Facebook
Bunt Młodych Duchem
Książki polecane:
Licznik odwiedzin:
Dzisiaj: 55
W tym miesiącu: 1103
W tym roku: 34623
Ogólnie: 344916

Od dnia 21-09-2006

Bunt Młodych Duchem

Cykl: Notatki Redaktora: Chociaż nie mamy ani Grodna, ani Lwowa...

Autor: Zbigniew T. Wierzbicki
13-06-2013

Gdy na Kongresie Wiedeńskim (1815 r.) wytyczano nowe granice w ponapoleońskiej Europie i utworzono, jakby na otarcie łez Polakom, maleńką autonomiczną republikę krakowską (miasto i bliskie okolice), mimo iż walczyli po stronie Francji (która dzięki ministrowi spraw zagranicznych Talleyrandowi była wysłuchiwana w obradach zwycięskich państw: Rosji i Prus), to w społeczeństwie polskim kursował dwuwiersz: „Polska bez Krakowa i Wieliczki nie jest warta ani jednej świeczki”. Dzisiaj można by ułożyć podobny dwuwiersz: Polska bez Grodna i Lwowa nie warta ani jednego słowa. Szczególnie bolesna jest utrata Lwowa, który odegrał w historii Polski olbrzymią kulturową i polityczną rolę. Oczywiście, Ukraińcy i Białorusini w ZSRR nie mieli nic do powiedzenia w kwestii powojennych granic w Europie, bo o tym decydowała Moskwa, a więc Stalin. Lecz wolne i niezależne ukraińskie i białoruskie organizacje na Zachodzie mogły, patrząc w przyszłość Europy, opowiedzieć się choćby symbolicznie za pozostawieniem obu kresowych miast w Polsce (tym bardziej że przeważała w nich ludność polska), względnie postulować utworzenie na tych obszarach regionów autonomicznych: polsko-ukraińskiego i polsko-białoruskiego, tworząc w ten sposób dwie kuźnie wielonarodowej współpracy sub specie przyszłej wspólnoty europejskiej. Zabrakło wolnym Ukraińcom i Białorusinom wyobraźni politycznej. Ukraińcy, pomijając tu mniej nacjonali-stycznych Białorusinów, okazali się w dziedzinie polityki zagranicznej bardziej nawet krótkowzroczni niż Polacy, zwłaszcza w sanacyjnym i powojennym okresie.
Oczywiście nikt przytomny nie myśli o podważaniu istniejących granic w Europie! Lecz aktualnym współczesnym problemem staje się pokojowa wzajemna penetracja i akceptacja kultur trzech bliskich sobie narodów, wykorzystując tu wspólne pozytywne doświadczenia historyczne, a tych na szczęście nie brakowało mimo konfliktów i walk czy nawet rzezi.
Problem ten należy rozpatrywać w perspektywie istniejącego od kilkuset lat europejskiego trendu demograficzno-kulturowego idącego z Zachodu na Wschód, co właśnie dobrze widać na obszarze polsko-ukraińsko-białoruskim. I tego trendu zatrzymać nie można, choć można go administracyjnie czy militarnie czasowo przyhamować, jak miało to miejsce po II wojnie światowej, co przyczyniło się w konsekwencji do emigracji wielu młodych Polaków nie na bliski Wschód lecz na Zachód, dokąd ściągają swoje rodziny i starają się o obce obywatelstwo. Można jednak mieć nadzieję, iż zjawisko to, niekorzystne dla Polski, zmieni się w miarę przywracania normalnych warunków rozwoju Europy. Przewidując taki tradycyjny trend mobilności Europejczyków, trzeba już dzisiaj opracowywać metody pokojowej współpracy i wymiany wartości kulturowych między naszymi trzema narodami.
Staje się to ważne dla procesu jednoczenia się Europy w ramach Unii, zwłaszcza ważne dla Polski i Ukrainy, ponieważ oba kraje zostały dotkliwie pokaleczone w II wojnie i w jej konsekwencjach społeczno-politycznych; dotyczy to szczególnie przypadku Polski, która walcząc po stronie aliantów, wyszła z tej wojny jak przysłowiowy „Zabłocki na mydle”. Częściowo zresztą z własnej winy, prowadząc ryzykowną politykę zagraniczną autorstwa ministra Józefa Becka, co przyczyniło się, jak się przypuszcza, nie tylko do przyspieszenia wybuchu wojny, lecz, co gorsza, skierowała agresję Hitlera najpierw na Polskę, a nie na kraje zachodnie, jak to on pierwotnie planował (zob. W. Studnicki, „Wobec nadchodzącej drugiej wojny światowej”, wyd. 1939, skonfiskowana przez władze sanacyjne na żądanie min. Becka). I staliśmy się „Kopciuszkiem” w angielsko-francuskiej koalicji, zabiegając o jej względy i wsparcie, zamiast odwrócić role tak, by alianci zabiegali o pomoc polskiego sojusznika. Politykę min. Becka powołującego się – zdaniem Cata-Mackiewicza – niesłusznie na Piłsudskiego, omówimy w jednym z następnych numerów „Buntu…”. Tu warto tylko zaznaczyć, iż min. Beck, mając do wyboru trzy możliwe decyzje: alians z Niemcami (oczywiście doraźny), grę na zwłokę, co było na rękę również aliantom, wreszcie faktycznie samotne przeciwstawienie się agresji Hitlera, wybrał najgorsze trzecie rozwiązanie. Bliżej o tym w następnym numerze „Buntu…”.

Zbigniew T. Wierzbicki