Facebook
Bunt Młodych Duchem
Książki polecane:
Licznik odwiedzin:
Dzisiaj: 51
W tym miesiącu: 2369
W tym roku: 19458
Ogólnie: 365973

Od dnia 21-09-2006

Bunt Młodych Duchem

Niezwykłe losy Wiery i jej córki Niny Eweliny

Autor: Halina Ilinicz
10-04-2013

Kolejny odcinek wspomnień Haliny Ilinicz z sowieckich łagrów
Już pracowałam w kantorze, gdy przybył nowy transport (etap) więźniów, a w nim mała dziewczynka imieniem Nina lat 15, sama, bez matki czy siostry, piękna jak słońce. Miała wyjątkowo niski wyrok, bo tylko 5 lat, jako„socjalno–wrednyj element” (tzw. „swe” zaś socjalno-opasny, a więc niebezpieczny określono skrótem:„soe”). Jej ojciec był Niemcem, kapitanem marynarki, i gdy go aresztowano, wykładowcą w Instytucie Budowy Okrętów w Leningradzie; a jej matka była Żydówką. Nina była jedynaczką i bardzo zdolnym dzieckiem, a ponieważ poziom szkół był wówczas niski, rodzice umieścili ją w jedynej państwowej szkole z językiem niemieckim, będącej na wyższym niż inne szkoły poziomie i to w Moskwie, dokąd przeprowadziła się z matką.
W początkach 1941 r. aresztowano wszystkich, uczniów tej szkoły, a Ninę, uczennicę 7 klasy zabrano z ulicy, gdy wracała ze szkoły do domu. Nawet nie odebrano jej podręczników, które miała ze sobą w tornistrze, tak iż z nimi, biedaczka, przyjechała do obozu. Jej matka pochodziła z bogatej rodziny, w której było dwoje dzieci: ona i brat, który pod przybranym nazwiskiem Jewgienij Ratow uciekł po zabiciu ich rodziców podczas rewolucji z Rosji do Stanów Zjednoczonych. Tam stał się producentem filmowym.

Wierę, jego siostrę, która została w Rosji Sowieckiej, wychowywała niania! Potem Wiera wyszła za mąż za Niemca, wspomnianego kapitana. Z córką Niną mieszkała ona w okresie szkoły w Moskwie w samodzielnym pokoju, tzw. kawalerce, co było wyjątkowe, gdyż mało kto miał w tym czasie samodzielne mieszkanie.
W dniu aresztowania córki czekała na nią w domu, a gdy ta nie wracała ze szkoły, domyślając się strasznej prawdy, podjęła rozpaczliwą próbę odzyskania dziecka.
Gdy Nina znalazła się w obozie, szybko przydzielają ją do prący w kantorze, bo Maciejczuk chce zrobić z niej swą kochankę. Ale wszyscy w kantorze zaczynają bronić dziewczynki i chronić przed Maciejczukiem. Ten stale wyjeżdża końmi po wódkę aż do Karagandy bo trudno jest ją dostać na miejscu z powodu wielkiego na nią popytu. Gdy kiedyś Maciejczuk wraca z wyprawy do Karagandy, woła Ninę i daje jej paczkę ze słoniną i kiełbasą oraz list od matki, przekazując jej, by nikomu nie pisnęła ani słowa.
Otóż jej matka, Wiera, gdy zdobyła adres obozu, w którym była Nina, wyjeżdża z Moskwy do Karagandy, dzięki czemu, jak się później okazuje, ratuje i siebie przed aresztowaniem i aresztowaną córkę. Oto udaje jej się zostać w Karagandzie kierowniczką stołówki, o której już wiedziała, że stołują się w niej naczelnicy okolicznych obozów. Poznaje tu Maciejczuka i dostarcza mu wódkę w ilości, której sobie życzy. A potem mówi, że ma córkę w obozie i nawiązuje z nim stały kontakt. Jednego razu Maciejczuk przywozi Wierę do obozu i umożliwia jej u siebie widzenie się z córką.

Potem Wiera znajduje drogę do Silczenki, zarządzającego kompleksem Sereptowskim. Gdy Nina kończy swój 5-letni wyrok i zostaje zwolniona, to do Karagandy przywozi ją sam Silczenko, a tu czeka już na nią matka ze świadectwem (za wódkę oczywiście) ukończenia przez nią średniej szkoły!, a ponadto z wynajętym osobnym pokojem (też za wódkę) i co najważniejsze z „czystym” paszportem (też za wódkę). W Karagandzie można było wszystko mieć za alkohol. Następnie Wiera każe Ninie przygotować się w ciągu 2 miesięcy do egzaminu do Instytutu Pedagogicznego, jedynej wyższej uczelni w Karagandzie. Nina egzamin zdaje, a matka pewna już, że zapewniła córce egzystencję i kształcenie, decyduje się wracać do Moskwy. Lecz nie może kupić dla siebie biletu! Porzuca więc pracę w stołówce i zgłasza się do pracy jako konduktorka wagonu na kolei. Zabiera ze sobą wszystkie rzeczy i pieniądze. Niestety, gdy zgodnie z przepisami wychodzi na jednej ze stacji w nocy z wagonu na peron, oczekując na ewentualnych pasażerów czy polecenia zwierzchników, niedoświadczona w tej pracy, traci pozostawione w przedziale służbowym wszystkie swoje rzeczy i pieniądze. A jest to zima; sama jest zaś na pół ubrana, bo tylko w walonkach na bosych nogach i waciaku narzuconym na nocną koszulę. Dojeżdża tak do Moskwy, gdzie nie ma nawet kopiejek na trolejbus. Idzi wiec pieszo do dawnego swego 6-pokojowego mieszkania po jej rozstrzelanych rodzicach, w którym powinna jeszcze mieszkać (o ile nie zmarła), jej niania, w małym pokoiku przy kuchni i drzwiach wejściowych. W innych pokojach mieszkały już, oczywiście, obce rodziny, w każdym pokoju jedna. Dobija wreszcie do tego mieszkania, stuka delikatnie do drzwi tyle razy, ile wynosi cyfra przy nazwisku na przybitej do drzwi liście lokatorów. Stuka możliwie cicho, by sąsiedzi nie usłyszeli (to byli zawsze najniebezpieczniejsi ludzie w Związku Radzieckim!). Otóż niania żyła jeszcze i usłyszała stukanie. Otworzyła drzwi i przygarnęła Wierę szukającą ratunku.

Dziwnym trafem, na drugi dzień pod wieczór, zastukano do drzwi, tyle razy, że nie było wątpliwości, że to ktoś do niani. Niania przestraszona wychodzi jednak do drzwi, rozmawia dłuższą chwilę, wraca wreszcie zdenerwowana mówiąc, że ktoś pyta o Wierę; początkowo nie wpuszcza tej osoby do korytarza, w końcu obie kobiety decydują „raz kozie śmierć” – i wprowadzają do siebie gościa, którym jest elegancki mężczyzna, wymuskany, podający się za urzędnika Ambasady Amerykańskiej w Moskwie. Proponuje Wierze, że zabierze ją tam swoim samochodem, twierdząc, iż szuka jej na zlecenie jej brata Ratowa od przeszło 3 lat. Wiera się boi, lecz gość zapewnia ją, że samochód nie ma rejestracyjnych znaków dyplomatycznych i stoi w bocznej uliczce, wiec po dłuższej chwili wahania przyjmuje jego propozycję. Wychodzą razem, wskakuje szybko do tego samochodu, gdy nikogo nie widać na ulicy. Pędem jadą do ambasady, wjeżdżając wprost w podwórze ambasady. Tu wprowadzają Wierę do jakiegoś salonu, gdzie znajduje się sam Harriman, który właśnie przyjechał do Moskwy na rozmowy ze Stalinem. Pierwsze pytanie Amerykanina brzmiało: „Co mogę zrobić dla Ciebie”. Ona: „Ja nie mam, gdzie mieszkać, nie mam w co się ubrać, nie mam pieniędzy na jedzenie, a córka w obozie”.
Wtedy Harriman ofiarowuje jej rzeczy osobiste towarzyszącej mu niewiasty, jak się zdaje córki, ponadto wszystkie ruble, które ma przy sobie. Wiera nie zgadza się na dalszą pomoc i mówi, że drugi raz do ambasady nie przyjdzie, bo się boi. Tą samą drogą, tym samym samochodem wraca z dwoma walizami rzeczy i pieniędzmi do mieszkania niani.

Nina studiowała jeden rok w Instytucie w Karagandzie, a po roku pojechała do Moskwy. Matka jej „dostała” pokój w stolicy (oczywiście, za łapówkę i twierdzenie że uciekła z Moskwy przed Niemcami, a w rzeczywistości wyjechała ona po córkę). Nina wstąpiła do Instytutu Bibliotecznego, który był najbardziej neutralny pod względem politycznym. Skończyła go bardzo dobrze. W 1949 r, została aresztowana po raz drugi, bo wykryto sprawę paszportu; poszukiwali jej, bo chodziło o to, by była pod kontrolą. Ale dostała tylko zsyłkę, pod Iwanowem (tkackie miasto w Rosji Centr.) Po śmierci Stalina zastała zwolniona i zrehabilitowana; mieszka obecnie w Moskwie. CDN