowiedzieć, jak przeżył cały ten koszmar. Na pozór Sacharow był spokojny i wesoły. A na pytanie odpowiedział, wzruszając ramionami: „Kiedy mówię, to myślę i już nie słyszę niczego”. Ja do dzisiaj raczej w to nie wierzę. On jak nikt umiał słuchać swoich oponentów – skłoniwszy się lekko do przodu w stronę rozmówcy, niemal obróciwszy się doń profilem.
Mógłby jeszcze żyć a żyć
14 grudnia* późno wieczorem powiedział do żony i gości: „Idę spać. Jutro będzie trudny dzień. Czeka mnie walka na zjeździe”. To były jego ostatnie słowa w tym życiu…
Gości swoich, nie bacząc na ich protesty, Sacharow zawsze odprowadzał do windy. Teraz my mamy go odprowadzić. On już nigdy nie wjedzie na siódme piętro swego domu. Ale nam nikt nie przeszkodzi myślowo tam wjechać, wejść do mieszkania, pokłonić mu się i przysiąc, że zbudujemy ten dom, którego podwaliny on założył wcześniej od nas wszystkich.

Gennadij Nikołajewicz Żaworonkow (1941-2006), pierwszy rosyjski dziennikarz, który pisał prawdę o zbrodni katyńskiej; autor książki „O czym milczał Las Katyński, gdy mówił akademik Andriej Sacharow”

„Moskowskije nowosti”. Wydanie specjalne. 17 grudnia 1989 Publikowane poniżej teksty wspomnień opracowała i przełożyła specjalnie
dla „Buntu Młodych Duchem” Elżbieta Janus