Facebook
Bunt Młodych Duchem
Książki polecane:
Licznik odwiedzin:
Dzisiaj: 60
W tym miesiącu: 272
W tym roku: 14951
Ogólnie: 295849

Od dnia 21-09-2006

Bunt Młodych Duchem

Czy lekarz powinien zapewnić pacjentom opiekę duchową?

Autor: admin
23-05-2013

14 kwietnia 2013 r. w Warszawie odbyło się Sympozjum zorganizowane przez czasopismo „Medycyna Praktyczna” na temat: „Dylematy etyczne w praktyce lekarskiej – czy lekarz powinien zapewnić pacjentom opiekę duchową?” Wśród uczestników konferencji, oprócz znanych lekarzy z kraju, wzięły udział także prof. Christina Puchalski z Uniwersytetu Medycznego w Waszyngtonie i dr Anne Vandenhoeck z Louven w Belgii. Poniżej prezentujemy fragmenty wypowiedzi Anny Dymnej, prezes Fundacji „Mimo wszystko”, której emocjonalna wypowiedź rozpoczynała sympozjum

Wypowiedź Anny Dymnej (fragmenty)
W swoim życiu wielokrotnie byłam w szpitalu po różnych wypadkach samochodowych. Kiedy przychodziłam do szpitala, to czas jakby dla mnie się zatrzymywał. Byłam bezradna, przerażona, patrzyłam na lekarza jak na cudotwórcę i chciałam, żeby przyszedł i powiedział, że wszystko będzie dobrze. Tych słów potrzebowałam jako pacjent.
Choremu czas się zatrzymuje, ale lekarzowi się czas nie zatrzymuje – on biegnie, on ma operacje, on ma trzy etaty, on ma biurokrację, przepisy unijne... Często jest tak, że pacjentem codziennie zajmuje się inny lekarz, i tak naprawdę, mimo że bardzo chce, nie może stanąć przy chorym, nie może wziąć go za rękę, pogadać z nim i go poznać.
***
Moim przewodnikiem duchowym we wszystkim, co myślę na temat opieki duchowej, jest prof. Andrzej Szczeklik. Jego książka „Kore” powinna być elementarzem dla studentów medycyny. Profesor był wielkim humanistą, tymczasem nasza rzeczywistość jest odhumanizowana; wszystko się dzieje w okropnym tempie: coraz szybciej się informujemy, coraz bardziej powierzchownie, coraz rzadziej stajemy, coraz krócej patrzymy ludziom w oczy. Na pytanie, czy pacjent potrzebuje pomocy duchowej? – wszyscy odpowiadamy, tak. Ale kto tej pomocy duchowej powinien mu udzielić? – to jest druga sprawa.

***

Pierwszą osobą przy chorym człowieku jest lekarz. Zacytuję prof. Szczeklika: „Nie chcemy widzieć cierpienia, odwracamy się plecami od nieszczęścia. Ono zawsze przychodzi nie w porę. Przeszkadza. Drażni jak cierń, choć nie tkwi pod naszą skórą. Znajdzie nas nieprzygotowanych. I tylko lekarz, pielęgniarka, kapelan szpitalny wychodzą rano na jego spotkanie. Muszą zachować wrażliwość, by nie stać się uczestnikami sceny przedstawionej przez Breughla”.

***
Lekarze często nie zdają sobie sprawy, że z powodu pośpiechu popełniają straszliwe błędy. Miałam kiedyś rozmówcę, zresztą lekarza, który mi opowiedział o swojej przygodzie onkologicznej: „Wie pani, jak ja się dowiedziałem o tym, że mam raka? Miałem badania, było podejrzenie, przyszedłem do szpitala, biegł lekarz korytarzem i powiedział: Wie pan co, spieszę się na operację, ma pan raka, tutaj ma pan wyniki badań, no to do wiedzenia, bo ja teraz nie mam czasu”. I ten pan mi mówi, że dowiedział się o tym, że ma raka, między toaletą a brudownikiem w korytarzu. I on tak to strasznie przeżył, że cały czas się zastanawia, czy on kiedyś też takich błędów nie popełnił.

***
Pamiętam rozmowę z kobietą, która miała raka piersi. Miała 60 lat, operacja się udała, była zdrowa, i w czasie nagrania, gdy opowiadała mi o tym, co przeżyła, zaczęła nagle strasznie płakać. Pytam się, dlaczego pani tak płacze? Ona mówi – bo jak ja wreszcie znalazłam się w szpitalu, przyszedł taki młody lekarz i mówi: „O, nowa do heblowania”. Ona pyta: „Czy ja jestem deską?” A on to: „Co, lepiej powiedzieć: do urżnięcia cycka? Będziemy dzisiaj rżnąć”. Ta kobieta mimo upływu lat wciąż pamiętała to upokorzenie. Tłumaczyłam jej, że młody lekarz chciał rozładować napięcie. Ale człowiek chory jest tak przerażony, tak się wszystkiego boi, że potrzebuje, aby ktoś przyszedł i z nim porozmawiał, a nie tak ogólnie coś rzucił. Czasem takie słowo może człowieka zamordować.

***
Myślę, że w opiece duchowej najważniejszy jest kontakt z lekarzem, zaufanie do niego. Petroniusz kiedyś powiedział, że lekarz powinien być opiekunem duszy, pocieszeniem człowieka. Powinien bardzo dobrze poznać pacjenta. Powinien też mu mówić prawdę. Ale jak tę prawdę dawkować, w jaki sposób ją mówić? Na pewno każdemu inaczej. Ale skąd lekarz ma wiedzieć, jak ma dawkować prawdę pacjentowi, skoro go w ogóle nie zna, bo nie miał czasu go poznać? Gdy wymagamy od lekarza opieki duchowej, to myślę, że lekarz powinien pracować prawdopodobnie w innych warunkach. Sama przeżyłam coś takiego, że miałam poważną operację i lekarz po operacji powiedział: „A teraz przez pół roku będzie trwała rehabilitacja, ale niech pani do mnie nie dzwoni, bo i tak nie odbiorę komórki, bo nie mam czasu”. Wiem, że on powiedział prawdę, ale coś we mnie wtedy pękło w środku. Myślę sobie: to jego w ogóle nie obchodzi, co on zoperował i co z tego będzie?

***
Gdy przebywałam jako pacjent w szpitalach rehabilitacyjnych, zauważyłam, że do godziny 16 jest ruch, są zabiegi rehabilitacyjne, ale po obiedzie życie w szpitalu zamiera i z różnych sal wydobywają się jęki, a po korytarzach snują się jakieś cienie. Leżą ludzie sparaliżowani i nikt się nimi nie zajmuje – pielęgniarek jest mało, owszem, jak trzeba przyniesie basen, kolację, ale tam nie ma żadnej opieki duchowej. Dlaczego tam nie ma studentów, którzy by porozmawiali z pacjentami? Nie mówię już o psychologach, bo na moje pytanie o psychologa, odpowiedziano mi, że psycholog jest od godziny 8 do 10 w gabinecie. Ale to nie o to chodzi. Przychodzi wieczór w szpitalu i wychodzą wszystkie zmory, wszystkie strachy. Jest tam wielu ludzi nieuleczalnie chorych, którzy umierają. Oni potrzebują, żeby ktoś przy nich był. I nie po to, żeby gadał, tylko żeby ich wysłuchał, żeby jak pisze prof. Szczeklik nie zabić myśli chorego.

***
Znam ludzi, którzy są chorzy na śmiertelne choroby, ale mają obok żonę, męża, matkę, którzy ich kochają – obecność bliskich to jest podstawowa opieka duchowa. Jeżeli lekarzowi uda się zdobyć zaufanie chorego, obudzić nadzieję, powiedzieć: jestem przy tobie, jesteśmy razem, będziemy razem walczyć, nic się nie bój – wtedy mówimy o opiece duchowej. Gdy moja mama leżała w szpitalu na oddziale neurologicznym, była tam jedna cudowna pielęgniarka – jak ona miała dyżur, to wszyscy byli zdrowsi. To było coś niezwykłego: ona niczego wielkiego nie robiła, po prostu się uśmiechała. Od pielęgniarki może zależeć wszystko: może chory będzie chciał się leczyć, chciał zdrowieć, bo nagle jest przy nim miła, uśmiechnięta pielęgniarka. Sama też pamiętam z pobytu w szpitalu starego lekarza, który nie używał przy mnie określeń po łacinie, nie pytał, czy oddałam stolec, tylko mówił: „Ślicznie pani w tej niebieskiej koszulce”. I ja się od razu lepiej czułam. Ta opieka duchowa powinna być ze wszystkich stron.

***
Każdy człowiek jest osobną planetą, każdy ma inny poziom bólu, inną odporność, inaczej przeżywa chorobę i trzeba do niego podejść jak do tej jedynej osoby. A obecnie studenci medycyny w ogóle nie mają zajęć, jak rozmawiać z pacjentem o jego chorobie, w jaki sposób mu podawać informacje, w jaki sposób go podtrzymywać na duchu, w jaki sposób rozmawiać z rodzinami osób, którym się oddaje narządy do przeszczepu. Skąd więc oni mają wiedzieć, jak rozmawiać z umierającym?
Dużo zależy też od systemu – obecny pęd doprowadza do tego, że wszystko jest odczłowieczone. Niedługo będą taśmy, słyszałam, że na Zachodzie już jest taśma do dializy, nie ma lekarzy, tylko przychodzi pacjent i jest dializowany.

***

Jeśli w człowieku chorym obudzi się nadzieję oraz poczucie, że człowiek nie jest sam, to nieraz daje 99% szans na wyzdrowienie. Ludzie samotni umierają szybciej. Jak mówiła Matka Teresa: samotność to jest największe cierpienie, jakie dotyka człowieka. Miałam podopiecznych, którzy umierali uśmiechnięci, szczęśliwi, bo byli w ramionach swojej ukochanej żony, córki, mieli też fantastycznych lekarzy. Wiadomo, że z losem się nie wygra, ale umieranie może być ludzkie, a może być okrutne.

***
Na zakończenie przeczytam mój ulubiony fragment
z książki prof. Andrzeja Szczeklika:
„Chory przychodzi ze swoim bólem, cierpieniem, wołaniem o pomoc. A lekarz, nie bacząc na lęk chorego (i swój własny), wiedząc, jak mało wie (zawsze za mało), mówi: Stanę przy tobie. Razem spojrzymy niebezpieczeństwu w twarz. I wtedy opadają wątpliwości, w jakie myśl nasza stroiła duszę przez wieki. Kore-dziewczynka pokazuje się nam w źrenicy chorego. Staje w blasku, jasna i wyrazista, w tej krótkiej chwili, gdy słyszy nasze przesłanie: Będę z tobą. Nie opuszczę cię. Nie zostaniesz sam”.
I na tym polega opieka duchowa, żeby człowiek nigdy nie był sam.

Cytaty pochodzą z książki Andrzeja Szczeklika, „Kore. O chorych, chorobach i poszukiwaniu duszy medycyny”, wstęp Adam Zagajewski, Wydawnictwo Znak, Kraków 2007, s. 270-271.