Facebook
Bunt Młodych Duchem
Książki polecane:
Licznik odwiedzin:
Dzisiaj: 4
W tym miesiącu: 150
W tym roku: 5997
Ogólnie: 316258

Od dnia 21-09-2006

Bunt Młodych Duchem

Działalność dyplomatyczna w Wielkiej Brytanii

Autor: Piotr Lossowski
29-03-2013

Trzecia część opisująca dzieje polskiej dyplomacji po wybuchu II wojny światowej.
Tych, którzy przedostali się przez Kanał la Manche było tylu, że można było pomyśleć o zorganizowaniu zbiorowej pracy, o odbudowie ministerstwa spraw zagranicznych. Szok był jednak olbrzymi, być może nawet większy niż we wrześniu 1939 roku. Wówczas było więcej wiary w rychłą odmianę sytuacji. Teraz czepiano się już tylko resztek nadziei. Dopiero z upływem czasu, bardzo powoli, wracała otucha, a w serca wstępowała nowa nadzieja.
Wystąpiła przy tym nowa okoliczność, która nie była pozbawiona znaczenia. Mianowicie podczas swej pracy po Wrześniu dyplomaci polscy spotykali się z licznymi wyrazami współczucia. Ale często za tymi słowami dawała się wyczuć nuta lekceważenia, że ulegliśmy tak łatwo i tak prędko wrogowi. Po ostatnich wydarzeniach odsłoniła się inna prawda, że Polacy walczyli z większą determinacją, niż inni, że nie pożałowali ofiar, iż nie przychodziła im do głowy myśl o kapitulacji. Pozwalało to teraz podnieść wyżej głowę.
Podjęta przez rząd polski decyzja kontynuowania walki u boku Wielkiej Brytanii przyniosła jasność co do dalszych celów i metod działania. Wróg był ten sam, pozostał jeden sojusznik. Jednoznacznie zabrzmiały słowa listu ministra Zaleskiego, skierowanego 25 czerwca 1940 roku do ministra Halifaxa: „Naród i rząd polski są stanowczo zdecydowane prowadzić nadal wojnę przeciwko Niemcom wszystkimi swymi siłami, w najpełniejszym porozumieniu z Wielka Brytanią”.
Tezy rządu polskiego na emigracji
Widomym wyrazem utrzymanej współpracy stała się polsko – brytyjska umowa wojskowa podpisana w Londynie 5 listopada 1940 roku. Podkreślała ona znaczenie rozwoju sił zbrojnych Polski, precyzowała formy i zasady wzajemnego współdziałania.
W dniu 15 sierpnia przygotowane zostały tezy programowe rządu polskiego w Londynie. Określały one stosunek do poszczególnych krajów oraz problemów wynikłych już w czasie wojny. W dokumencie tym podkreślano: „Główny nasz interes leży w równoległym i przyjaznym współdziałaniu Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych we wszystkich sprawach polityki światowej”. Jeśli chodziło o ZSRR to w dokumencie zostało zapisane: „Warunkiem podstawowym wprowadzenia stosunków między Polską a Rosją musi być przywrócenie granicy sprzed września 1939 roku”.
Warunki pracy polskiego MSZ w Londynie były bardzo skromne. Brakowało nawet miejsca do pracy. Jak podaje Andrzej Kamieniecki rząd mieścił się z początku w lokalu polskiej ambasady. Ministrowie urzędowali w jednym pomieszczeniu, w wielkim chińskim salonie ambasady. Każdy minister miał swoje biurko, dookoła którego tłoczyli się urzędnicy.
Wkrótce jednak sytuacja się poprawiła. Ale mimo to ramy działalności MSZ w porównaniu z Francją przedstawiały się skromnie. Liczyć można było tylko na pomoc Anglików, której oni nie odmawiali. Miesięczny budżet placówek polskich ustalony został początkowo na 15 tysięcy funtów szterlingów, co nie było, jak na potrzeby, sumą imponującą. Można było liczyć na zwiększenie przyznawanych kwot, gdyż rządowi brytyjskiemu zależało, aby jego jedyny sojusznik nie utracił prestiżu w oczach państw neutralnych.
Jak pisze Tadeusz Skowroński w połowie 1940 roku doszło do przejściowego paraliżu pracy poselstwa polskiego w Brazylii. Nastąpiła redukcja pracowników, zamieniono lokal na bardziej oszczędny. Działalność poselstwa sprowadzała się do kontaktów z rządem brazylijskim i samego istnienia. Pierwszą depeszę szyfrową z MSZ otrzymano w poselstwie 10 lipca.
Był to najcięższy okres, który przetrwano. We wrześniu, jakby na przekór trudnościom, rząd uchwalił, że pragnie podniesienia trzech konsulatów do rangi poselstw i utworzenia dwóch nowych konsulatów generalnych. Za tymi projektami kryła się duża determinacja i wiara w przyszłość.
Próba stworzenia wspólnego bloku państw okupowanych przez Niemcy
Wybiegano też ku przyszłości podejmując rokowania z emigrantami czechosłowackimi. Odbył się szereg rozmów, w rezultacie których strony podpisały w dniu 11 listopada 1940 roku deklarację, która zapowiadała, że oba kraje zamykając raz na zawsze okres dawnych urazów i sporów i biorąc pod uwagę wspólność podstawowych swych interesów, zdecydowane są po ukończeniu wojny wejść ze sobą, jako państwa niepodległe i suwerenne, w ściślejszy związek polityczny i gospodarczy.
Stałą troską kierownictwa MSZ było utrzymanie przy rządzie polskim na emigracji obcych przedstawicieli dyplomatycznych. Tuż po przymusowej przeprowadzce do Londynu liczba ich zmalała. Uzupełnili ją przedstawiciele rządów na emigracji. Doszli także reprezentanci niektórych państw latyno-amerykańskich. W rezultacie liczba dyplomatów obcych akredytowanych przy rządzie polskim wzrosła w lipcu 1941 roku do ośmiu. Nie było to zbyt wiele, ale obecność Polski w stosunkach międzynarodowych stawała się znowu widoczna.
Można powiedzieć, że w okresie od czerwca 1940 do lipca 1941 zdołano się pozbierać po nowej klęsce i wdrożyć do pracy. Między innymi starano się działać w tak ważnej sprawie jaką było informowanie świata o zbrodniach okupantów na ziemiach polskich. Wydano jeszcze jedną polską Białą Księgę. Zawierała ona nie tyle zbiór dokumentów urzędowych, ile świadectwa o życiu ludności polskiej pod okupacją niemiecką i sowiecką. Materiały zebrane w dość dużym wyborze robiły wrażenie. Mogły służyć za podstawę pracy propagandowo-informacyjnej prowadzonej przez polskie placówki za granicą.
Aktywność dyplomacji polskiej uwidoczniła się wówczas w jeszcze jednej sprawie. Mianowicie zbudowania wspólnego frontu z innymi państwami poszkodowanymi przez Trzecią Rzeszę. W kwietniu 1941 roku skrystalizowała się myśl utworzenia komitetu skupiającego przedstawicieli zainteresowanych rządów. 12 czerwca miała miejsce manifestacja sojusznicza. W rezultacie wspólnych wysiłków powstał komitet porozumiewawczy, którego sekretarzem został polski dyplomata Władysław Kulski. Polski rząd zaczął odgrywać bardzo widoczną rolę w tej organizacji średnich i małych państw, które padły ofiarą agresji. Był to niewątpliwie sukces dyplomacji polskiej.
Oceniając ogólnie trzeba stwierdzić, że polska dyplomacja działała w tym trudnym czasie na miarę swych możliwości. Samodzielnej polityki zagranicznej nie prowadzono, lecz określano własne cele. Przede wszystkim zaś wspierano politykę Wielkiej Brytanii, która wówczas samotnie walczyła przeciw Niemcom i Włochom.
Spór ministra Zaleskiego z Sikorskim
Z chwilą wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej w dniu 22 czerwca 1941 roku w Europie zaistniała zupełnie nowa sytuacja. Niemcy, które dotychczas skupiły się na walce z Wielką Brytanią, większą część swych sił przerzuciły na front wschodni. Rząd brytyjski odczuł to jako wielką ulgę. Zarysowała się – zdaniem premiera Winstona Churchilla – konkretna możliwość zwycięstwa nad Trzecią Rzeszą. Rząd brytyjski obiecał udzielić ZSRR wszelkiej pomocy. Obiecał też usunąć przeszkody w rozwoju współpracy wojennej z nowym sojusznikiem.
Jedną z takich przeszkód stanowiły zaognione po 1939 roku relacje pomiędzy rządem polskim w Londynie a rządem ZSRR. Doszło też wkrótce, za pośrednictwem brytyjskim, do nawiązania kontaktu polsko-sowieckiego. Rozbieżności były jednak bardzo duże. Strona sowiecka nie chciała się wyraźnie wypowiedzieć w sprawie granicy z Polską. Deklarowała wszakże unieważnienie traktatów niemiecko sowieckich z 1939 roku, wznowienie z Polską stosunków dyplomatycznych, utworzenie armii polskiej w ZSRR. Potem obiecała także zwolnienie więźniów politycznych. Premier Sikorski opowiedział się zdecydowanie za porozumieniem. W danej sprawie więcej osiągnąć się nie da – mówił – ktokolwiek wypowiada się za odmową nie widzi rzeczywistości.
Sikorski napotkał jednak stanowczy sprzeciw. Między innymi minister Zaleski uważał, że zawarcie porozumienia z ZSRR będzie możliwe tylko wówczas, jeżeli rząd brytyjski zaciągnie jednocześnie zobowiązanie wobec Polski, odnoszące się do jej integralności terytorialnej. Doszło do ostrej konfrontacji. Zaleski podał się do dymisji, zaś generał Sikorski, przy aktywnym poparciu ze strony brytyjskiej, traktat z rządem sowieckim podpisał w dniu 30 lipca 1941 roku.
Rola ministra Edwarda Raczyńskiego
Kierownikiem ministerstwa spraw zagranicznych został doświadczony dyplomata Edward Raczyński, ambasador w Londynie. Raczyński stwierdza: „Historia nie zatrzyma się dłużej nad pytaniem czy generał Skorski mógł w roku 1941, czy też nie mógł wywalczyć od Moskwy paragraf jaśniej warujący prawa Polski do granic przedwrześniowych. Stwierdzi natomiast, że układ otworzył dla rzesz polskich więźniów i wysiedleńców bramy więzień i obozów [...]. Uważam, że sformułowanie układu nawet najlepsze nie zmieniłoby istotnie naszego położenia”.
Edward Raczyński był wiernym i lojalnym współpracownikiem generała Sikorskiego. Aktywnie go wspierał w zakresie polityki zagranicznej. A za główne zadanie uważał stosunki z Moskwą. Jednak uzyskanie w tej dziedzinie sukcesu okazało się niemożliwe, a to z następujących powodów: „Wysilki polskie rozbijały się – pisał Raczyński – o dwie potężne zapory: brutalną przemoc Moskwy i niepokonalną niechęć mocarstw zachodnich do obrony swych sojuszników”.
W takim polożeniu minister Raczyński starał się zrobić jednak jak najwięcej. Przeciwstawiał się próbom narzucenia resortowi osób niekompetentnych; pracował na czele zespołu ludzi, którzy ukształtowali się jeszcze przed wojną, posiadali duże doświadczenie i oddanie pracy; jego najbliższym współpracownikiem był Kajetan Morawski, który zreorganizował ministerstwo, usprawnił urzędowanie.
Próba zbliżenia do Czechów i Litwinów
Dużo uwagi poświęcano w tym czasie sprawie stosunków polsko-czechosłowackich. Jednak z upływem czasu stawało się oczywiste, że politycy czescy coraz bardziej zaczynają orientować się na współpracę z ZSRR i nawiązanie ściślejszych więzów z Polską jest im nie na rękę. W maju 1943 roku strona czeska dała do zrozumienia, iż nie jest zainteresowana w dalszym podtrzymywaniu rozmów na temat konfederacji z Polską.
Przez cały czas dyplomacja polska starała się także utrzymywać kontakty z dyplomatami litewskimi na emigracji. Udzielono im pomocy materialnej, wspierano radami. Podczas swej wizyty w Stanach Zjednoczonych w marcu 1942 roku generał Sikorski oświadczył prezydentowi Rooseveltowi: Jeśli chodzi o państwa bałtyckie, to pozbawienie jakiegokolwiek państwa jego niezależności, jest przeciwne polskiej tradycji narodowej.
Szczególnego znaczenia w pracach służby zagranicznej nabrały wówczas sprawy opieki nad polskimi wygnańcami rozproszonymi po świecie. Zaraz po wrześniu 1939 roku starano się wspomagać uchodźców na Węgrzech, Litwie i w Rumunii. Potem w roku 1942/43 rozlała się po różnych krajach wielotysięczna fala Polaków przybyłych z Rosji. Minister Raczyński 28 kwietnia 1943 roku tak pisał do placówek: „Katastrofa dziejowa wyrzuciła na wszystkie niemal tereny, wolne od okupacji nieprzyjacielskiej, liczne rzesze naszych obywateli i narzuciła nam zadanie opieki nad nimi w rozmiarach i formach znacznie przewyższających praktykę przedwojenną”.
Zadanie to wykonywały przede wszystkim placówki konsularne, których liczba wzrastała. Ale tworzono teraz także nowe struktury. Na przykład ambasada w Moskwie posiadała 20 delegatur terenowych. Tym z kolei podlegali mężowie zaufania, którzy mieli za zadanie sprawowanie bezpośredniej opieki nad wielotysięczną rzeszą wywiezionych do Rosji obywateli polskich.
Jednak od przełomu 1942 i 1943 roku coraz więcej troski przysparzały stosunki z Sowietami. Z ZSRR nadchodziły wiadomości o niszczeniu polskich instytucji opiekuńczych. Dały się słyszeć coraz częstsze, coraz ostrzejsze ataki na rząd polski. Odpieranie ich zabierało wiele czasu i wysiłków. Piotr Łossowski