Facebook
Bunt Młodych Duchem
Książki polecane:
Licznik odwiedzin:
Dzisiaj: 69
W tym miesiącu: 160
W tym roku: 14839
Ogólnie: 295737

Od dnia 21-09-2006

Bunt Młodych Duchem

Zbigniew Czerwiński – Kredytowe szaleństwo

Autor: admin
03-05-2013

Felieton ekonomiczny „Nie pożyczaj, zły obyczaj” na poważnie!
Sięgając pamięcią do bardzo dawnej, jeszcze przedwojennej przeszłości, odnajduję w niej hasło: „dobry zwyczaj – nie pożyczaj”. Miało być ono ostrzeżeniem dla obu stron kredytowej transakcji. Kredytobiorcę ostrzegało, by liczył się z tym, że nie może mieć w przyszłości pieniędzy na spłatę swego długu, kredytodawcę – przed możliwością nie odzyskania pożyczonych pieniędzy. Przestrzegania tak radykalnie sformułowanego hasła trudno oczywiście wymagać, bo gospodarka znacznie by na tym ucierpiała. Kredyt jest potrzebny i w gospodarstwie domowym i w przedsiębiorstwie, i w państwie reprezentowanym przez budżet centralny i budżety terenowe. Kredyt umożliwia gładkie przechodzenie gospodarki od przeszłości do przyszłości, tak jak przechodzenie między punktami geograficznymi umożliwiają szosy i koleje. Ale udzielanie i korzystanie z kredytu powinno podlegać ograniczeniom dyktowanym – jeśli nie przez zaawansowaną wiedzę ekonomiczną, to przynajmniej przez zdrowy rozsądek.
Cały kryzys w rynkach finansowych, który wybuchł ostatnio w Stanach Zjednoczonych, wziął się ostatecznie z nieograniczonej skłonności do podejmowania ryzyka zarówno przez kredytobiorców, jak i przez kredytodawców (banki i inne instytucje finansowe). Kredytobiorcy nie badali dostatecznie możliwości spłaty kredytu, a kredytodawcy chcieli zbyt wiele zarabiać nie doceniając ewentualnej niewypłacalności dłużnika. Zawodowi ekonomiści będą z pewnością wyjaśniać przyczynę tego kryzysu w sposób znacznie głębszy i bardziej uczony. Ale sedno sprawy tkwi w lekkomyślności i nieumiejętności realnej oceny sytuacji przez obie strony kredytowych kontraktów wraz z poszukiwaniem wielkich zysków przez instytucje finansowe.
Prysło wiele mitów o zachowaniu się przedsiębiorców i konsumentów, którym standardowe teorie ekonomiczne przypisują pełną racjonalność, z czego ma wynikać doskonałość rynku automatycznie eliminującego wszystkie odchylenia od stanu równowagi. Należą do nich: hipoteza o umiejętności trafnego przewidywania przyszłego stanu rynku przez „agentów ekonomicznych” eliminująca z ich przewidywań błędy systematyczne i dopuszczające tylko popełnianie błędów losowych (teoria „rational expectations”) lub hipoteza o efektywnym działaniu rynków („efficient markets hypothesis”), przypisująca uczestnikom rynku pełną wiedzę o panującej na rynku sytuacji, z czego ma wynikać niemożność osiągania trwałych zysków ze spekulacyjnego przenoszenia kapitałów między rynkami. Nadmierne zaufano teorii „niewidzialnej ręki”, która kieruje procesy rynkowe ku dobru powszechnemu, zapominając o tym, że owa niewidzialna ręka to tylko metafora. Naprawdę wszędzie działają tylko ludzie, a wśród ludzi są osobniki lekkomyślne, chciwe, skłonne do ponoszenia wielkiego ryzyka i nie wyposażone w umiejętność bezbłędnego przewidywania, do której – niestety – współczesny stan nauk ekonomicznych nie daje pewnych podstaw.
Jakie będą dalsze losy kryzysu na rynkach finansowych, w szczególności w jakiej mierze przeniesie się on ze sfery finansowej do sfery realnej i, jaki będzie jego zasięg terytorialny – to się dopiero okaże. W istniejącej sytuacji dziwi mnie natomiast pewien fakt medialny.
Nasze środki przekazu, a przede wszystkim telewizja nie przestają reklamować instytucji kredytowych, kuszących potencjalnych klientów wielkimi korzyściami, jakie przyniesie im zaciągnięcie kredytu. Uważam to za działanie nieodpowiedzialne, zwłaszcza wobec braku rzeczowych wyjaśnień działania mechanizmów rynkowych w sferze pieniężnej. To coś takiego jak namawiać do szybkiej jazdy na krętej i nienajlepszej szosie. Czy tak powinno być?