
| Dzisiaj: | 390 |
| W tym miesiącu: | 7035 |
| W tym roku: | 7034 |
| Ogólnie: | 556924 |
Od dnia 21-09-2006
Na polskiej oświatowo-pedagogicznej scenie pojawiają się od czasu do czasu postacie i placówki, które stają się latarniami dla nowych rozwiązań pedagogiki społecznej, a tym samym dla rozwoju edukacji.
Takim drogowskazem była w XVIII w. Komisja Edukacji Narodowej powołana przez Sejm I RP w 1773 r.; była pierwszym w Europie świeckim „ministerstwem edukacji”. Można uznać ją za pierwszą placówkę eksperymentalną inicjującą nowe metody i podejścia w badaniach wychowania społeczeństwa. Na jej rzecz zapisał w 1775 r. ks. August Sułkowski dobra rydzyńskie w przypadku wymarcia swego rodu. Władze zaborcze przywłaszczyły majątek księcia na cele germanizacji ludności polskiej. Z chwilą odzyskania niepodległości rząd polski przywrócił ważność zapisu arystokraty, właściciela majątków rodowych, tworząc rolną Fundację Sułkowskich. Uruchomiła ona w 1928 r. w zamku rydzyńskim, jej siedzibie, gimnazjum (później i liceum) o charakterze eksperymentalnym dla niezamożnej, uzdolnionej męskiej młodzieży, realizując tym samym wolę księcia Augusta Sułkowskiego.
Na dyrektora Szkoły Fundacja powołała znanego pedagoga i działacza Tadeusza Jana Łopuszańskiego. Łopuszański organizując placówkę szkolną w Rydzynie, musiał sprostać co najmniej kilku wymogom. Po pierwsze, uwzględnił w swojej koncepcji wiedzę historyczną o przyczynach upadku państwa polskiego w XVIII w., starając się wyeliminować wady elity wtedy rządzącej, po drugie, wykorzystał bogate doświadczenia polskich i zagranicznych eksperymentów szkolnych. Po trzecie, za główny cel swej koncepcji przyjął ukształtowanie nowoczesnej, na poziomie europejskim, warstwy rządzącej. Cel ten chciał osiągnąć poprzez program realizowany jednocześnie zarówno przez szkołę, jak i połączony z nią obowiązkowy internat uczniowski. W tym programie szczególną rolę, poza wychowaniem fizycznym, w którym sport nie był traktowany wyczynowo, wyznaczył przedmiotom humanistycznym: językowi polskiemu i historii, a następnie ścisłym, tj. fizyce, chemii oraz robotom ręcznym (w drewnie i metalu). Jednocześnie przestrzegał zasady stuprocentowości w opanowaniu każdego przedmiotu. W tym celu dokonał – za zgodą Ministerstwa – z jednej strony ograniczeń programowych, z drugiej wprowadził nowe elementy w myśl swojej koncepcji wychowawczej.
Jako niewątpliwy sukces pedagogiczny na skalę ogólnopolską, jeśli nie europejską można uznać likwidację w Szkole Rydzyńskiej tzw. kłamstwa szkolnego: podpowiadania, ściągania, w co trudno było na początku uwierzyć nowo przyjmowanym nauczycielom. Polonista Marian Jasieński wspominał: „Gdy Łopuszański oświadczył mnie, że udało się zlikwidować podpowiadanie i ściąganie, pomyślałem, co za naiwny człowiek, lecz później wielokrotnie wychodziłem z klasy podczas pisania przez uczniów tzw. klasówek. Podobnie czynili niektórzy nauczyciele”.
Zdaniem Łopuszańskiego bez likwidacji kłamstwa w szkole nie tworzy się bliska relacja między nauczycielem i uczniem, a to z kolei pozbawia skuteczności proces wychowania. Najpoważniejszym zarzutem wobec ucznia powodującym czasem jego usuniecie było kłamstwo. W szkole wytworzyła się atmosfera niesprzyjająca kłamstwom, np. wedle relacji jednego z uczniów: „nowoprzyjęty do szkoły kolega, podczas pisania klasówki, poprosił cicho o pomoc sąsiada, na co ten odpowiedział: u nas się nie ściąga”.
Wytwarzało to w szkole atmosferę życzliwości, nie przywiązywano żadnej wagi do sytuacji materialnej, narodowościowej czy wyznaniowej poszczególnych uczniów. Pomagało to powstaniu więzi przyjaźni, które przetrwały po ukończeniu szkoły. Przez założony Związek Byłych Rydzyniaków organizowane były coroczne parodniowe zjazdy absolwentów wraz z rodzinami i zaproszonych gości. Nie były to tylko spotkania wspomnieniowe, lecz również starano się kontynuować i upowszechniać idee szkoły. Gdy na jednym ze zjazdów zapytano absolwenta szkoły narodowości francuskiej, któremu udało się przejechać z Paryża tylko na jeden dzień, ze względu na trudności z otrzymaniem wizy: czy warto było? Odpowiedział: Ja wiem, co ja Rydzynie zawdzięczam.
O związku emocjonalnym ze Szkołą Rydzyńską świadczą kilkuletnie, niestety daremne starania absolwentów o jej reaktywowanie w PRL-u, w które włączył się wybitny uczony Arkadiusz Piekara, nauczyciel fizyki w Rydzynie, a po wojnie członek rzeczywisty PAN. A na wątpliwości co do potrzeby tworzenia szkół eksperymentalnych odpowiadał Łopuszański, że każdy system społeczny, w tym i oświatowy, musi mieć dla dobrego swego funkcjonowania własne placówki eksperymentalne.
„… w ciągu ostatniego trzydziestolecia (1918-1948) dokonało się u nas trzykrotnie zasadnicze przekształcenie naszego szkolnictwa średniego, nie oparte o wyniki doświadczenia przeprowadzonego choćby tylko w jednej szkole. A przecież tak, jak nie stosuje się nowych metod leczenia od razu do milionów, ni tysięcy chorych, lecz wypróbowuje najpierw na nielicznych pacjentach w odpowiednio wyposażonych klinikach, pod okiem poważnych specjalistów, podobnie i nowe, sięgające głębiej pomysły pedagogiczne powinny być najpierw wypróbowane i sprawdzone w jednej przynajmniej szkole, posiadającej warunki przeprowadzania poważnych doświadczeń, zanim zostaną zastosowane do ogółu, np. do przeszło dwustu tysięcy uczniów szkół średnich. (...) Trzeba koniecznie przystąpić (…) do zapewnienia doświadczalnej podbudowy dalszemu rozwojowi naszego szkolnictwa, a w szczególności (…) do powołania do życia przynajmniej jednej doświadczalnej szkoły średniej” (T. Łopuszański, Szkoła doświadczalna, 1985, ss. 190-191).
Zbigniew T. Wierzbicki